poniedziałek, 14 stycznia 2013

Moje poglądy a rzeczywistość

Ostatnio przeprowadziłem ciekawą dyskusję (biliście kiedyś głową w mur przez godzinę? naprawdę ciekawe, polecam) na temat mających wejść w tym roku zmienionych norm ECE odpowiadających za to co jest fotelikiem samochodowym (już wiadomo, że w tym roku raczej nie wejdą ale może w przyszłym). Obecna norma sprzyja zalewowi chińskiego badziewia noszącego szumne nazwy "fotelików samochodowych". Obecnie homologacyjne testy zderzeniowe surowością przypominają warunki na parkingu pod tesco, a sama homologacja wygląda jakby jej twórcy byli święcie przekonani, że w dzisiejszych czasach podróż z punktu A do punktu B odbywa się leśnym duktem dzięki uprzejmości koni pociągowych, natomiast fotelik samochodowy jest trzymany łańcuchami w środku dorożki ciągniętej przez wyżej wymienione patatajki. Nowa norma, roboczo zwana i-size, ma szansę to zmienić. Z ważniejszych założeń: podczas testów zderzeniowych ma być przeprowadzany test bocznego uderzenia (tak, w tej chwili to nie jest brane pod uwagę. Widocznie Siwek i Kasztanka zawsze ustępują pierwszeństwa.), natomiast na rodziców całej Europy nałożony zostanie obowiązek przewożenia dziecka tyłem do kierunku jazdy do 15. miesiąca życia. Gdy tylko dowiedziałem się o takiej nowinie, przekazałem ją dalej pełen radości i wiary w lepsze jutro. I co? I pstro, jakby mnie ktoś obuchem jebnął. Gość, który się na fotelach dobrze zna się pierwsza klasa zaczyna mi tłumaczyć, że mam ograniczony sposób patrzenia na świat, że 15 miesięcy to niewykonalne, że na Litwie ludzie mają inne zmartwienia, a po za tym to reprezentatywnej grupy polskich rodziców na foteliki nie stać. Nie pozostało mi więc nic innego, jak przekazać mój punkt widzenia na świat, który przedstawiam również i wam cobyście się mnie nie czepiali, że na przewożenie dziecka w aucie mam swoje (jedyne i słuszne) zdanie i kompromisów w tej kwestii nie uznaję:

Jestem szczęśliwym posiadaczem klapek na oczy pozwalającym widzieć mi wielkie nic. Wiedzę o świecie czerpię z forum hodowców ślimaków i polskich seriali obyczajowych. Czasami czytuję fakty i mity, ale tylko ze względu na śmieszne obrazki, których z resztą i tak nie rozumiem. Wakacje spędzam rzucając kamienie do wody, a jakiekolwiek kontakty socjalne ograniczam do przeglądania naszej klasy z fałszywego profilu. Nie obchodzi mnie los ludu pracującego wsi polskiej, nie do końca jestem przekonany co znaczy próba reprezentatywna i sam nie wiem co mam myśleć o pozostałych polskich rodzicach. Kimkolwiek oni są. 

Za to święcie wierzę, ze każdy kto ma samochód starszy niż pięcioletni kupił go sobie dla żartu bo w garażu na pewno stoją trzy nowe beemwu. Nie potrafię wyobrazić sobie, ze na świecie istnieją ludzie którzy mogliby zarabiać mniej niż 10 tys pln tygodniowo. Mieszkam w wielkim zamku, strzeżonym przez dwa trzygłowe smoki, które zjadają każdego kto próbuje pomyśleć nie po mojemu. Wedle mojej najlepszej wiedzy, w krainach typu Litwa, ciąża trwa 8 lat a dzieci - pod warunkiem że wcześniej nie zostaną zjedzone przez rodziców - przewożone są na wozach drabiniastych ciągniętych przez jednorożce. Tam foteliki nie są potrzebne. Raczej złote podkowy. 

Raz do roku, w noc przesilenia letniego opuszczam moje włości i lecę prywatną rakietą kosmiczną na wielką górę do mojego sklepu. Przed wejściem selekcję prowadzi cerber, ściągnięty specjalnie na moje zamówienie z fabryki na Tajwanie. Warunkiem przekroczenia progu jest udowodnienie, że potencjalny klient jest osobą bardziej niż bardzo majętną. Może być wyciąg z konta, mogą być dwa roleksy na obu rękach, minimum cztery złote zęby, korona na głowie lub akt własności Madagaskaru. Na półkach stoją tylko i wyłącznie foteliki z 10* bardzo zaawansowanego instytutu krasztestowego, których cena oscyluje w granicach ceny jednej z krain typu Litwa i na które moich klientów walących bramami i witrażami oczywiście stać, bo przecież w takim świecie żyję. 

Ogólnodostępne opinie o stanie gospodarki światowej nie pokrywają z moimi wiadomościami o ślimakach i szczerze nie mam ochoty opuszczać mojego zamku, bo nie daj boże spotkam ludzi dla których jakakolwiek zmiana łączy się kryzysem porównywalnym z przypadkiem który spotkał dinozaury, tylko dlatego ze obowiązek przewożenia dzieci tyłem do kierunku jazdy mógłby wydłużyć się o pół roku. Więc jeśli ktokolwiek i kiedykolwiek zasugeruje mi, że nie wiem w jakim świecie żyję i że dla bezpiecznego przewożenia dzieci nie ma warunków to z miejsca odpowiadam:  proszę więc wyjść na ulicę, spalić parę opon traktorowych i kukłę króla, a jakimkolwiek zmianom powiedzieć zdecydowane nie, bo zdrowie i życie dzieci to zbytnia ekstrawagancja na którą nas nie stać, ponieważ reprezentatywna grupa polskich rodziców zamiast nosić buty obwiązuje nogi szmatami. 

3 komentarze:

  1. Z tego co wydedukowałem, zmiany podzielone są na trzy etapy. Etap pierwszy wprowadzenie regulacji I-size, która zacznie obowiązywać w połowie tego roku. Będzie niezły burdel bo jednocześnie będą (teoretycznie) na rynku fotele z i samochody z metką I-size i bez niej. Oba rozwiązania będą dopuszczalne z zastrzeżeniem że I-size pasuje do I-size a I-size do trabanta już niekoniecznie. Potem wprowadzi się zmiany odnośnie testów (zderzenie boczne) i manekinów. Na koniec połączy się wszystko w jedno i będziemy mieli nowe normy ECE. Będzie cacy o ile rodzice i wszyscy zainteresowani zajarzą o co chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cyt."reprezentatywnej grupy polskich rodziców na foteliki nie stać" niestety tak twierdzą w dodatku nie stać ich na poszukanie czegoś co nie kosztuje majątku a jest dość bezpieczne (to wykonalne jest). Tej "reprezentatywnej grupy polskich rodziców" nie stać jeszcze na inne rzeczy (patrz zeszyty dla dziecka) ale stać na kablówkę, papierosy, nierzadko popołudniowe piwko albo dwa albo ..., tipsy, tuning szpachlowozu (bez zaje .. spojlera i alusków nie ma jazdy), nowe stereo. Jak więc widać na bezpieczny fotelik nie zostanie ani grosza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, należy jeszcze dodać, że fotelik to w zasadzie nie jest potrzebny bo przecież na drodze nic się nie dzieje. Ale auto casco do nieco lepszej fury to każdy kupuje, bo nie daj boże coś się stanie i maskę trzeba będzie klepać ;)

      Usuń