osiemgwiazdek.pl

czwartek, 24 marca 2016

O historii fotelików

Gdzieś pomiędzy śniadaniem a montowaniem fotelików w waszych autach, udało mi się przetrząsnąć Archiwa Watykańskie, Bibliotekę Oxfordu i Komnatę Tajemnic z Hogwartu. A wszystko to, by cofnać się setki lat wstecz i odkryćco nasi pradziadowie sądzili na temat bezpieczeństwa swoich dzieci w aucie.


W 1907 niejaki Henry Ford z USA uruchomił pierwszą seryjną produkcję samochodów. Rozpoczął się złoty wiek motoryzacji- z linii produkcyjnej zjechał zwiastun nowych, lepszych czasów.


Henry Ford na pożyczonym od córki rowerze jedzie otwierać pierwszą fabrykę samochodów


Jednak historia fotelików samochodowych nie zaczyna się w 1907roku. Nie zaczyna się też w latach 30 kiedy to pierwsze fotelikopodobne cudo zostaje wypuszczone na rynek.

Jak dla mnie, zaczyna się ona w 1687 roku, kiedy niejaki sir Izaak Newton, obserwując swoją siostrzenicę rozbijającą się rowerem o drzewo, formuuje trzy zasady dynamiki. Zasady stojące u podstaw całej wiedzy o bezpiecznym wożeniu dzieci. Odkrył on, między innymi, że zatrzymanie rowerka na korzeniu nie powoduje automatycznego zatrzymania siostrzenicy, powoduje za to guza na głowie.

-A kto powiedział, że RWFy są bezpieczniejsze?
-Izaak Newton, i co mi zrobisz?

Serio, postawiłbym mu piwo, gdyby nie fakt, że matka ziemia wchłoneła go setki lat temu.

Skaczemy do lat trzydziestych XX wieku. Ciężko wyśledzić konkretnie, który twór był tym pierwszym, ale uznać można, że pierwsze foteliki pojawiły się, kiedy pewien amerykański geniusz wziął stare gatki swojej żony, rozpiął pomiędzy metalową ramą i odpalił marketing:



Jak widzicie, pierwsze trony powstawały nie po to, aby dziecko w jakikolwiek sposób ochronić. Miały raczej za zadanie trzymanie dziecka w jednym miejscu, gdyż poważnym problemem ówczesnej motoryzacji były uślinione tapicerki i obgryzione wajchy zmiany biegów.

Kolejne lata przyniosły następne, coraz bardziej rozbudowane wariacje tego konceptu.
Tutaj fotelik z niezależnym centrum sterowania:




W latach czterdziestych wyszły nawet urządzenia dwa-w-jednym, po wypadku wystarczyło zamknąć wieczko i zwołać żałobników:


Pierwszy poważny przełom przyszedł w roku 1955, kiedy to Roger Grisswold ubiegł szwedów i opatentował pierwszy trzy-punktowy pas samochodowy. Trzy lata później Volvo miało już na biurku ulepszoną wersję, którą bez wielkich zmian możemy zaobserwować dziś w każdym aucie. Tymczasem szwedzki SAAB wypuścił model GT 750- pierwszy samochód z pasami samochodowymi w standardzie. Dość szybko reszta producentów poszła za jego przykładem, i nagle pasy bezpieczeństwa przestały być opcją a zaczęły być czymś oczywistym.

Lata sześćdziesiąte to już grube poruszenie w tym temacie. W 1960 roku profesor Bertil Aldman pochyla się nad tematem przewożenia dzieci tyłem do kierunku jazdy i znajduje go wartym zbadania.


Dalej już z górki. Aldman obserwuje start amerykańskiej rakiety Gemini i zauważa, jak astronauci wgniatani są w swoje fotele i choć oczy wyłażą im z orbit to nic poważniejszego się nie dzieje. Postanawia przenieść tę ideę do dziecięcego fotelika.

TAK.
TWÓJ RWF TO TECHNOLOGIA NASA.

W 1963 roku konstruuje fotelik obrócony tyłem do kierunku jazdy, z kolei rok wcześniej brytyjczyk Jean Ames projektuje swojego RWFa z 3-punktową uprzężą dla dziecka. Do dziś trwają przepychanki kto był pierwszy, jednak faktem pozostaje, że w momencie kiedy ludzkość zaczęła poważnie myśleć o bezpieczeństwie dzieci w aucie, naturalną koleją rzeczy było odwrócenie fotelików tyłem do kierynku jazdy. Nie udało mi się dotrzeć do żadnego zdjęcia fotelika Pana Amesa, prawdopodobnie wszystkie zostały spalone przez Jedyną-Prawdziwą-Firmę-Fotelikową. Sami wybierzcie którą.

No dobra, a co słychać w Ameryce? W 1962 roku Leonard Rivkin pokazał pierwszy fotelik, który korzysta w pasów samochodowych.

Z kolei pewnego słonecznego poranka roku 1968 główny projektant firmy Ford siedział ponuro na łózku dręczony ostrym kacem. Jako żywo w pamięci miał wczorajszą rozmowę z przełożonym. Szwedzi mają RWFy, mówił. Potrzebujemy czegoś lepszego, krzyczał, a jego głos niósł się echem po całym firmowym biurowcu.

Ten człowiek, nazwijmy go Smith, nie był w ciemię bity, więc wiedział, że nic lepszego już nie da się wymyślić. Nagle jego wzrok padł na fotel fińśki stojący w rogu sypialni.

Ha!-pomyślał-nigdy więcej pytań o pozycję do spania!

Zakasał rękawy, poszedł po piłę do drewna i już dwa dni później zaprezentował szefowi zupełnie nową jakość w temacie wożenia dzieci w aucie- fotelik Tot-Guard.

Szwedzi zaklaskali zdawkowo, wzruszyli ramionami i zabrali się za udoskonalanie swoich RWFów.

W 1971 roku w USA pojawiły się pierwsze przepisy standaryzujące foteliki- każdy z nich musiał korzystać z pasa samochowego i posiadać wewnętrzną uprząż dla dziecka. Nadal jednak nikt nie wymagał żadnych testów.

W 1975 nienajki Thomas Turbell, szwed oczywiście, wybrał się na targi bezpieczeństwa do Genewy, gdzie przedstawił wyniki badań dobitnie ukazujących potężne korzyści płynące z jazdy tyłem. Napotkał jedynie podniesione brwi i teksty o chorobie lokomocyjnej. Wkurzony wrócił do Szwecji i przekonał polityków, żeby nie byli tacy głupi jak europejczycy z kontynentu. Nie byli i jeszcze w tym samym roku do życia powołany został T-standard , protoplasta Plus Testu.
Tak, tak- 8 lat przed powstaniem ECE R 44 (1983r.) szwedzi testowali foteliki mierząc przeciażenia na szyi dziecka.

W 1983r powstaje europejska homologacja (nacisk na szyję nie mierzony po dziś dzień) a razem z nią foteliki z grubsza przypominające te dzisiejsze.

W latach 90-tych powstaje Isofix (LATCH, CanFix za oceanem) a już w 1997roku Europa ma pierwszy fotelik wykorzystujący ten system, stworzony przez Britax-Roemer i Volkswagena.

A co słychać nowego dzisiaj? RWF nadal nikt nie pobił ale wciaż pojawiają się produkty celujące w jak najwygodniejsze i najbezpieczniejsze wożenie dzieciaków, takie jak Multimac:


Czy kamizelki ratunkowe od płetwonurków:


Na koniec ciekawostka: Dopiero we wrześniu 2014 roku rząd Australijski zalegalizował sprzedaż na tym najmniejszym kontynencie fotelików z isofixem. Mają chłopaki refleks :)

Pozdrowienia z deszczowej Łodzi!


Łodzi Kapitan

piątek, 22 stycznia 2016

O stolikach słów kilka

 Miałem niedawno okazję zamienić kilka słów na facebooku z pewnym producentem pewnego produktu chwytliwie nazwanego "Stolikiem małego podróżnika" (Mówiąc "zamienić kilka słów" mam na myśli, że w sumie to ja się naprodukowałem a on odpisał po tygodniu że fajnie że piszę ale mógłbym już przestać.). Sprawa dotyczyła tego zdjęcia zamieszczonego na fanpejdźu producenta:



Dobra, pomijam już dość oczywisty babol z błędnym przebiegiem pasa piersiowego (dramat) i biodrowego (tragedia), ale duża szansa, że przy tak ustawionych pasach młody nie przeżyłby nawet zmiany stacji w radiu. Mój wzrok przykuł inny szczegół. Zbliżcie twarz do monitorów (jak czytacie to z telefonu to odpuśćcie sobie zbliżanie i spójrzcie od razu na zdjęcie poniżej).



Voila.



Serio? Nożyczki? Po delikatnym zasugerowaniu producentowi że coś nie halo dostałem odpowiedź, że ich produkt był testowany przez PIMOT i po podliczeniu punktów wyszło, że jest bezpieczny, oraz że w sumie to rodzice przecież wiedzą co dla dzieci dobre a co nie i se sami zdecydują co mu na ten stoliczek położą.

Dobra, drodzy rodzice, ja wiem i wy wiecie ale może jednak ktoś nie wie no to się zaraz dowie. Zakładając, że stoliczek taki zamontujemy dziecku dopiero w foteliku 15-36 (no bo młodsze śmigają w RWFach a w nich taki stoliczek nie potrzebny bo A) i tak pewnie nie wejdzie i B) dziecko i tak jest zajęte amputacją własnych stóp podrzucam następujący filmik z randomowego testu takiego fotela:




Co tu możemy zaobserwować? Ano to, że podczas uderzenia czołowego głowa malucha wykonuje nagły ruch w przód a jego ręce zostają poderwane i wykonują ruch do góry i w przód a potem w tył w kierunku ciała. Jako że studiowałem kiedyś tam Zarządzanie to udało mi się policzyć, że szansa na wbicie sobie w oko trzymanych w ręku nożyczek podczas wypadku czołowego wynosi dokładnie jeden do trzech podzielone przez ogórek. Znaczy całkiem sporo. A skoro chuchamy i dmuchamy to zniwelujmy ją do zera, bardzo proszę.

Także nawet jak zobaczycie, że na największym zdjęciu na facebooku jest reklamowany stoliczek w którym dziecko trzyma nożyczki a poniżej widzicie, że wytwórca tego dzieła mówi że "rodzice powinni wiedzieć co jest bezpieczne" to pomyślcie sobie o reklamie fajerwerków w której to dziecko podpala lont a na dole widać mały napis "nie dla dzieci". Znaczy, użyjcie wyobraźni.

No dobra, to czym się bawić w podróży?

Przynajmniej raz dziennie słyszę coś w stylu "wie Pan, on się w aucie strasznie nudzi, więc jeżdżę obok niego i co 30 sekund wymieniam mu zabawkę na nową, jak dobrze że mamy kombi".
Jasne, zgadzam się, że dziecku czasem w drodze trzeba trochę pomóc poradzić sobie z bezczynnością, zatem jak to zrobić kiedy nożyczki odpadają?

Ano proponuje prosty test, który właśnie wymyśliłem i nadałem mu naukową nazwę Testu Axkida-Newtona. Weźcie stertę zabawek którą planujecie wziąć ze sobą w podróż. Złapcie pierwszą z brzegu. Walnijcie się nią z całej siły w nos. Jeśli świat na chwile stanie się bardziej kolorowy i rozmazany- machnijcie ręką na tę i przejdźcie do następnej. Aha, jak macie tablet to machnijcie bez testowania, szkoda tabletu i w sumie nosa też.


Pozdrowienia ze słonecznej Łodzi


Łodzi Kapitan

poniedziałek, 28 września 2015

Zderzenia boczne, czyli bambuko level hard.

Dzień dobry po czasie jakimś tam. Paliłem cygara i nie było czasu na bloga.

Wbijam sobie ostatnio do takiego sklepu na końcu świata żeby szkolenie z foteli tyłem machnąć. Szef zrobił krótkie wprowadzenie, że taka i taka sytuacja i się chłopaki mają uczyć. Startuję więc do chłopaków czy ogarniają czemu właściwie tyłem powinno dziecko. A oni jakby za karę, poza mocno defensywna, czuję że przeszkadzam, bo oni do pomysłów szefa to z zasady w opozycji i z miny ich wynika żebym poszedł pobiegać raczej bo i tak pieniędzy nie będziemy zarabiać. Gdzieś tam jakiś się zlitował i że tak bezpieczniej. Alleluja, chwalmy Pana! Niestety, jak szybko lampka nadziei weszła tak szybko zgasła, bo mnie łysy orzeł z lewej flanki atak formułką wyuczoną i na jednym wdechu jedzie tak:

-  Może i bezpieczniej ale tylko w czołowych, bo w bocznych to bezpieczniej przodem, udowodnione w testach, poza tym zderzeń bocznych jest znacznie więcej, więc foteliki tyłem do kierunku jazdy są mniej bezpieczne bo mniej zabezpieczają przed zderzeniami najczęstszymi bo bocznymi. Poczytaj testy.

Teraz to mnie się lampka zaświeca bo już kilka razy takie kocopoły od klientów słyszałem i jakoś nigdy nie mogłem skleić skąd one powstają. Czas się dowiedzieć.

- Yhy.. a które foteliki według ciebie oferują maksimum bezpieczeństwa?
- Z osłoną tułowia.
- Bo?
- Bo mają  najwyższe oceny w testach zderzeniowych i za zderzenie boczne też, a tych jest najwięcej.
- Ile to jest najwięcej?
- Co trzecie. Taki mądry a nie wiesz? Hehe


Jasne, że wiem orle wyleniały, tylko żarty sobie z ciebie robię, bo lubię się śmiać jak ktoś usiłuje być mądry.

No więc po kolei. Fotele montowane tyłem do kierunku jazdy zabezpieczają najlepiej ze wszystkiego co jest dostępne na rynku przed uderzeniem maską w cokolwiek. Potoczne "cokolwiek" jest na pierwszy rzut oka niewidzialne w statystyce. Cała argumentacja, czy raczej agitacja połączona z zaklinaniem rzeczywistości mającej na celu przekonać świat o wyższości jazdy przodem bierze się stąd:





źródło: http://statystyka.policja.pl/st/ruch-drogowy/76562,Wypadki-drogowe-raporty-roczne.html

Taką mamy statystykę wypadków za zeszły rok i faktycznie bocznych jest najwięcej, a czołowe to co dziesiąte więc w sumie rzadko jak se człowiek nie pomyśli. A jak sobie wyobraża większość rodziców zderzenie boczne? Że jadą normalnie, a tu bum! ktoś wjeżdża im w bok. No i kropka, koniec rozkminki na temat bocznych wydarzeń. A to błąd, ponieważ - tutaj niespodzianka - może być na odwrót. Jedziecie sobie i walicie kogoś w bok. I w statystyce będzie rzeczywiście boczne, ale dla was będzie uderzenie czołowe. Bo maską walicie na ten przykład w bok kolesia z golfa co pierwszeństwo wymusił bo się trawy najarał i mu się znaki pomyliły. Żeby jaśniej było to ciach! z filmem lecimy:




Zderzenia czołowe? To samo. DWA auta walnęły się maskami. Tylne? Jedno wjechało maską w bagażnik drugiego. Wjazd w drzewo? Jeśli nie driftujemy to znowu maską bo bagażnikiem to niereal trochę. Na nieuruchomiony pojazd też wjedziemy czołowo, inaczej się na da po prostu. Co powoduje takie zrozumienie świata? Po pierwsze, że statystka to jednak nauka wyższa i jak ktoś nie ogarnia to niech nie rusza. A po drugie, że trzeba trochę policzyć, żeby poznać stan faktyczny.


Ogółem w zeszłym roku było 34.970 wypadków (słownie: prawie trzydzieści pięć tysięcy, żeby sobie uświadomić że jednak dużo. Średnio sto wypadków* dziennie w całej Polsce.) 2.660 wywróceń się pojazdów nie liczymy bo podobno ich nie ma wcale (sarkazm, pozdrawiam kolegów). Najechanie na pieszego, dziurę i zwierzę też pomijam - przy takim zdarzeniu dziecku w foteliku nic nie powinno się wydarzyć. Zostaje nam 23.125 wypadków do rozpatrzenia.

W zeszłym roku mieliśmy 10511 zderzeń bocznych więc tyle aut dostało w drzwi, ale drugie 10511 uszkodziło sobie zderzak. Czołowych wypadków było 3231, co znaczy, że 3231 x 2 aut miało uderzenie przodem. Tylne? 4218 aut ma bagażnik do regeneracji ale następne 4218 skasowało sobie przód. Drzewa, znaki, słupy, bariery - to samo. Auto jadące do przodu najczęściej uderza przodem. Ot, zaskoczenie. No to liczymy.

Uogólniając i biorąc pod uwagę jedynie wypadki zagrażające życiu dziecka w samochodzie to rozbiło się 41.000 aut. Zderzenia pomnożyłem przez dwa, najechania dodałem, nie brałem pod uwagę pieszych, zwierząt, dziur i wywróceń. Od 41.000 odejmijmy te auta, które dostały w bok lub w tył. Co wynika? Że lekko ponad 27.000 samochodów w zeszłym roku miało wypadek będący wynikiem uderzenia maską w coś twardego. Czyli potocznego "cokolwiek". 27,000 z 41.000 to 65% - i z takim ryzykiem uderzymy maską w coś i w 65% przypadków fotel montowany tyłem sprawdzi się sto razy lepiej niż montowany przodem. Uderzenie w bok to de facto 25% całej historii, 10% uderzenie w tył. Tak to wygląda w rzeczywistości. Tadam.



A w następnym odcinku czemu fotel tyłem chroni lepiej przy bocznych zderzeniach niż fotel przodem i czemu nie ma sensu przejmować się uderzeniami w tył auta.

Pozdrawiam, Proste.

Definicja wypadku drogowego

Przez szereg lat definicja wypadku drogowego zmieniała się i ewoluowała. Definiując wypadek drogowy brano pod uwagę nie tylko śmierć lub obrażenia ciała jednego z uczestników zdarzenia drogowego, ale również straty w mieniu znacznej wartości lub też zniszczenia pojazdów świadczące o dużej sile uderzenia.
Obecnie, najprościej zdefiniować pojęcie wypadku drogowego można w następujący sposób:
 
„Wypadek, to zdarzenie mające miejsce w ruchu lądowym, spowodowane poprzez nieumyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa obowiązujących w tym ruchu, którego skutkiem jest śmierć jednego z uczestników lub obrażenia ciała powodujące naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwające dłużej niż 7 dni”.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwające dłużej niż 7 dni określa lekarz i nie jest to jednoznaczne ze zwolnieniem lekarskim wystawionym w związku z uczestniczeniem w zdarzeniu drogowym.
 
Przestępstwo wypadku komunikacyjnego zostało spenalizowane w art. 177 kodeksu karnego, którego to przedmiotem ochrony jest z jednej strony bezpieczeństwo w ruchu, a z drugiej strony- zdrowie i życie ludzkie. Odpowiedzialność karna za spowodowanie wypadku komunikacyjnego możliwa jest w przypadku ustalenia, że w wyniku naruszenia obowiązujących sprawcę w konkretnych okolicznościach zasad bezpieczeństwa w ruchu, doszło do powstania wskazanych w ustawie skutków. 
 
Definicja kolizji drogowej
 
„Kolizja, to zdarzenie mające miejsce w ruchu lądowym, spowodowane poprzez nieumyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa obowiązujących w tym ruchu, którego skutkiem są straty materialne (uszkodzenie pojazdu, płotu, urządzenia drogowego, bagażu, itp.) lub też jeden 
z uczestników doznał obrażeń ciała powodujących naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwające poniżej 7 dni”.
Określenia kolizji drogowej nie znajdziemy ani w Ustawie Prawo o ruchu drogowym, ani też w kodeksie wykroczeń. To określenie potoczne, które przyjęło się i jest stosowane, zarówno przez policjantów, organy sądownicze i ubezpieczeniowe, jak i przez wszystkich uczestników ruchu drogowego. Łatwiej takie zdarzenie określić mianem „kolizji” niż „wypadku, w którym nie ma ofiar”. 
  
W skrócie: stłuczki się nie liczą,
Źródło: http://www.brd.org.pl/2,148,Kolizja_czy_wypadek_drogowy.htm


PS Ej w ogóle fajnie, posta napisałem i żyję. Git.


czwartek, 11 czerwca 2015

Przegląd foteli- Kiddy Cruiserfix Pro

Dawno Nas nie było. Proste lata po Polsce, czasu ni ma, pojawia się w sklepach wszędzie i tłumaczy, że tyłem to jednak lepiej jest. Blog w tym czasie leży odłogiem jak działka w mieście, więc czas zabrać sprawy w swoje ręce i cos skrobnąć.

Fajna pogoda, wakacje dla co niektórych ministrów już się zaczęły, więc ruch u Nas w sklepie fajny. A, że klient dociekliwy to i dużo pytań zadaje. Kogo czego, z kim z czym i inne takie przypadki. I zawsze przy Kiddy mam dużo pytań dlaczego on taki inny w stosunku do konkurentów.


Na początek- pisze o tym fotelu:




 Suche dane: grupa wagowa 15-36kg, dziecko zapinane pasem samochodowym, taki znaczek ma 


znaczy, że ok, montaż za pomocą ISOFIX/Pasy

Dla mnie to bardzo ciekawy model, który jako jeden z nielicznych posiada regulację zarówno zagłówka jak i szerokości oparcia. Jeżeli dziecko jest wyższe, będzie szersze, proste. Dlatego śmiem twierdzić, że w tym fotelu zmieści się 10 letni Amerykanin.  Jak to działa przedstawia film (dzięki Bogu nie ma lektora w tym pięknym języku, gdzie glut oznacza żar...)





Druga sprawa to podnóżek- regulowany na długość. Przy dłuższych nogach, pasażer zawsze będzie miał podparcie, co przy dalekich trasach nie będzie męczarnią dla niego. Dlaczego to ważne? Posiedź przez parę minut na muszli klozetowej, cierpną nogi co? Dodatkowo siedzisko jest wyprofilowane pod pupą, żeby zminimalizować ewentualne zjawisko nurkowania.


Kolejna kwestia to zagłówek, który w stosunku do konkurentów jest mniejszy i na pierwszy rzut oka mniej wygodny dla dziecka . Przypadek? Nie sądze. Celowe zagranie producenta, który podchodzi do sprawy bardziej życiowo niż np. Cybex w modelu Solution X2 Fix. Istota żywa ruszą się, a manekin w trakcie testów siedzi jak słup soli. Spójrzcie na zdjęcie C


Jeżeli coś działa jak klapki na oczy to pociecha może najzwyklej w świecie opuścić strefe zagłówka, więc po kiego grzyba taki stosować? Jak to jest w kiddim:


Tapicerka użyta do wykończenia fotela ma przyjemną i oddychającą strukturę Thermotex. Fotel został nim pokryty w szczególnie newralgicznych miejscach, jak pupa czy główka. Dość skutecznie odprowadza ciepło, więc dziecko nie jest przyklejone jak guma do ławki szkolnej. Sam fotel zamiast styropianu pod tapicerką posiada "materiał energochłonny „przestrzenny plaster miodu” i materiał piankowy EPP"- tak go w katalogu opisują. Jak zwał tak zwał, ważne, że działa i nie odpada jak styropian.

Z paru dodatkowych, aczkolwiek mniej ważnych rzeczy to 3 letnia gwarancja, dopuszczenie do stosowania w samolocie i program wymiany fotelika w razie kolizji. Gdyby jakiś cygan wjechał Ci w kufer auta, fotelik wymienią Ci na nowy za free. Fotel ogólnie mało awaryjny.


Dobra, teraz gwoźdź programu - BEZPIECZEŃSTWO!


 W 2011 roku testowano Kiddiego, a w stosunku do konkurentów prezentuje się on następująco:

Lp.             Model                                             Czołówka     Boczne       Średnia
1 Romer Kidfix XP Sict 2,3           0,8 1,55
2 Kiddy Cruiserfix Pro
Cybex Solution X2-Fix                       
2,2
2,1
1,1
1,2
1,65 
1,65
3                Romer Kidfix Sict 2,6 1 1,80
4 Cybex Solution X2 2,4 1,3 1,85
5 Romer Kid Plus Sict 2,4 1,4 1,90
Jane Montecarlo R1 2,4 1,4 1,90
6 Maxi Cosi Rodifix 2,2 2,1 2,15
Diono Monterey 2 2,1 2,2 2,15
Romer Kidfix XP 2,3 2 2,15
7 Concord Transformer T 2,4 2 2,20
8 Maxi Cosi Rodi Airprotection 2,9 1,6 2,25
9 Cybex Solution X- fix 2,1 2,5 2,30


Źródło: http://www.oeamtc.at/


Czemu dwa modele specjalnie zaznaczyłem?

W sklepie stacjonarnym te dwa fotele stoją obok siebie i zawsze pada pytanie:
Klient- a ten cybex to porównywalny jest, nie?
Ja:



Bo o ile w testach zderzeniowych wypada identycznie, to mamy do czynienia z fotelem o bardzo krótkim siedzisku, które wyprofilowaniem przypomina taboret. Drugą sprawą, że regulacji szerokości nie posiada, tapicerka przypomina ruski dywan, boki styropianowe odpadają jak muchy, a zagłówek jest tak ogromny jak koła do kamaza. Za 6 stów wolałbym kupić co innego. Tyle w temacie cybexa:






Z pozdrowieniami

Pierwszy Oficer

piątek, 8 maja 2015

Jestę exprtę część 2, czyli fotelik RWF na środkowym miejscu

Siedzę ostatnio z takim szwedzkim koleżką co on w fotelach siedzi po uszy, grzejemy browary, tak se pierdaczymy o tych urządzeniach i pytam go tak:
- Daniel, a powiedz ty mi, wy tam wszyscy w tej Szwecji twojej to autobusami jeździcie?
- Czasami, ale samochody też mamy.
- No, no. A te samochody to wielkości lotniska są?
- A po co?
- No żeby te wasze foteliki tyłem zmieścić.
- Nie, nie. Auta normalne, takie jak u was w tej Polsce waszej.
- Tak? A jak jest taka rodzina że mama ma nogi po sufit? To wtedy fotelik na dachu?
- Na środku.
- Ale mi chodzi że tyłem.
- No tyłem.
- To jak na środku?
- Normalnie.
- Nie można.
- Czemu?
- Bo noga jest.
- To co?
- Co co? Nie można nogi opierać o tunel na środku.
- Czemu?
- Bo jak będzie bum to noga wpadnie w tunel i wszyscy umrą.
- Kto ci to powiedział?
W sumie konsternacja bo jak palnę, że gość, który skończył studia sto lat temu i widziałem go w lodówce ostatnio to kicha trochę.
- No u nas tak mówią.
- A skąd to wiedzą?
A skąd mam wiedzieć? Eksperty gadają to chyba wiedzą.
- Nie wiem. Ich pytaj.
- Nie będę bo głupoty gadają.
- To rozumiem. Czyli co?
- CZYLI MOŻNA OPRZEĆ NOGĘ PODPIERAJĄCĄ FOTELIKA O TUNEL POD ŚRODKOWYM SIEDZENIEM.
- I wy tak jeździcie?
- Normalnie.
- Dasz mi to na papier?
- Ktoś inny ci da.

Parę dni minęło i dostaję takie coś:


Pan Tommy Pattersson, kierownik testów szwedzkiego instytutu VTI (ci od Testu Plus i całego bezpieczeństwa drogowego w Szwecji. Kozaki nad kozakami) pisze mniej więcej i w skrócie tak:

"Fotele z nogą podpierającą w Szwecji to norma od lat 80. Jednocześnie VTI wraz z Volvo bada skutki wypadków drogowych kładąc nacisk na bezpieczeństwo dzieci. Opierając się o posiadane bazy danych jednoznacznie stwierdza: NIGDY NIE STWIERDZONO ŻADNEGO PROBLEMU WYNIKŁEGO Z OPARCIA NOGI O TUNEL."

Amen.

Wszystkich, których wprowadziłem w błąd - przepraszam. Uwierzyłem naszym orłom, chciałem dla was dobrze. Jak nie macie miejsca w aucie, to zamontujcie swój fotelik na środku. Można. 


PS Orły! Jak już robicie te swoje olimpiady, inspektoraty i inne szkolenia to zacznijcie od siebie. Moja wiedza dla was gratis ;)

piątek, 30 stycznia 2015

Jestę eksprtę!

W sumie temat nowelizacji przepisów przewożenia dzieci miałem najzwyklej w świecie olać. Podobnie z resztą jak każdy inny Polak wszelkiego rodzaju przepisy. I pewnie tak by było, gdyby nie różnej maści "eksperci" którzy lada moment urządzą pikietę pod sejmem i pod bannerami ze swoim logiem będą żądać zaprzestania skazywania naszych dzieci na śmierć. Chodzi się o to, że obecnie dzieci trzeba wozić w foteliku do 150cm, a zmieni się na 135cm.

Z tego co udało mi się dowiedzieć z telewizji, gazet i internetu według naszych mędrców fotelikowych wszystkie dzieci umrą niechybnie w wieku 10lat. I trochę się przeraziłem, bo to smutne nawet. Tyle, że mnie jedna rzecz zaniepokoiła najbardziej. Generalnie rozbiegło się o słowo "ekspert" odmieniane na wszystkie przypadki, a jak słyszę taki epitet to się mnie lampka czerwona we łbie pali, rozum z kolei, serce i dupa nawet krzyczą: hola, hola, sprawdzam.

Ekspertów to my w tym kraju miliony mamy. Od kopalni, od kredytów we frankach, od katastrof lotniczych i od piłki nożnej też. Tyle, że kopalnie leżą i kwiczą, franciszkanie woleli już by nawet nie kwiczeć, samoloty są mierzone parówkami, a piłkarze to już nieważne. I prawda jest taka, że każdy pierdoli akurat to co jemu i jego opcji jest na rękę.

Eksperci są nierozerwalnie związani mediami. Media to z kolei bardzo ciekawa instytucja: opiniotwórcza tuba prowadzona przez ludzi nie mającego większego niż średnio rozgarnięty człowiek pojęcia o świecie. Kiedy trzeba przekazać informację nieco bardziej skomplikowaną niż kąpiel olsztyńskiego klubu morsów pojawiają się eksperci. I paplają co im ślina na język przyniesie, i tak nikt ich nie weryfikuje.

Jeśli jakiś bubek usiłuje przekonać świat, że krzesła obrotowe wpływają samopoczucie delfinów i warto o tym pamiętać to pół biedy, bo bez wpływu. Gorzej jeśli ktoś próbuje wpływać na stan społeczeństwa nie mając aktualnej wiedzy na dany temat. Wtedy warto krzyknąć: sprawdzam.

No i sprawdziłem. Dla mnie wyznacznikiem i niedoścignionym wzorem w kwestii bezpieczeństwa na drodze jest Szwecja. Jest to jedyny kraj na świecie, który dąży realnie do stanu, w którym na drodze nie zginie ani jedna osoba (Wizja zero). U nich obowiązek przewożenia dzieci w foteliku jest właśnie do 135cm. Dlaczego? Bo to wystarczy, a nawet według nich tak jest bezpieczniej.

Polski stan fotelikowej rzeczy lansowanej przez rodzimych ekspertów generalnie sprowadza się do promowania fotelików z gwiazdkami i korzystania z nich najlepiej do osiągnięcia pełnoletności przez użytkownika. Ta opcja ma dwa słabe punkty. Po raz: foteliki montowane tyłem do kierunku jazdy są egzotyką, po dwa podwyższenia zwane potocznie poddupnikiem zostały przez establishment skazane na banicję. Pierwszą rzecz pominę, bo w zasadzie cały blog jest o fotelach rwf, nad poddupnikiem się pochylę.

Nasi eksperci latają po wszystkich możliwych telewizjach i podpierając się "bardzo rzadkim" tytułem mgr inż oraz zdjęciami preparowanymi na tą okazję tłumaczą, że przebieg pasa u dzieci mniejszych niż 150cm jest śmiertelnym zagrożeniem i należy je pakować w foteliki z wysokim oparciem (bo przecież poddupnik to zło). A co mówią o tym ludzie badający rzeczywiste historie związane z dziećmi i wypadkami? Mają zgoła inne zdanie..

Teoria wypowiadana przeciwko obowiązkowi przewożenia dzieci do 135cm, zamiast do 150cm brzmi najoględniej: tylko fotelik z wysokim oparciem gwarantuje prawidłowy przebieg pasa dziecku niemającemu półtora metra wzrostu. Niestety, ktoś zapomniał, że dotyczy to tylko manekinów. Bo żywe dziecko w foteliku nie wygląda tak:






tylko tak:



albo tak:



Proste, że przebieg idealny patyk strzelił, bo (niespodzianka!) dziecko w przeciwieństwie do manekina się rusza i ma wyjebane na założenia ekspertów. Źródło TUTAJ.

Co się okazuje? Kolejny LINK to opis badań rzeczywistych zachowań dzieci w samochodzie z uwzględnieniem największego zagrożenia dla starszych dzieci podczas wypadków. Tutaj kolejna niespodzianka: nie są to obrażenia wynikłe z "nieprawidłowego przebiegu pasa", ale uszkodzenia głowy będące wynikiem uderzenia o wnętrze pojazdu, oczywiście LINK

Co robi pakowanie dziecka większego niż 135cm do fotelika z wysokim oparciem? Ano to, że w wyniku manewrów poprzedzających zderzenie (gwałtowne hamowanie, nagła zmiana kierunku jazdy, etc.) dziecko niemal na pewno opuści bezpieczną strefę zapewnianą przez fotelik. Co powoduje? Że ochrona boczna zostaje daleko w tyle, a głowa dziecka jeszcze przed zderzeniem zbliża się do fotela pasażera. A w momencie zderzenia brakuje już wolnej przestrzeni, żeby w nic nie uderzyć głową. I w najlepszym wypadku bardzo boli, Na zdjęciu pozycja dziecka w czasie gwałtownego hamowania:



Konkluzja z przeprowadzonych badań jest taka, że pakowanie dzieci o wzroście powyżej 135cm w foteliki z wysokim oparciem wiąże się z niebezpieczeństwem nie branym pod uwagę podczas testów zderzeniowych. W tej sytuacji dziecko traci teoretyczne bezpieczeństwo oferowane przez fotelik, a w zamian zyskuje tylko niepotrzebny kłopot.

Jeśli nie ma możliwości zapięcia poprawnie dziecka samymi pasami należy użyć samego siedziska, powszechnie zwanym poddupnikiem. Czołowi producenci nie wycofali się z  możliwości odczepienia pleców od siedziska ze względu "bezpieczeństwo" tylko ze względu na procedury testowe adaca, który testuje fotel zgodnie z tym na co pozwala instrukcja. Za sam poddupnik cały fotelik dostałby jedną gwiazdkę, co nie jest im na rękę, bo taki fotel zdecydowanie trudniej sprzedać. W Szwecji poddupników się używa i nikt nie robi z tego powodu tragedii.

I tyle. To jest zdanie Ekspertów, przez duże E, którzy żyją z poprawy bezpieczeństwa, a nie z reklamy czy sprzedaży. LINK


Na koniec: nowe przepisy - jeśli wejdą w życie - nie będą zakazywać Wam użytkowania fotelików. Każdy ma swoją głowę, jeśli będzie ją wykorzystywał to dzieci pozostaną bezpieczne. Pamiętajcie, że ich bezpieczeństwo zależy tylko i wyłącznie od Was.

Wszystko co zostało napisane tyczy się dzieci o wzroście wyższym niż 135cm. Sadzanie czterolatka na podwyższeniu to najczęściej sadzanie go na odbezpieczonym granacie i znaczne ryzyko.


Przy okazji: gdyby z podobnym zapałem nasi eksperci promowali fotele RWF faktycznie podnieśli by bezpieczeństwo najmłodszych. Czemu tego nie robią? Bo lepiej wychodzi promowanie siebie i gwiazdek na banerach. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Kto ma uświadamiać rodziców?



- dzień dobry, szukamy następnego fotela po tym 0-13, bo mały już niego wyrasta.
- proszę powiedzieć- przodem czy tyłem do kierunku jazdy?
- a to istnieją takie tyłem następne po nosidełku?!?


Nie bawiąc się w statystyki, mniej więcej połowa moich rozmów przeprowadzanych z klientami, tak się właśnie zaczyna. Szok, niedowierzanie i zdziwienie niczym u Pani premier po zobaczeniu postulatów górników. "Jak to? To można wozić dziecko tyłem nadal? ". Pewnie, że można, a nawet trzeba!

Przyznać muszę, że świadomość rodziców w kwestii fotelików rośnie. Każdy już wie, że trzeba dopasować fotel do auta, trzeba posadzić malucha i sprawdzić jak dopasowany jest do fotela i, że przez internet kupno to słabo, bo tylko kredki są w gratisie, a nie montaż fotela.  Niestety, w dalszym ciągu zdarza się, że o kierunku jazdy i dlaczego tyłem jest bezpieczniej, nikt nie wie.

No właśnie, ale kto ma o tym informować? Skąd ten rodzic ma czerpać informację na temat tych foteli?

Pierwsza droga- internet.

Mamy XXI wiek, przepustowość łączy szybkie jak Ferrari, to nie tylko sprawdzamy co się dzieje na Ukrainie, ale sprawdzamy co na ten temat mówi wujek google. No i dupa... (chyba, że mój Firefox jest do luftu). Jedynie co się pojawia w wynikach to strona, gdzie sympatyczna Pani jak mantrę powtarza, że najlepsze są te co mają 3 gwiazdki i więcej, trzeba przymierzyć do auta i takie tam. I nie ważne czy zadasz pytanie w stylu "mam hajs, kupiłbym pół Wrocławia, ale nie chce mi się, co mam brać, żeby moje dziecko było bezpieczne" czy "a dali Ci kredyt we frankach?" to i tak odpowiedź jest ta sama. Odpowiedzi w stylu "najbezpieczniejszy jest tyłem do kierunku jazdy" nie pojawia się nigdy...Z kolei na stronie www jej pracodawców widnieje mega zajebista tabelka z wynikami w testach zderzeniowych okraszona bannerami sponsorów.

(dlaczego w te gwiazdki to my nie wierzymy TUTAJ)

Dobra, to może spojrzę na czasopisma motoryzacyjne? Przecież każdy dorosły facet wie co to jest "Auto Świat". Lipa też. Jak wypowiadają się tam redaktorzy, którzy maja takie poglądy jak w tym linku, to najlepiej w ogóle przewozić dziecko w bagażniku.

Druga droga - spytam się znajomej/rodziny/listonosza

"Bo moja znajoma to miała taki z biedronki i jest super!" Super po stokroć, a może jest super, bo nie było wypadku?

 Widać po klientach, że coraz częściej osoby wybierające fotele tyłem do kierunku jazdy "zasiewają" , wśród swoich znajomych czy rodziny, informację odnośnie tych foteli. Jeden zadowolony klient z fotelem bezpiecznym to kolejni klienci chcący podobne cacko. Ja się cieszę, bo Proste będzie miał za co zapłacić swojemu murzynowi, a klient ma pewność, że zakupił fotel, który gwarantuje mega bezpieczeństwo. I tak w kółko, widownia się powiększa, policjanci mandat to tylko za szybka jazdę będą wypisywali.

Choć widać to coraz częściej to jednak nadal jest to kropla w morzu potrzeb.

Trzecia droga- organizacje rządowe/OPP


Wolne żarty! W wydziale komunikacji to wiedzą ile opłaty recyklingowej trzeba uiścić w razie rejestracji pojazdu z zagranicy, w policji to w zasadzie to ich interesuje:



 , a często spotykana ostatnio w mediach KRBRD to jest w stanie "metodą fotograficzną" opracować taki oto raport

http://www.krbrd.gov.pl/files/file_add/download/58_foteliki-dziecice-raport-krbrd.pdf

 A ja sie pytam - gdzie są kurwa moje podatki? A nie, czekaj, już wiem, w Madrycie...


 Czwarta droga- sklep z fotelami samochodowymi

Wiadomo, że jak potrzebuje spłuczki do sedesu to idę do sklepu z armatura sanitarną. Sprzedawca podpowie mi jaki przekrój, jaki gwint i jaka pojemność jest potrzebna. Skoro chce fotelik bezpieczny to wiadomo, że idę do sklepu z fotelami. Yhm...Januszy fotelików nie brakuje.

Jeżeli przychodzi do mnie klientka, która pyta o fotel Katerero, którego nie miałem, nie mam i mieć nie będę, to nie wypowiadam się na jego temat, bo nie mam wiedzy i mogę najzwyczajniej klienta okłamać. Często przychodzą do nas klienci i z powagą stwierdzają, że fotela tyłem to oni nie chcą. Ja pytam dlaczego, a klient jednym duszkiem wypowiada milion bzdetnych argumentów, które usłyszał od konkurencji. I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że konkurencja nie ma foteli tyłem do kierunku jazdy...
Druga sprawa- skąd ten sprzedawca ma czerpać wiedzę? Z punktów wyżej się nie dowiedział, więc kto mu szkolenie wykonał?
Prosta sprawa- przełożony! A szefa wali serdecznie czy przewozisz swoje dziecko przodem, tyłem czy bokiem, ważne, żeby na wypłatę dla pracowników było. Pracownik z kolei wybierze najprostszą drogę do uzyskania pieniędzy od klienta, na swoją wypłatę, więc zamiast pałować się z fotelem na parkingu w waszym aucie, powie, że "ten to ma proszę Pani 5 gwiazdek, a i montaż prosty, Pani zobaczy" i sprawa załatwiona. Hajs prosty i szybki, juz leci do drugiego klienta. To fotel ma byc bezpieczny czy łatwy w zapinaniu? To tak jakby kupić telefon komórkowy tylko po to, żeby z ładną melodyjką miał funkcje budzika. Po kiego grzyba?

Niejednokrotnie sprzedawca uczestniczy w szkoleniu z danego produktu. Przeprowadza go...producent! Wiadomo, kto zna swój produkt lepiej niż sam twórca? Ale nawijanie makaronu na uszy, że "mój najlepszy" do niczego nie prowadzi. Pamiętam raz jednego z przedstawicieli handlowych, który tak zachwalał swój nowy wózek, że stwierdził, że niezaprzeczalną zaletą jego nowego produktu jest niepalny materiał. To znaczy, że dziecko palić może w wózku?

Niestety dużo do nas piszecie, że w waszej okolicy nie ma sklepu z jakimkolwiek asortymentem foteli RWF. Ubolewam, na prawdę. Dlatego cieszcie się jeżeli trafiliście na sklep gdzie one są. To pierwszy dobry znak, że sprzedawca raczej będzie wiedział o podstawowych zasadach fizyki, a podaruje sobie wzmianki o nowej normie homologacyjnej czy stwierdzeniu, że 90 % dzieci nie chce jeździć tyłem. Co, roczne dziecko powiedziało Wam to?


Swoją drogą dziękujemy za miłe słowa odnośnie bloga i tego co robimy, że dla co niektórych było to pierwsze miejsce, z którego dowiedzieli się o fotelach montowanych tyłem do kierunku jazdy.
 Swego czasu w światku dziecięcym Proste znany był jako"bloger z Wrocławia". Często padało pytanie:





no, bo co to za ziutek co nagle tak wyjechał z tymi RWF-ami? Co to w ogóle jest? Na co to komu? Śmiechu co nie miara, że dorosły facet bawi się w pisanie takich frazesów jakim jest przewożenie dziecka w fotelu tyłem do kierunku jazdy gdy nie ma co robić w pracy. Teraz gdzie nie spojrzeć to na profilach ryjobukowych każdej marki fotelików samochodowych odnośniki do blogów piszących mam, które zachwalają produkty (a jakże!) ich marki. To jak jest w końcu? Nie jest to już passe drodzy koledzy i koleżanki z branży?

Mamy nadzieje, że chociaż my choć trochę przybliżyliśmy Wam, w którym kierunku powinno być przewożone wasze pociechy.


Pierwszy Oficer