osiemgwiazdek.pl

czwartek, 11 czerwca 2015

Przegląd foteli- Kiddy Cruiserfix Pro

Dawno Nas nie było. Proste lata po Polsce, czasu ni ma, pojawia się w sklepach wszędzie i tłumaczy, że tyłem to jednak lepiej jest. Blog w tym czasie leży odłogiem jak działka w mieście, więc czas zabrać sprawy w swoje ręce i cos skrobnąć.

Fajna pogoda, wakacje dla co niektórych ministrów już się zaczęły, więc ruch u Nas w sklepie fajny. A, że klient dociekliwy to i dużo pytań zadaje. Kogo czego, z kim z czym i inne takie przypadki. I zawsze przy Kiddy mam dużo pytań dlaczego on taki inny w stosunku do konkurentów.


Na początek- pisze o tym fotelu:




 Suche dane: grupa wagowa 15-36kg, dziecko zapinane pasem samochodowym, taki znaczek ma 


znaczy, że ok, montaż za pomocą ISOFIX/Pasy

Dla mnie to bardzo ciekawy model, który jako jeden z nielicznych posiada regulację zarówno zagłówka jak i szerokości oparcia. Jeżeli dziecko jest wyższe, będzie szersze, proste. Dlatego śmiem twierdzić, że w tym fotelu zmieści się 10 letni Amerykanin.  Jak to działa przedstawia film (dzięki Bogu nie ma lektora w tym pięknym języku, gdzie glut oznacza żar...)





Druga sprawa to podnóżek- regulowany na długość. Przy dłuższych nogach, pasażer zawsze będzie miał podparcie, co przy dalekich trasach nie będzie męczarnią dla niego. Dlaczego to ważne? Posiedź przez parę minut na muszli klozetowej, cierpną nogi co? Dodatkowo siedzisko jest wyprofilowane pod pupą, żeby zminimalizować ewentualne zjawisko nurkowania.


Kolejna kwestia to zagłówek, który w stosunku do konkurentów jest mniejszy i na pierwszy rzut oka mniej wygodny dla dziecka . Przypadek? Nie sądze. Celowe zagranie producenta, który podchodzi do sprawy bardziej życiowo niż np. Cybex w modelu Solution X2 Fix. Istota żywa ruszą się, a manekin w trakcie testów siedzi jak słup soli. Spójrzcie na zdjęcie C


Jeżeli coś działa jak klapki na oczy to pociecha może najzwyklej w świecie opuścić strefe zagłówka, więc po kiego grzyba taki stosować? Jak to jest w kiddim:


Tapicerka użyta do wykończenia fotela ma przyjemną i oddychającą strukturę Thermotex. Fotel został nim pokryty w szczególnie newralgicznych miejscach, jak pupa czy główka. Dość skutecznie odprowadza ciepło, więc dziecko nie jest przyklejone jak guma do ławki szkolnej. Sam fotel zamiast styropianu pod tapicerką posiada "materiał energochłonny „przestrzenny plaster miodu” i materiał piankowy EPP"- tak go w katalogu opisują. Jak zwał tak zwał, ważne, że działa i nie odpada jak styropian.

Z paru dodatkowych, aczkolwiek mniej ważnych rzeczy to 3 letnia gwarancja, dopuszczenie do stosowania w samolocie i program wymiany fotelika w razie kolizji. Gdyby jakiś cygan wjechał Ci w kufer auta, fotelik wymienią Ci na nowy za free. Fotel ogólnie mało awaryjny.


Dobra, teraz gwoźdź programu - BEZPIECZEŃSTWO!


 W 2011 roku testowano Kiddiego, a w stosunku do konkurentów prezentuje się on następująco:

Lp.             Model                                             Czołówka     Boczne       Średnia
1 Romer Kidfix XP Sict 2,3           0,8 1,55
2 Kiddy Cruiserfix Pro
Cybex Solution X2-Fix                       
2,2
2,1
1,1
1,2
1,65 
1,65
3                Romer Kidfix Sict 2,6 1 1,80
4 Cybex Solution X2 2,4 1,3 1,85
5 Romer Kid Plus Sict 2,4 1,4 1,90
Jane Montecarlo R1 2,4 1,4 1,90
6 Maxi Cosi Rodifix 2,2 2,1 2,15
Diono Monterey 2 2,1 2,2 2,15
Romer Kidfix XP 2,3 2 2,15
7 Concord Transformer T 2,4 2 2,20
8 Maxi Cosi Rodi Airprotection 2,9 1,6 2,25
9 Cybex Solution X- fix 2,1 2,5 2,30


Źródło: http://www.oeamtc.at/


Czemu dwa modele specjalnie zaznaczyłem?

W sklepie stacjonarnym te dwa fotele stoją obok siebie i zawsze pada pytanie:
Klient- a ten cybex to porównywalny jest, nie?
Ja:



Bo o ile w testach zderzeniowych wypada identycznie, to mamy do czynienia z fotelem o bardzo krótkim siedzisku, które wyprofilowaniem przypomina taboret. Drugą sprawą, że regulacji szerokości nie posiada, tapicerka przypomina ruski dywan, boki styropianowe odpadają jak muchy, a zagłówek jest tak ogromny jak koła do kamaza. Za 6 stów wolałbym kupić co innego. Tyle w temacie cybexa:






Z pozdrowieniami

Pierwszy Oficer

piątek, 8 maja 2015

Jestę exprtę część 2, czyli fotelik RWF na środkowym miejscu

Siedzę ostatnio z takim szwedzkim koleżką co on w fotelach siedzi po uszy, grzejemy browary, tak se pierdaczymy o tych urządzeniach i pytam go tak:
- Daniel, a powiedz ty mi, wy tam wszyscy w tej Szwecji twojej to autobusami jeździcie?
- Czasami, ale samochody też mamy.
- No, no. A te samochody to wielkości lotniska są?
- A po co?
- No żeby te wasze foteliki tyłem zmieścić.
- Nie, nie. Auta normalne, takie jak u was w tej Polsce waszej.
- Tak? A jak jest taka rodzina że mama ma nogi po sufit? To wtedy fotelik na dachu?
- Na środku.
- Ale mi chodzi że tyłem.
- No tyłem.
- To jak na środku?
- Normalnie.
- Nie można.
- Czemu?
- Bo noga jest.
- To co?
- Co co? Nie można nogi opierać o tunel na środku.
- Czemu?
- Bo jak będzie bum to noga wpadnie w tunel i wszyscy umrą.
- Kto ci to powiedział?
W sumie konsternacja bo jak palnę, że gość, który skończył studia sto lat temu i widziałem go w lodówce ostatnio to kicha trochę.
- No u nas tak mówią.
- A skąd to wiedzą?
A skąd mam wiedzieć? Eksperty gadają to chyba wiedzą.
- Nie wiem. Ich pytaj.
- Nie będę bo głupoty gadają.
- To rozumiem. Czyli co?
- CZYLI MOŻNA OPRZEĆ NOGĘ PODPIERAJĄCĄ FOTELIKA O TUNEL POD ŚRODKOWYM SIEDZENIEM.
- I wy tak jeździcie?
- Normalnie.
- Dasz mi to na papier?
- Ktoś inny ci da.

Parę dni minęło i dostaję takie coś:


Pan Tommy Pattersson, kierownik testów szwedzkiego instytutu VTI (ci od Testu Plus i całego bezpieczeństwa drogowego w Szwecji. Kozaki nad kozakami) pisze mniej więcej i w skrócie tak:

"Fotele z nogą podpierającą w Szwecji to norma od lat 80. Jednocześnie VTI wraz z Volvo bada skutki wypadków drogowych kładąc nacisk na bezpieczeństwo dzieci. Opierając się o posiadane bazy danych jednoznacznie stwierdza: NIGDY NIE STWIERDZONO ŻADNEGO PROBLEMU WYNIKŁEGO Z OPARCIA NOGI O TUNEL."

Amen.

Wszystkich, których wprowadziłem w błąd - przepraszam. Uwierzyłem naszym orłom, chciałem dla was dobrze. Jak nie macie miejsca w aucie, to zamontujcie swój fotelik na środku. Można. 


PS Orły! Jak już robicie te swoje olimpiady, inspektoraty i inne szkolenia to zacznijcie od siebie. Moja wiedza dla was gratis ;)

piątek, 30 stycznia 2015

Jestę eksprtę!

W sumie temat nowelizacji przepisów przewożenia dzieci miałem najzwyklej w świecie olać. Podobnie z resztą jak każdy inny Polak wszelkiego rodzaju przepisy. I pewnie tak by było, gdyby nie różnej maści "eksperci" którzy lada moment urządzą pikietę pod sejmem i pod bannerami ze swoim logiem będą żądać zaprzestania skazywania naszych dzieci na śmierć. Chodzi się o to, że obecnie dzieci trzeba wozić w foteliku do 150cm, a zmieni się na 135cm.

Z tego co udało mi się dowiedzieć z telewizji, gazet i internetu według naszych mędrców fotelikowych wszystkie dzieci umrą niechybnie w wieku 10lat. I trochę się przeraziłem, bo to smutne nawet. Tyle, że mnie jedna rzecz zaniepokoiła najbardziej. Generalnie rozbiegło się o słowo "ekspert" odmieniane na wszystkie przypadki, a jak słyszę taki epitet to się mnie lampka czerwona we łbie pali, rozum z kolei, serce i dupa nawet krzyczą: hola, hola, sprawdzam.

Ekspertów to my w tym kraju miliony mamy. Od kopalni, od kredytów we frankach, od katastrof lotniczych i od piłki nożnej też. Tyle, że kopalnie leżą i kwiczą, franciszkanie woleli już by nawet nie kwiczeć, samoloty są mierzone parówkami, a piłkarze to już nieważne. I prawda jest taka, że każdy pierdoli akurat to co jemu i jego opcji jest na rękę.

Eksperci są nierozerwalnie związani mediami. Media to z kolei bardzo ciekawa instytucja: opiniotwórcza tuba prowadzona przez ludzi nie mającego większego niż średnio rozgarnięty człowiek pojęcia o świecie. Kiedy trzeba przekazać informację nieco bardziej skomplikowaną niż kąpiel olsztyńskiego klubu morsów pojawiają się eksperci. I paplają co im ślina na język przyniesie, i tak nikt ich nie weryfikuje.

Jeśli jakiś bubek usiłuje przekonać świat, że krzesła obrotowe wpływają samopoczucie delfinów i warto o tym pamiętać to pół biedy, bo bez wpływu. Gorzej jeśli ktoś próbuje wpływać na stan społeczeństwa nie mając aktualnej wiedzy na dany temat. Wtedy warto krzyknąć: sprawdzam.

No i sprawdziłem. Dla mnie wyznacznikiem i niedoścignionym wzorem w kwestii bezpieczeństwa na drodze jest Szwecja. Jest to jedyny kraj na świecie, który dąży realnie do stanu, w którym na drodze nie zginie ani jedna osoba (Wizja zero). U nich obowiązek przewożenia dzieci w foteliku jest właśnie do 135cm. Dlaczego? Bo to wystarczy, a nawet według nich tak jest bezpieczniej.

Polski stan fotelikowej rzeczy lansowanej przez rodzimych ekspertów generalnie sprowadza się do promowania fotelików z gwiazdkami i korzystania z nich najlepiej do osiągnięcia pełnoletności przez użytkownika. Ta opcja ma dwa słabe punkty. Po raz: foteliki montowane tyłem do kierunku jazdy są egzotyką, po dwa podwyższenia zwane potocznie poddupnikiem zostały przez establishment skazane na banicję. Pierwszą rzecz pominę, bo w zasadzie cały blog jest o fotelach rwf, nad poddupnikiem się pochylę.

Nasi eksperci latają po wszystkich możliwych telewizjach i podpierając się "bardzo rzadkim" tytułem mgr inż oraz zdjęciami preparowanymi na tą okazję tłumaczą, że przebieg pasa u dzieci mniejszych niż 150cm jest śmiertelnym zagrożeniem i należy je pakować w foteliki z wysokim oparciem (bo przecież poddupnik to zło). A co mówią o tym ludzie badający rzeczywiste historie związane z dziećmi i wypadkami? Mają zgoła inne zdanie..

Teoria wypowiadana przeciwko obowiązkowi przewożenia dzieci do 135cm, zamiast do 150cm brzmi najoględniej: tylko fotelik z wysokim oparciem gwarantuje prawidłowy przebieg pasa dziecku niemającemu półtora metra wzrostu. Niestety, ktoś zapomniał, że dotyczy to tylko manekinów. Bo żywe dziecko w foteliku nie wygląda tak:






tylko tak:



albo tak:



Proste, że przebieg idealny patyk strzelił, bo (niespodzianka!) dziecko w przeciwieństwie do manekina się rusza i ma wyjebane na założenia ekspertów. Źródło TUTAJ.

Co się okazuje? Kolejny LINK to opis badań rzeczywistych zachowań dzieci w samochodzie z uwzględnieniem największego zagrożenia dla starszych dzieci podczas wypadków. Tutaj kolejna niespodzianka: nie są to obrażenia wynikłe z "nieprawidłowego przebiegu pasa", ale uszkodzenia głowy będące wynikiem uderzenia o wnętrze pojazdu, oczywiście LINK

Co robi pakowanie dziecka większego niż 135cm do fotelika z wysokim oparciem? Ano to, że w wyniku manewrów poprzedzających zderzenie (gwałtowne hamowanie, nagła zmiana kierunku jazdy, etc.) dziecko niemal na pewno opuści bezpieczną strefę zapewnianą przez fotelik. Co powoduje? Że ochrona boczna zostaje daleko w tyle, a głowa dziecka jeszcze przed zderzeniem zbliża się do fotela pasażera. A w momencie zderzenia brakuje już wolnej przestrzeni, żeby w nic nie uderzyć głową. I w najlepszym wypadku bardzo boli, Na zdjęciu pozycja dziecka w czasie gwałtownego hamowania:



Konkluzja z przeprowadzonych badań jest taka, że pakowanie dzieci o wzroście powyżej 135cm w foteliki z wysokim oparciem wiąże się z niebezpieczeństwem nie branym pod uwagę podczas testów zderzeniowych. W tej sytuacji dziecko traci teoretyczne bezpieczeństwo oferowane przez fotelik, a w zamian zyskuje tylko niepotrzebny kłopot.

Jeśli nie ma możliwości zapięcia poprawnie dziecka samymi pasami należy użyć samego siedziska, powszechnie zwanym poddupnikiem. Czołowi producenci nie wycofali się z  możliwości odczepienia pleców od siedziska ze względu "bezpieczeństwo" tylko ze względu na procedury testowe adaca, który testuje fotel zgodnie z tym na co pozwala instrukcja. Za sam poddupnik cały fotelik dostałby jedną gwiazdkę, co nie jest im na rękę, bo taki fotel zdecydowanie trudniej sprzedać. W Szwecji poddupników się używa i nikt nie robi z tego powodu tragedii.

I tyle. To jest zdanie Ekspertów, przez duże E, którzy żyją z poprawy bezpieczeństwa, a nie z reklamy czy sprzedaży. LINK


Na koniec: nowe przepisy - jeśli wejdą w życie - nie będą zakazywać Wam użytkowania fotelików. Każdy ma swoją głowę, jeśli będzie ją wykorzystywał to dzieci pozostaną bezpieczne. Pamiętajcie, że ich bezpieczeństwo zależy tylko i wyłącznie od Was.

Wszystko co zostało napisane tyczy się dzieci o wzroście wyższym niż 135cm. Sadzanie czterolatka na podwyższeniu to najczęściej sadzanie go na odbezpieczonym granacie i znaczne ryzyko.


Przy okazji: gdyby z podobnym zapałem nasi eksperci promowali fotele RWF faktycznie podnieśli by bezpieczeństwo najmłodszych. Czemu tego nie robią? Bo lepiej wychodzi promowanie siebie i gwiazdek na banerach. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Kto ma uświadamiać rodziców?



- dzień dobry, szukamy następnego fotela po tym 0-13, bo mały już niego wyrasta.
- proszę powiedzieć- przodem czy tyłem do kierunku jazdy?
- a to istnieją takie tyłem następne po nosidełku?!?


Nie bawiąc się w statystyki, mniej więcej połowa moich rozmów przeprowadzanych z klientami, tak się właśnie zaczyna. Szok, niedowierzanie i zdziwienie niczym u Pani premier po zobaczeniu postulatów górników. "Jak to? To można wozić dziecko tyłem nadal? ". Pewnie, że można, a nawet trzeba!

Przyznać muszę, że świadomość rodziców w kwestii fotelików rośnie. Każdy już wie, że trzeba dopasować fotel do auta, trzeba posadzić malucha i sprawdzić jak dopasowany jest do fotela i, że przez internet kupno to słabo, bo tylko kredki są w gratisie, a nie montaż fotela.  Niestety, w dalszym ciągu zdarza się, że o kierunku jazdy i dlaczego tyłem jest bezpieczniej, nikt nie wie.

No właśnie, ale kto ma o tym informować? Skąd ten rodzic ma czerpać informację na temat tych foteli?

Pierwsza droga- internet.

Mamy XXI wiek, przepustowość łączy szybkie jak Ferrari, to nie tylko sprawdzamy co się dzieje na Ukrainie, ale sprawdzamy co na ten temat mówi wujek google. No i dupa... (chyba, że mój Firefox jest do luftu). Jedynie co się pojawia w wynikach to strona, gdzie sympatyczna Pani jak mantrę powtarza, że najlepsze są te co mają 3 gwiazdki i więcej, trzeba przymierzyć do auta i takie tam. I nie ważne czy zadasz pytanie w stylu "mam hajs, kupiłbym pół Wrocławia, ale nie chce mi się, co mam brać, żeby moje dziecko było bezpieczne" czy "a dali Ci kredyt we frankach?" to i tak odpowiedź jest ta sama. Odpowiedzi w stylu "najbezpieczniejszy jest tyłem do kierunku jazdy" nie pojawia się nigdy...Z kolei na stronie www jej pracodawców widnieje mega zajebista tabelka z wynikami w testach zderzeniowych okraszona bannerami sponsorów.

(dlaczego w te gwiazdki to my nie wierzymy TUTAJ)

Dobra, to może spojrzę na czasopisma motoryzacyjne? Przecież każdy dorosły facet wie co to jest "Auto Świat". Lipa też. Jak wypowiadają się tam redaktorzy, którzy maja takie poglądy jak w tym linku, to najlepiej w ogóle przewozić dziecko w bagażniku.

Druga droga - spytam się znajomej/rodziny/listonosza

"Bo moja znajoma to miała taki z biedronki i jest super!" Super po stokroć, a może jest super, bo nie było wypadku?

 Widać po klientach, że coraz częściej osoby wybierające fotele tyłem do kierunku jazdy "zasiewają" , wśród swoich znajomych czy rodziny, informację odnośnie tych foteli. Jeden zadowolony klient z fotelem bezpiecznym to kolejni klienci chcący podobne cacko. Ja się cieszę, bo Proste będzie miał za co zapłacić swojemu murzynowi, a klient ma pewność, że zakupił fotel, który gwarantuje mega bezpieczeństwo. I tak w kółko, widownia się powiększa, policjanci mandat to tylko za szybka jazdę będą wypisywali.

Choć widać to coraz częściej to jednak nadal jest to kropla w morzu potrzeb.

Trzecia droga- organizacje rządowe/OPP


Wolne żarty! W wydziale komunikacji to wiedzą ile opłaty recyklingowej trzeba uiścić w razie rejestracji pojazdu z zagranicy, w policji to w zasadzie to ich interesuje:



 , a często spotykana ostatnio w mediach KRBRD to jest w stanie "metodą fotograficzną" opracować taki oto raport

http://www.krbrd.gov.pl/files/file_add/download/58_foteliki-dziecice-raport-krbrd.pdf

 A ja sie pytam - gdzie są kurwa moje podatki? A nie, czekaj, już wiem, w Madrycie...


 Czwarta droga- sklep z fotelami samochodowymi

Wiadomo, że jak potrzebuje spłuczki do sedesu to idę do sklepu z armatura sanitarną. Sprzedawca podpowie mi jaki przekrój, jaki gwint i jaka pojemność jest potrzebna. Skoro chce fotelik bezpieczny to wiadomo, że idę do sklepu z fotelami. Yhm...Januszy fotelików nie brakuje.

Jeżeli przychodzi do mnie klientka, która pyta o fotel Katerero, którego nie miałem, nie mam i mieć nie będę, to nie wypowiadam się na jego temat, bo nie mam wiedzy i mogę najzwyczajniej klienta okłamać. Często przychodzą do nas klienci i z powagą stwierdzają, że fotela tyłem to oni nie chcą. Ja pytam dlaczego, a klient jednym duszkiem wypowiada milion bzdetnych argumentów, które usłyszał od konkurencji. I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że konkurencja nie ma foteli tyłem do kierunku jazdy...
Druga sprawa- skąd ten sprzedawca ma czerpać wiedzę? Z punktów wyżej się nie dowiedział, więc kto mu szkolenie wykonał?
Prosta sprawa- przełożony! A szefa wali serdecznie czy przewozisz swoje dziecko przodem, tyłem czy bokiem, ważne, żeby na wypłatę dla pracowników było. Pracownik z kolei wybierze najprostszą drogę do uzyskania pieniędzy od klienta, na swoją wypłatę, więc zamiast pałować się z fotelem na parkingu w waszym aucie, powie, że "ten to ma proszę Pani 5 gwiazdek, a i montaż prosty, Pani zobaczy" i sprawa załatwiona. Hajs prosty i szybki, juz leci do drugiego klienta. To fotel ma byc bezpieczny czy łatwy w zapinaniu? To tak jakby kupić telefon komórkowy tylko po to, żeby z ładną melodyjką miał funkcje budzika. Po kiego grzyba?

Niejednokrotnie sprzedawca uczestniczy w szkoleniu z danego produktu. Przeprowadza go...producent! Wiadomo, kto zna swój produkt lepiej niż sam twórca? Ale nawijanie makaronu na uszy, że "mój najlepszy" do niczego nie prowadzi. Pamiętam raz jednego z przedstawicieli handlowych, który tak zachwalał swój nowy wózek, że stwierdził, że niezaprzeczalną zaletą jego nowego produktu jest niepalny materiał. To znaczy, że dziecko palić może w wózku?

Niestety dużo do nas piszecie, że w waszej okolicy nie ma sklepu z jakimkolwiek asortymentem foteli RWF. Ubolewam, na prawdę. Dlatego cieszcie się jeżeli trafiliście na sklep gdzie one są. To pierwszy dobry znak, że sprzedawca raczej będzie wiedział o podstawowych zasadach fizyki, a podaruje sobie wzmianki o nowej normie homologacyjnej czy stwierdzeniu, że 90 % dzieci nie chce jeździć tyłem. Co, roczne dziecko powiedziało Wam to?


Swoją drogą dziękujemy za miłe słowa odnośnie bloga i tego co robimy, że dla co niektórych było to pierwsze miejsce, z którego dowiedzieli się o fotelach montowanych tyłem do kierunku jazdy.
 Swego czasu w światku dziecięcym Proste znany był jako"bloger z Wrocławia". Często padało pytanie:





no, bo co to za ziutek co nagle tak wyjechał z tymi RWF-ami? Co to w ogóle jest? Na co to komu? Śmiechu co nie miara, że dorosły facet bawi się w pisanie takich frazesów jakim jest przewożenie dziecka w fotelu tyłem do kierunku jazdy gdy nie ma co robić w pracy. Teraz gdzie nie spojrzeć to na profilach ryjobukowych każdej marki fotelików samochodowych odnośniki do blogów piszących mam, które zachwalają produkty (a jakże!) ich marki. To jak jest w końcu? Nie jest to już passe drodzy koledzy i koleżanki z branży?

Mamy nadzieje, że chociaż my choć trochę przybliżyliśmy Wam, w którym kierunku powinno być przewożone wasze pociechy.


Pierwszy Oficer

środa, 29 października 2014

Czemu foteliki RWF są droższe od foteli FWF ?

Często słyszę to pytanie od rodziców. Patrząc na fotele na półce te przodem i tyłem wyglądają w zasadzie tak samo, różnica - z grubsza dwukrotna - jest widoczna na cenie. I odwiecznie pytanie: Panie! Ale dlaczego te fotele są takie drogie?!


Żeby było łatwiej na początek testy zderzeniowe foteli w tej samej grupie wagowej, ale z różnym systemem zabezpieczeń:


Przodem z własnymi pasami:




Przodem z osłoną tułowia:





I tyłem:



Podczas wypadku na wszystko co jest w aucie działają duże siły. Na tyle duże, że potrafią z całego samochodu zrobić pół samochodu:




Przewagą fotela montowanego tyłem do kierunku jazdy nad montowanym przodem jest to, że w tym pierwszym wszystkie siły występujące podczas wypadku są absorbowane przez fotelik, a w tym drugim przez dziecko. Siły są tak duże, że w przypadku dziecka ważącego 25kg fotelik montowany tyłem podczas wypadku musi wytrzymać nacisk pół tony. I to jest sedno całej sytuacji.

Żeby fotel był w stanie spełnić swoją funkcję (czytaj: ochronić dziecko podczas wypadku) potrzebuje znacznie solidniejszej konstrukcji, która mogłaby utrzymać taki ciężar:



Lepszy plastik, stalowe elementy, dodatkowe pasy mocujące. Te rzeczy nie rosną na drzewach, trzeba je zrobić i za nie zapłacić. Czyli koszty. Podnieście pierwszy lepszy fotel przodem i tyłem, różnica w wadze jest zasadnicza, płacicie za elementy, które łatwo możecie poczuć na ręce.

I znowu: te wszystkie elementy są po to, żeby Wasze dziecko było bezpieczne. W fotelach montowanych przodem do kierunku jazdy ciało dziecka podczas zderzenia trzyma się uprzęży fotelika. Uprząż nie chroni szyi Waszej Pociechy, uprząż jest do 18kg, fotel montowany przodem jest dużo prostszym urządzeniem. I dlatego tańszym.

Dobre fotele RWF są do 25kg, do tej wagi można śmiało jeździć i używać własnych pasów fotelika, w fotelach FWF poza Advansafixem nie znajdziecie modelu, który pozwalałby na używanie pasów własnych dla dziecka ważącego więcej niż 18kg. Bo te fotele są najzwyklej w świecie cienkie jak Wawrzyniak na Euro. Oczywiście są ładnie opakowane i z dobrym pijarem, ale to tak jakby ubrać menela w garnitur i zrobić z niego swojego adwokata. Głupota.

Matematyka? Markowy fotel przodem nie wyglądający jakby był zrobiony z liści to koszt minimum 800zł. Porządny fotel tyłem zaczyna się od 1200. Czyli droższy o połowę. Fotel montowany tyłem jest pięciokrotnie bezpieczniejszy i może być używany dwa razy dłużej. Dalej wydaje Wam się różnica tak diametralna? Proste.

niedziela, 26 października 2014

Fakty i mity o fotelikach RWF

Dawno nie byłem, sorry.

Wpadła dzisiaj panna na mój komercyjny kwadrat, ładna trochę, z wyglądu nawet jakby kilka książek miała w domu. Głównie o modzie pewnie ale ok. Humor miałem taki jak teraz, więc niezbyt, z kolei w takich momentach klimat nie sprzyja merytorycznym dysputom. Po prostu nie jestem miły, powinienem siedzieć w szafie i nie wychodzić między ludzi. Klientka startuje z hasłem, że znany i kochany by chciała kupić.
- Nie mamy. Przodem on jest, a to bzdura.
- Tyłem ja nie mogę wozić dziecka.
- Bo?
- Bo często jeżdżę autostradą.
- Jakiś zakaz wprowadzili?
- Bardzo śmieszne. Często muszę się do dziecka odwracać.
- Po co?
- Butelkę podać albo inne takie.
- A jak dziecko będzie przodem to nie będzie się pani musiała odwracać?
- Nie rozmawiam z panem. Do widzenia.

No i dobrze się złożyło, też nie miałem ochoty na pogadankę. Ale skłoniła mnie ta i setka podobnych nawijek żeby pochylić się nad mitami wyrosłymi przy fotelach tyłem. I przodem.

1. Fotel tyłem zajmuje więcej miejsca. 

Prawda, ale tylko w momencie, w którym nie wiemy jak działają foteliki. Fotelik RWF stawiamy w aucie, ustawiamy fotel pasażera na styku i hajda. Paradoksalnie te foteliki zajmują najwięcej miejsca przy najmniejszych dzieciach. Historia prosta: przy rocznym maluchu potrzebujemy dużego nachylenia, żeby mu głowa nie wisiała na klatce piersiowej. Im dziecko starsze tym fotelik dajemy bardziej do pionu. Fotel przodem faktycznie potrzebuje mniej miejsca, pod warunkiem, że nie mamy wypadku.





Prawda jest taka, że nikt nie pamięta/nie wie/nie chce żeby zostawić wolną przestrzeń (50cm od skraju kanapy) między dzieckiem a fotelem pasażera. Efekt taki, że przy dzwonie jest całkiem spora szansa, na porządne połamanie dziecku nóg. Jeśli dodamy do tego większościowo z dupy pozapinane foteliki możemy się spodziewać, że nasza pociecha wywali soczystego barana w oparcie fotela. Gdybyśmy woleli uniknąć tego typu atrakcji to okaże się, że fotelik montowany tyłem zajmuje tyle samo miejsca co fotelik montowany przodem. Ot, taka ciekawostka. 

2. Matka siedzi z przodu.

Ta akcja wiąże się całkiem mocno z punktem pierwszym i kibicuję jej z całego serca. W skrócie rozbiega się o to, żeby nikt nie siedział obok dziecka bo przy wypadku można palnąć dziecko ręką jak bejzbolem. Fajnie, fajnie. Tyle, że bez sensu. Po raz, w życiu nie słyszałem, żeby dziecko w aucie zostało zabite matką. Po dwa, dużo większym zagrożeniem dla dziecka od matki jest jazda przodem. Jeśli matka chce siedzieć z przodu to jest szansa, że fotela tyłem już się nie zmieści. Więc musi być przodem. Czyli bzdura.

3. Fotelik musi mieć gwiazdki.

Jeśli lubimy astronomię to się zgadzam, tyle, że praktyczniej byłoby kupić teleskop. Z gwiazdkami są dwa zajebiste problemy. Pierwszy to taki, że wmówiono wam, że są one gwarantem bezpieczeństwa. Drugi, że wmówiono wam to na tyle skutecznie, że wybór fotela sprowadza się do umiejętności liczenia do pięciu, Równie dobrze moglibyście zostawić to waszym dzieciom. 


Adac mierzy siły działające na szyję dziecka i doskonale wie, że w fotelach montowanych przodem są one zbyt wysokie i mogą skutecznie pozbawić wasze dziecko głowy. Ale ma to w dupie. Gdybym mógł być przez 5 minut szefem tej gildii poszedłbym do kierownika testów i wyjechał z taką propozycją: "Hans, skończyły nam się manekiny, przyprowadź swoje dziecko. Wolałbyś testować te z widokiem na 5* czy raczej tyłem, których nie potrafimy montować?" Pewnie w odwecie zbombardowałby kilka naszych miast, jednak byłaby szansa na zmianę sposobu oceniania i zaniechania promowania różnego rodzaju konstrukcji, To, że fotelik ma pierdyliard gwiazdek daje wam pewność, że nie rozleci się w puch przy wypadku. Ale, że dziecku nic się nie stanie to już niekoniecznie. Najbliżej takich gwarancji jest Test Plus, którego jak dotąd nie przeszedł żaden fotelik montowany przodem do kierunku jazdy.

4. Dziecko nie lubi jeździć tyłem.

Bzdura, niestety z logicznym wytłumaczeniem. Często jest tak, że dzieci w pewnym momencie użytkowania 0-13 dostają lekkiego pierdolca i trudno z nimi przemieścić się na kilometr nie zjadając przy tym własnych paznokci. Matka w akcie rozpaczy leci po nowy fotelik, nie trafia do mnie i kupuje montowany przodem, Dziecko z nowego nabytku jest na ogół jest zadowolone, histerie ustają, a matka wysyła w eter informację, o tym, że zmiana kierunku jazdy zapobiega suszom, płaczom i tornadom. Tyle, że kierunek jazdy nie ma związku z samopoczuciem dziecka. Problemem jest pozycja w pierwszym foteliku, która najzwyklej w świecie starszym dzieciom nie odpowiada. Zmiana na większy fotel montowany tyłem do kierunku przynosi dokładnie te same rezultaty. Niestety, niewiele osób o tym wie.

5. Tyłem dziecko nic nie widzi.

Jeśli nie założy mu się czapki na oczy to widzi. Nawet nie chce mi się tutaj rozpisywać bo to śmiech jakiś jest. Dla tych co nie łapią się w topografii auta: poniżej zdjęcie tylnej szyby. 



6. Dziecko nie będzie miało gdzie trzymać nóg i mu one nie urosną.

W Szwecji wszyscy jeździli bądź jeżdżą tyłem, a jakoś nie wyglądają jak jamniki. Wręcz przeciwnie, ich średnia wysokość to 181,6cm i są drugą na świecie nacją pod tym względem (jakby kogoś interesowało to Holandia pierwsza, a my mniej więcej tak jak w rankingu FIFA). Poniżej pięciolatek w fotelu RWF. Nogi ma do końca.



Na dzisiaj będzie. Może jeszcze kiedyś coś.

środa, 2 lipca 2014

Savoir Vivre klientów - bez kija nie podchodź!

Proste twierdzi, że jestem nerwowy, że wybucham szybciej niż petarda zakupiona na bazarze, że zapowietrzam się jak grzejnik w sezonie grzewczym. Myli się ziutek niesamowicie! Jestem oazą spokoju, bo czemuż miałbym się denerwować? Mam super narzeczoną,  dwie ręce, dwie nogi i ogólnie zdrowy jestem, a i do gara mam co włożyć. Nie widzę powodów do nerwów i stresu. Co innego gdy obsługuję klientów. Z racji tego, że klienci są różni, na każdego z nich reaguje inaczej.



Sprzedawca – osoba (fizyczna albo prawna) dokonująca sprzedaży dóbr materialnych lub usług, oferując je nabywcy - tyle o mojej posadzie mówi wikipedia. Pogadać, sprzedać, hajs zarobić, każdy jest zadowolony. Tak fajnie to w rzeczywistości nie wygląda. Nie jestem tylko gościem co podaje cenę i zaprasza do kasy, ale dodatkowo mam być dla klienta:


- serwisantem -"Panie, ale jak to do serwisu? Na miejscu myślałem, że Pan ten wózek pospawa"
- psychologiem- "wie Pan, ja bym chciał tyłem, ale żona nie chce... Co ja mam zrobić?" (o fotelu mówię!)
- bagażowym - "Pan zaniesie ten karton, bo auto mam daleko zaparkowane"
- urzędem skarbowym - "prowadzę dom pogrzebowy, zrób Pan tak na fakturze ten nocnik, żebym se podatek odpisał, ok?"
- infolinią - "kolega kiedyś kupował u Was fotel  Y, a ja potrzebuje namiary do serwisu firmy X" (rzecz jasna firmy X w sklepie nie oferujemy)
- sprzątaczką - "ups... moja córka Panu chyba zwróciła coś na podłogę, bo jadła przed chwilą, a ja właśnie muszę wyjść. Do widzenia!"


i wiele, wiele innych.

Ogólnie lubię swoją robotę, to na prawdę miłe jak na koniec transakcji klient podaje Ci dłoń i mówi "cieszę się, że na Pana trafiłem" czy  po prostu zwykłe dziękuję. Serce się raduję, ja dostaję nowych mocy, a i narzeczona zadowolona jest wieczorem. To miłe, że są jeszcze klienci, którzy wiedzą, że jestem po to, żeby wszystko wytłumaczyć i żeby za moją pomocą wybrać towar, z którego będą zadowoleni. Niestety jak to zawsze bywa zdarzają się klienci, których głupotę widać z Sojuza, mają wymagania jak pracodawca szukający nowego pracownika, a do towaru miałbym im jeszcze dopłacić tylko po to, żeby u mnie kupić.

Wydaje mi się, że problemy opisane niżej, dotyczą każdego sprzedawcy w sklepach z artykułami dziecięcymi. Dla lepszego kontaktu na linii klient- sprzedawca przygotowałem wypasiony poradnik, jak dobrze kupić, a przy okazji nie zagotować sprzedawcy:

Po pierwsze: 

Powitanie - na miłość boską, czy zawsze początek rozmowy musi rozpoczynać się od mega kulturalnych słów "ktoś tu obsługuje?". Nie, tak tylko siedzie w pracy, bo w domu nie mam ciekawszych zajęć. Zwykłe dzień dobry czy nawet serwus załatwia sprawę. Na wejściu do poczty polskiej też tak krzyczycie?

Po drugie:

Cel wizyty- nie mówię, że przychodząc do sklepu masz mieć znajomość w jednym paluszku wszystkich wózków występujących na rynku polskim i z jakiego stopu aluminium wykonany jest stelaż wózka, ale gadka w stylu "Pan mi opowie coś na temat wózków" może skończyć się dwugodzinnym pieprzeniem o wózkach, ale na pewno niczym konkretnym dla Ciebie.

Przed udaniem się do sklepu musisz wiedzieć czym kierować się w wyborze wózka. Odpowiedz sobie w domu czy zależy Ci na wadze wózka (bo musisz go wnosić na wysokie piętro bez pomocy windy) na wielkości gondoli (w zimie np. im większa tym lepsza) czy na rodzaju kół. Może jeździsz małym autem i potrzebujesz małego wózka po złożeniu? Powiedz o tym sprzedawcy, zmierz lukę bagażową, na pewno coś dobierzecie. Najlepiej byłoby gdyby sprzedawca go złożył, a Ty sama zobaczysz czy wszystko gra.


Po trzecie:

Rozmowa - nie musisz operować językiem technicznym, nie musisz znać określenia "grzebień regulacji oparcia", pytaj się sprzedawcy jak umiesz. Nie wstydź się wtrącić w rozmowę z pytaniem, jeżeli danego określenia nie rozumiesz, a nie po całej mojej gadce o pasujących fotelach samochodowych na stelaż wózka, pytasz "a jakie nosidełka pasują na stelaż tego wózka?". Pamiętaj, nie ma głupich pytań odnośnie wózka, a jak sprzedawca nie odpowie to znaczy, że jest głupi, bo nie zna odpowiedzi.

Po czwarte:

Słuchanie - to bardzo ważna umiejętność. Wiadomo, jeden sprzedawca sepleni, drugi pluje tak, że samochodowe chlapacze by mu się przydały, ale przetwórz to co do Ciebie powiedziano. Jeżeli straciłaś wątek, idź do domu zrozum w spokoju. Jeżeli sprzedawca mówi niezrozumiale, zmień sprzedawcę.

 Najbardziej denerwuje mnie mnie sytuacja, która miała miejsce całkiem niedawno, w której rozmawiałem mniej więcej tak:

- Dobry, czy macie wózki firmy x?
- Niestety, ale nie posiadamy takiej firmy w swoim asortymencie
- a możecie sprowadzić może model y z firmy x?
- niestety nie, gdyż nie współpracujemy z tą firmą
- czyli nic nie dostane z tej firmy?
- jak już mówiłem- nie.
- bo szukam konkretnego modelu, wie Pan model y mnie interesuje to byście zamówili dla mnie, co?
- ale nie współpracuje z tym dystrybutorem!
- to niech pan sprowadzi go dla mnie od innego, ok?
-...

Tutaj zazwyczaj nie wiem co powiedzieć. Z jednej strony jestem zgotowany jak zupka vifon, że rzucam słowa na wiatr, a z drugiej strony taki wyraz twarzy


jest najczęściej nie na miejscu. Dlatego się gotuje w środku.


Po piąte:

Komentarze - dla jednych butelka jest napełniona w połowie, dla drugich opróżniona do połowy, sprzedawca, pomimo najszczerszych chęci, nie zawsze jest w stanie dogodzić klientowi lub danego towaru po prostu nie ma. Jeżeli asortyment wózków/foteli jest dla Ciebie za mały, sprzedawca nie ma upragnionego towaru to nie jęcz na cały sklep jaki to sklep zły i mega do dupy. Zostaw swoje przemyślenia dla siebie, dla swojej żony lub teściowej (jeżeli ją lubisz). Czasami sprzedawca nie ma wpływu na zamawiany towar, czasami producent/dystrybutor go nie dostarczył na czas lub co gorsza go nie ma, więc może dlatego go nie ma? Nie krzycz, że skoro dany sklep widnieje na stronie www dystrybutora, to ma obowiązek mieć wszystkie jego towary. W takim razie jedź do salonu Fiata i na wejściu opierdol wszystkich z góry łącznie z kierownikiem, że nie mają do obejrzenia dostawczego Ducato, skoro sprzedają miejską Pandę.


Po szóste:

Opinie internetowe/opinie znajomych - 


"Proszę Pana, czemu Pan proponuje wózek, który ma tyle negatywnych opinii w necie?"


Oprócz tego, że ktoś mógł przeczytać opinię faktycznie prawdziwą, ale dotyczącą wózka sprzed czterech lat, którego producent zdążył przeprowadzić face lifting i który jest de facto nową konstrukcją występującą pod tą sama nazwą, to pamiętaj proszę, że jest mnóstwo forumowiczów, którym się płaci za dobry wpis, a dostajesz totalny chłam w postaci czterech kółek i materiału.

Co innego opinia rodziny czy znajomych, która najczęściej jest prawdziwa. Pamiętaj tylko o tym, że to na co zwracała uwagę koleżanka przy kupnie wózka, może być dla Ciebie nic znaczące.

Po siódme:

Rozmowa telefoniczna/korespondencja e-mail


Gdy już zamówiłaś upragniony wózek czy fotelik i bardzo chcesz dowiedzieć się jak wygląda status zamówienie lub po prostu chcesz jeszcze o tym pogadać to przedstaw się grzecznie i powiedz o jaki np. fotelik chodzi (marka, model, kategoria wagowa, ewentualnie kolor). Nie ma dnia, żebym nie odbył takiej rozmowy:


- Dzień dobry, zamawiałem u Was wózek, kiedy będzie gotowy do odbioru?
- Proszę powiedzieć jaki to był konkretnie?
- No taki, co żona w sobotę zamawiała
- Wie Pan, dużo zamówień miałem z rożnych firm w tym dniu
- Nie kojarzy mnie Pan? Miałem czapkę adidasa, sweter ala kononowicz, a moja zona z brzuchem była
- Super, nic mi to nie mówi
- Dodam, że byłem z synkiem. Nie kojarzy Pan?


Takie super konwersacje do niczego nie prowadzą, jak oddajesz samochód do mechanika też podajesz swój rysopis żeby odnaleźć auto?

Napisałaś e-mail i oczekujesz, że po dwóch minutach doczekasz się odpowiedzi? Może tak być, ale jeżeli sprzedawcy mają ruch w sklepie to nie odpowiedzą Tobie ze swojego smartphon'a, bo są zajęci pokazywaniem mocowania fotela w aucie. Co innego gdy ktoś Ci obiecał, że odpiszę, ale tego nie zrobił. Zrugaj wtedy dziada!


Po ósme:

Ceny- normalną sprawą jest, że jeżeli chcesz w kasie sklepowej zostawić mnóstwo tysięcy to dostaniesz rabat (przynajmniej u mnie;)). Jeżeli wpoiłeś sobie wcześniejsze zasady w relacji sprzedawca-klient na bank go dostaniesz. Zresztą o rabat nie zaszkodzi zapytać jeżeli sprzedawca tego nie zaproponował.

Nie mniej jednak nie wyskakuj z następującymi tekstami:

a) "bo w necie to jest 40 złotych taniej" - jeżeli ktoś sprzedaje towar we własnym garażu, to będziesz miał taniej, to fakt. Ja mam do opłacenia ZUS, czynsz, media, więc normalną sprawą jest, że mam drożej. Ale uderz się w pierś i przyznaj szczerze- gdyby istniały tylko tanie sklepy internetowe, mógłbyś zobaczyć czy dotknąć dany produkt?

b) "Panie upust must be, bo z wystawy biere" - ale, że co? Z innej gliny lepiony? Taki sam produkt jak każdy inny, z możliwością przykurzenia. Szczerze- twoje dziecko nie pobrudzi wózka/fotela? Poczekaj chwilę, a będzie wyglądał jak psu z pyska wyjęty. Zresztą kup na Allegro, tam na bank masz pewność, że twój "nowy" wózek nie był trzymany na pełnym słońcu w okurzonej hali...

Co innego towar np. z poprzedniego roku, w innej kolorystyce, która teraz nie obowiązuje. Ok, wtedy upust must be.

c) "to już moja milionowa rzecz, którą u Was kupiłam" - klientów, którzy przychodzą kupić u mnie kolejną rzecz cenię i na sam koniec obdarowuje gratisem lub upustem. Faktycznie miło, że doceniają mnie. Nie mniej jednak jeżeli klientowi mówię cenę, a ten oczekuje, że sprzedam mu 50 złotych taniej niż jest najtańsza cena w necie to się grubo myli. Od lat tankuje tylko na lotosie, do tej pory nie dali mi grosza na litrze, pomimo, że grube tysiące u nich zostawiłem. Złodzieje normalnie...

Po dziewiąte:

Reklamacje - jak już dostaniesz swój upragniony towar, ale doszło w nim do usterki to zgłoś to jak najszybciej. Nikt nie lubi jeździć w fotelu, któremu brakuje zagłówka lub prowadzić wózek bez rączki. Pamiętaj przynieś ze sobą paragon lub kartę gwarancyjną (najlepiej obydwie rzeczy). Nikt na gębę Ci tego nie naprawi i nie łudź się, że sprzedawca Cie rozpozna. Żaden serwisant Ci tego nie naprawi jak nie wie jakie jest pochodzenie towaru. Pamiętaj o wymyciu wózka/ wyczyszczeniu fotelika. Domyślam się, że jak idziesz oddawać buty do CCC to nie oddajesz je z odchodami psa, w które wdepnąłeś w parku? Czyli wiesz o czym piszę...
Kupiłaś na Allegro? Nie przychodź do sklepu stacjonarnego i nie marnuj swojego czasu. Masz problem, to na pewno, ale ja Ci tego nie rozwiąże. Tym bardziej, że nie wiesz czy towar kupiony to nie jest akurat import z Białorusi i tam szukać musisz serwisanta, bo polski importer wypnie się na Ciebie czterema literami...




Rzecz jasna wszystkie postacie i teksty użyte do napisania tego posta są zupełnie przypadkowe (taaaa, jasne). Doskonale zdaje sobie sprawę, że osoby, które tak robią już do naszego sklepu nie wejdą (może to i lepiej...) ale te osoby (czyli większość!) z uśmiechem na twarzy przypomni sobie, że tak nie robili w kontakcie ze sprzedawcą.



Każdemu sprzedawcy i klientów życzę miłych dni spędzonych w sklepach!

Z pozdrowieniami

Pierwszy oficer