wtorek, 16 lipca 2013

Po wakacjach

Było miło, jak zwykle z resztą. Kilka wniosków z prywatnych obserwacji:

1. Łódź to komunikacyjna tragedia. Zamiast przejmować się czy strażnik miejski nosi czapkę, włodarze tego miasta powinni zainteresować się takim wynalazkiem jak zielona fala. Nie jestem pewien ale chyba to była Aleja Włókniarzy. Światła co chwilę (co jest całkiem zrozumiałe w dużym bądź co bądź mieście) ale wszystkie świecą się na czerwono. I w nieskończoność. Próbowałem różnych manewrów. 60 na godzinę, 20 na godzinę i 140 na godzinę też. Kompletnie nic nie działa. Jakbym nie jechał na każdym skrzyżowaniu trzeba odstać swoje. Stan dróg pomijam. Tam nie ma dziur. Tam resztki asfaltu tworzą niepotrzebne wybrzuszenia. 

2. Foteliki się zużywają. Jeśli ktoś kiedykolwiek mi jeszcze raz powie, że wytarte ze starości naklejki na fotelikach nie są powodem do jego wymiany to dostanie ode mnie taki fotelik bez naklejek i instrukcji z prośbą o zamontowanie. Dziękuję, nie da rady. Miałem "przyjemność" montować fotelik polskiej firmy należący do pewnego miłego chłopca i... nie wiedziałem jak to zrobić. Skończyło się na odpaleniu internetu i poszukaniu instrukcji. Mi się chciało to zrobić, pomimo fatalnej jakości fotela, niech przynajmniej będzie zamontowany dobrze. A ilu osobom latałoby to koło tyłka i przebieg pasa pozostawiłoby własnemu uznaniu?
Stawiam trzy kolby kukurydzy, że sporej większości.

3. Zapięte pasy nie bolą. Kiedy już ten miły chłopiec usadowił się w swoim foteliku mama zapięła go w pasy, tak że równie dobrze pasów mogłaby nie zapinać. Oczywiście pokazałem jak dziecko powinno wyglądać w foteliku, co z spotkało się z reakcją mamy, że będzie bolało, że będzie niewygodnie, że się udusi i ogólnie będzie bardzo przejebane. Przez dwie godziny podróży miły chłopiec narzekający na absolutnie wszystko o mocno zapiętych pasach nawet się nie zająknął.

4. Chiny rządzą. Małe nadmorskie miasteczka mają to do siebie, że w jednym miejscu i na szybko można zrobić przegląd społeczeństwa całego kraju. Ponadto do takich miasteczek najchętniej przyjeżdżają rodziny z dziećmi, więc w praktycznie każdym aucie widziałem fotelik. Autami jeździmy różnymi, dominują fordy, ople i skody, średnia wieku 7-9 lat. Żadne zaskoczenie. Foteliki? Tutaj przykra niespodzianka. Nie spodziewałem się parady gwiazdek, nie zakładałem, że zobaczę chociaż jeden RWF. Miałem jednak nadzieję, że jakiś standard zostanie zachowany. Niestety, paździerz nie standard. Obowiązkowe wyposażenie to chińska padaka 9-25, bez znaczenia jakie auto. Pozostając w wakacyjnej tematyce: drodzy rodzice, jeśli chcecie być fair wobec swoich pociech i kupujecie im badziew nie zapewniający niczego to może z tej samej przyczyny zamiast dorsza z piwkiem zaserwujcie sobie ogórka kiszonego z

Smacznie? No to miłej jazdy życzę.

5. No właśnie standard. Właściwie jego brak. Śmiać mi się ze mnie chciało jak przypominałem sobie dywagacje z serii lepszy romer czy maxi cosi. Wybrać dobry czy bardzo dobry? Bez sensu. Nie w tym kraju. Wnioski: ponownie edukacja leży i kwiczy. Po drugie: rodzice nie mają świadomości po co jest fotelik samochodowy. Po trzecie: panuje kretyńskie przeświadczenie, że fotelik nie jest potrzebny. Oczywiście, że nie jest potrzebny. Do momentu, w którym nie wydarzy się nic na drodze. A zakładanie, że mamy bezpieczne drogi w naszym kraju jest... no cóż, głupotą.

9 komentarzy:

  1. Jacek Chmurzyński16 lipca 2013 15:01

    Ja to wszystko mam na co dzień, nie tylko w wakacje ;)Czasami patrząc w czym przewozi się dzieci w moim mieście i jak mam wrażenie że jestem na jedwabnym szlaku.

    OdpowiedzUsuń
  2. heh też to widuję na co dzień ;) pod przedszkolem, pod żłobkiem, na parkingu rzy supermarkecie....

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze w zeszłym roku mogłeś zobaczyć nasz dwudziestoletni samochód, a w nim fotel RWF. Chociaż nie, nie mogłeś, bo tylne siedzenia miały dresiarsko zaciemnione szyby :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja z kolei jestem uwazany chyba ze przewrazliwionego. Przyklad - sasiad kupil rocznej malej dziewczynce (waga 9 kg) fotelik do 25 kg przodem. Ch.. ze chyba jakis firmowy bo zaplacil cos kolo 700 ale taka kruszyne (bo to dziewcze to naprawde "swierszczyk") narazac na obciazenia w wypadku BUM to naprawde brak wyobrazni. A ja mam problem bo do mojego i30 nie chce sie zmiescic (tzn tak zeby kierowca mogl w miare wygodnie prowadzic) nic z 9 - 25 i albo skonczy sie na tym ze bede wozil przez rok jeszcze 2 foteliki 0-18 (jesli sie MaxFix zmiesci) albo z bolem bede musial kupic cos przodem albo zmniana samochodu na wiekszy czego wolalbym uniknac. Ech... latwo nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. przykre... niestety często i gęsto widuję :(

    ja też z tych przewrażliwionych ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co to ja ostatnio usłyszałam? AAA, że wybrany przeze mnie Graco Belogic taki pierońsko drogi - to objaw snobizmu. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim ulubionym argumentem za tym, że nie warto kupować drogiego fotelika jest taki, że jak będzie miał miejsce poważny wypadek to i najlepszy fotelik nie pomoże :/

    OdpowiedzUsuń
  8. O to,to ;) Po zakupie RWF za niemałą sumę też usłyszałam, że chyba mnie pogrzało, a bezpieczeństwo dziecka zależy nie tylko od fotelika (a czy ja kiedyś mówiłam że tylko? ;)) i że wszyscy dookoła mają normalne foteliki tylko ja coś wydziwiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Poczytalem troche Twojego bloga i czuje sie przekonany do RWF. Stad prosba o porade. Jaki fotelik podejdzie do Mondeo z 97 roku? (pasy nie sa specjalnie dlugie, ale Maxi Cosi Cabriofix da sie zapiac na styk, za to miejsca sporo). Dzieciak 1.5 roku i 10kg. Najchetniej kupilbym cos juz do 25kg, zeby miec dluzej spokoj.

    OdpowiedzUsuń