osiemgwiazdek.pl

środa, 9 kwietnia 2014

Pozycja leżąca w fotelikach RWF

Chociaż pozycja leżąca to na wyrost mocno, bo taka w żadnym foteliku nie istnieje. Leżeć można na leżaku, w foteliku się bezpiecznie podróżuje. W fotelikach montowanych tyłem (i przodem też) do kierunku jazdy zdarza się, że u zaśniętego dziecka główka leci na klatę. Wygląda to mniej więcej tak:



Nie jest to ani zdrowe, ani bezpieczne. Po pierwsze oddychanie z brodą na klatce piersiowej nie działa tak jak powinno. Po drugie kręgosłup w odcinku szyjnym jest cały czas obciążony, co nie sprzyja zdrowemu rozwojowi. Po trzecie i najważniejsze: podczas wypadku głowa dziecka nie jest na miejscu dla niej przygotowanym, czyli w zagłówku, co naraża na poważne konsekwencje. Najprościej rzecz ujmując: tak być nie może.

Jak ma być? Problem jest nieco złożony. Gdzieś tam w czeluściach internetu można natrafić na opinię mówiącą o tym, że przy ustawieniu fotelika RWF obowiązuje ta sama zasada co przy fotelikach 0-13, czyli oparcie fotelika względem podłogi auta musi być pod kątem 45 stopni, a minimalne dopuszczalne nachylenie to 30 stopni. Prawda to, ale nie do końca. Takie zasady obowiązują może i w Ameryce, ale bądźmy szczerzy: po pierwsze ich foteliki są całkiem inne od naszych, a po drugie nie można ufać ludziom, którzy pół dnia spędzają w kościele śpiewając piosenki i klaszcząc, a drugie pół strzelając do sąsiadów. Lepiej nie, tu jest Europa i przy niej zostańmy. 

W Skandynawii zasada jest prosta: fotelik ustawiamy do pozycji maksymalnie pionowej, bo taka jest najbezpieczniejsza, ale położonej na tyle, żeby podczas snu głowa dziecka nie opadała na klatkę piersiową. Czemu tak? Bo im fotelik jest ustawiony bardziej pionowo tym więcej sił podczas zderzenia będzie się rozkładać na plecy fotelika. I to się sprawdza, ale nie przy 9. miesięcznych dzieciach. Tutaj żeby uniknąć problemu opadającej główki fotelik musi być jakkolwiek położony.

Tyle teorii, teraz praktyka. Tak na prawdę przed zakupem fotelika nikt nie ma bladego pojęcia przy jakim nachyleniu głowa dziecka będzie wisiała na klatce piersiowej. Poniżej macie prosty kątomierz sprawdzający ustawienie fotelika w Waszym aucie. Jest to delikatnie stuningowana wersja urządzenia odnoszącego się do amerykańskiej myśli fotelikowej:


Co on robi? Przykładacie najdłuższą część do oparcia fotelika i sprawdzacie w jakiej pozycji jest czerwona linia. Dla foteli 0-13 dolna linia musi być poziomo, wtedy macie pewność, że fotelik jest ustawiony pod prawidłowym kątem 45 stopni. Dla foteli w następnej grupie montowanych tyłem do kierunku jazdy interesuje Was linia górna. Jeśli po przyłożeniu do oparcia ustawi się w poziomie to będzie znaczyło, że fotelik jest zamontowany pod kątem, przy którym głowa Waszego dziecka nie powinna lądować na klatce piersiowej. Kątomierz można wydrukować, mieć i używać. Nie ma za co.

A co z fotelami, które już są w samochodzie ale okazały się zbyt pionowe? Besafe dla combiego montowanego pasami zaprojektował podkładkę niwelującą nachylenie kanapy. Wygląda to tak: 

 w aucie tak:



potrzebne są dwie i na ogół się sprawdzają. Chociaż może ujmę to bardziej dosadnie: jeśli nie karmicie dziecka amfetaminą to w przypadku tego fotela są koniecznością. Na szczęście są. Izi plus nie ma takich podkładek bo Norwedzy zwiększyli regulację siedziska i podobno wystarczy. Przy combim na isofixie umiejętny montaż czyni cuda. Jeśli macie problem z tym fotelem spróbujcie tak: podłączcie fotelik pod iso, wciśnijcie fotelik w kanapę żeby maksymalnie zniwelować jej nachylenie (najlepiej naciskając skraj jego oparcia do dołu), zablokujcie tak ustawiony fotel pałąkiem antyrotacyjnym (duży, czarny drut), na koniec ustawcie nogę. Pamiętajcie o tym, żeby pałąk przylegał przynajmniej jego najszerszą częścią do oparcia kanapy, pasek trzymający nogę był naciągnięty a sama noga opierała się mocno o podłogę. Czasami pomaga.

O fotelach romera i britaxa nie ma nic do napisania tutaj, bo albo pasują albo nie. Cudów się nie spodziewajcie bo w maxwayu i maxfixie nie ma żadnej możliwości skorygowania kąta nachylenia oparcia.

Mobiego pomijam bo wiadomo.

Belogica też bo już go nie ma. (Poważnie.)

Axkidy? Minikid pasuje bo albo nie (na szczęście częściej to pierwsze), w duofixie całą robotę robi ruchomy iso w połączeniu z napinaczami pasa. Możecie mieć kanapę skośną jak oko Chińczyka, a i tak bez wpływu, montaż dowolny. W kidzonie natomiast można wykorzystać staroskandynawski sposób "na ręcznik". Mój passat pomimo całej swej zajebistości nie ma isofixa, a kanapa do montowania foteli jest równie przyjemna jak słuchanie Biebera. Ciężko jest i lepiej nie ruszać. Nie dość, że miękka to jeszcze pochylona pod kątem przekraczającym granice wszelkiej przyzwoitości. Ale nie ma co płakać, Bieber może nie istnieć, ale fotele montować trzeba. Bierzemy dwa ręczniki (w tym przypadku 140x70, frotte, brązowe), zwijamy w mocny rulon i kładziemy je tam:



montujemy fotelik na sztywno:


i cieszymy się fotelikiem, w którym można spać i który nie zajmuje połowy samochodu:


Z takiej pozycji korzystamy do momentu, w którym dziecko podrośnie na tyle żeby głowa dobrze trzymała się reszty ciała. Nadaje się ona dla dzieci od samodzielnie siedzących do około 2. roku życia. Później wraz z wiekiem pozycję fotela zmieniamy na bardziej pionową i pamiętamy o szwedzkiej zasadzie:

"Fotele montowane tyłem ustawiamy jak najbardziej pionowo, jednak nie na tyle żeby główka dziecka opadała na klatkę piersiową."

Od razu uprzedzając komentarze, że wszelkie modyfikacje, samoróbki, ręczniczki i inne podkładki są niedozwolone pozwolę sobie zapytać: bo? W Szwecji jest to normalne, powszechne i według tamtejszych nie wpływa źle na bezpieczeństwo dziecka w tak zamontowanym foteliku. W Stanach z resztą też (chociaż i tak im nie ufam). Jedyne o czym należy pamiętać, to żeby fotelik był mocno zamontowany, a to co jest pod nim nie wpływało ujemnie na stabilność.  Pozdrawiam.

wtorek, 4 marca 2014

Schowki podłogowe w autach i noga fotelika. Bez stresu.

O schowkach w podłodze dzisiaj, bo to podobno problem wielki i nie można zamontować żadnego fotelika z nogą. Więc jak macie auto z takim urządzeniem



to macie tylko jedno wyjście: sprzedać ten durny, rodzinny samochód razem z dziećmi i kupić w to miejsce ładne kabrio, które rozwiąże praktycznie każdy problem waszego życia. Żartowałem. Wystarczy pogadać z tymi, którzy fotele montowane tyłem projektują, produkują, sprzedają i używają od zawsze. Czyli Skandynawia.

Jedno jest pewne: nie można opierać nogi fotelika na pokrywie pustego schowka bo grozi katastrofą, oberwaniem chmury, deszczem meteorytów, popsutym fotelikiem i dzieckiem. W takim razie wypadałoby zrobić, żeby schowek nie był już pusty. Do tego celu używamy kilku dużych książek, np takich jak ta:


albo ta:


Albo jakakolwiek inna, pod warunkiem, że wymiarami będzie przypominała rozmiary schowka. Lekturę układamy jedną na drugiej tak, żeby wypełnić cały schowek i zamykamy pokrywę. Dziękuję, gotowe, można montować fotelik. Jedna uwaga: jeśli u kogoś w aucie znajdę Bułhakowa, Kafkę albo Clarksona to zabieram fotelik wraz ze znaleziskiem i kończymy współpracę. Literaturę trzeba szanować. 

Jeśli ktoś uważa, że Panorama Firm to też sztuka, może zastosować rozwiązanie mniej finezyjne ale równie skutecznie. Jeśli nie macie w domu kominka to szukacie kogoś kto ma i pożyczacie na zawsze drewniany klocek:



Wycinacie tak, żeby się wkomponował w schowek, stawiacie na drewienku nogę i jedziecie nad morze. Bezpiecznie. Proste, pozdrawiam.

PS nie są to moje wymysły, tylko stanowisko czołowych producentów fotelików montowanych tyłem do kierunku jazdy. Poważnie. Cześć!

PS2 nie ma też żadnego problemu, żeby postawić nogę na dnie schowka.

sobota, 18 stycznia 2014

Przegląd foteli RWF część 6: Axkid Kidzofix





W przypadku tego fotelika jak ulał pasuje staropolskie powiedzenie shit happens. Axkid jest młodą, szwedzką firmą, pierwszy swój fotel Minikid wypuścili cztery lata temu, który od razu przeszedł pozytywnie Test Plus. Nie jest to dziełem przypadku, twórcy Axkida przez wiele lat współpracowali z największymi graczami fotelikowego świata, więc jak najbardziej wiedzą co robią. 

Następnym ich produktem był Kidzofix. Jest to fotelik wykorzystujący tą samą skorupę co Minikid, jednak z dołożonymi kilkoma opcjami montażu. Panowie również byli pewni swojego dzieła, ale w październiku zeszłego roku ADAC wylał na Szwedów kubeł zimnej wody, który wyglądał tak:

video

Źle to wygląda, fotelik zerwał się z isofixa. W Szwecji zapanowała niekryta konsternacja, bo wedle wewnętrznych procedur Axkida takie wydarzenie nie miało prawa mieć miejsca. Sprawcami tej przykrej sytuacji okazały się mocowania isofix, zmienione w trakcie produkcji. Sama zmiana była po to, żeby połączenie fotela pod isofix było jeszcze łatwiejsze. Szwedzi przetestowali je zgodnie ze swoimi założeniami, jednak okazało się to za mało na test ADAC. 

Kulturalnie nie schowali głowy w piasek i nie sugerowali też Niemcom, że w samochodzie jest jeszcze fotel pasażera o który wypada oprzeć fotelik. Grzecznie przeprosili wszystkich użytkowników Kidzofixa za zaistniałą sytuację i zabrali się do wymiany zaczepów na bardziej wytrzymałe. Na szczęście nie musieli przepraszać żadnego rodzica, który dzięki Kizofixowi stracił dziecko. Taka sytuacja nie miała miejsca. Przy okazji założenia nowych mocowań przetestowali fotelik zgodnie z procedurą EURO NCAP dzięki czemu fotele będące obecnie na rynku podczas zderzenia zachowują tak:


Cała ta historia Polski nie dotyczy, w sprzedaży nie ma i nie było fotelików z mocowaniami użytymi podczas testu ADAC. Testy zderzeniowe fotela zamontowanego pasami wypadły pozytywnie, tutaj Niemcy nie mieli zastrzeżeń. Przy okazji ADAC dołożył negatywną ocenę za obecność szkodliwych substancji w tapicerkach. Znowu konsternacja. Szwedzi zadzwonili do Hansa z ADAC i ładnie zapytali: 

- Hans! WTF?!
- A bo na waszej tapicerce jest gumowa naszywka i jak dziecko będzie ją żuło to może się źle czuć.
- Hans, ale naszywka jest koło nogi dziecka. Dzieci nie żują nogami.
- No to co. 

I odłożył słuchawkę. Tak to leciało. Co zrobili Szwedzi? Wymienili naszywkę na wypadek gdyby dzieciom wyrosły szczęki na piętach


 i opublikowali badania swoich tapicerek w TUV pod kątem zawartości substancji szkodliwych. Do wglądu 


Złych rzeczy koniec, bo sam fotelik to samo dobro. Ogólnie urywa dupę. Pozytywnie. Według homologacji nadaje się od 9 kg. Axkid twierdzi, że można go używać dla dzieci, które samodzielnie siedzą, chociaż tyczy się to praktycznie każdego RWF. Kidzofix jest pierwszym na rynku fotelikiem montowanym tyłem do kierunku jazdy za pomocą isofixa lub pasów bezpieczeństwa. I bardzo fajnie, po pierwsze pozwala to na wydłużone przewożenie dziecka tyłem (do 25kg), a po drugie nie ogranicza montażu w różnych samochodach. Nie masz isofixa u teściowej w aucie? Trudno, montujesz go za pomocą pasów bezpieczeństwa.

Samo montowanie fotelika to bajka. Ostatnio tak dobrze się bawiłem na pokazie fajerwerków w Polkowicach na Sylwestrze 2012/13. Ciekawą opcją jest wyposażenie dodatkowych pasów w automatyczny napinacz, dzięki któremu bez zbędnego wysiłku jesteśmy w stanie wcisnąć fotelik mocno w kanapę. Po pierwsze kidzofix trzyma się auta jak tonący brzytwy i potrzeba średniej wielkości słonia żeby przestawić go o milimetr, a po drugie można bez kłopotu zniwelować pochylenie kanapy nawet w fordzie focusie. Na ładnych filmach wygląda to tak i jest jak najbardziej zbieżne z rzeczywistością.


Przy montażu za pomocą pasów mamy pełny wybór jeśli chodzi o umiejscowienie fotela. W mniejszych autach fotelik nie musi wychodzić pół metra poza skraj kanapy. Dopuszczalne jest montowanie tuż przy jej oparciu co pozwala na zaoszczędzenie miejsca w samochodzie i nie robienie z fotela pasażera półki na torebkę.

Co najważniejsze to chyba został w końcu rozwiązany problem zbyt pionowej pozycji w RWF-ach. Regulacja oparcia w połączeniu z eleganckim systemem mocowania pozwala uzyskać nachylenie fotelika niedostępne w innych modelach foteli montowanych tyłem do kierunku jazdy.




Zagłówek w tym foteliku regulowany jest tak przyjemnie, że heeeej! Zresztą co się będę rozpisywać, zobaczcie filmik poniżej:


Za każdym razem przy naciąganiu pasów zagłówek ląduje tam gdzie jego miejsce, szczelnie okalając główkę dziecka i ustawiając pasy na wymaganej wysokości. Siedzisko samego fotelika jest naprawdę duże i robi wrażenie. Jest to chyba drugi po belogicu fotel, który pozwala na rzeczywiste użytkowanie do 25kg.

Kidzofix ma możliwość zamontowania przodem i używaniu go w ten sposób w przedziale 9-25kg. Mnie ten fakt średnio kręci, ale może komuś się przyda.


sobota, 28 grudnia 2013

Axkid w Polsce. Dzień dobry.

Za małolata byłem przekonany, że cały świat to Amerykanie wynaleźli. Każdy czajnik, fajne buty, video i absolutnie wszystko co było potrzebne do życia musiało pochodzić zza Wielkiej Wody i mieć metkę made in usa. Bluzę Chicago Bulls to ja do dzisiaj pamiętam. Ale jakby ktoś teraz zapytał mnie co zawdzięczam Ameryce bez wahania odpowiadam: mc donald, F-16 i rasizm. I gdyby wszystkie te rzeczy znikły ot tak, nie byłbym smutny. Nawet Ameryka mogłaby zniknąć. Przereklamowani są, nie widzą różnicy między Tamizą a Luwrem i na siłę wciskają całemu światy swoje poglądy. Niewielka strata.

Kto więc powinien być szefem całego świata? Niemcy odpadają bo mają brzydkie kobiety, Chińczycy śmiesznie wyglądają i plują gdzie popadnie, Francuzi może i ładnie mówią ale brakuje im jaj i za dużo palą, Anglicy podobnie do Australijczyków mieszkają na wyspie, a tacy ludzie nie mogą być normalni, Rosjanie są fajni ale tylko do pierwszej butelki, później trzeba uciekać, Brazylijczycy za bardzo lubią narkotyki, a cały Czarny Ląd ma problem ze sobą i to im wybitnie potrzeba kogoś z głową. Polacy mogliby się nadać bo fantazję mamy dobrą ale po pierwszym sukcesie pokłóciłby się każdy z każdym i pewnie skończyłoby się rozbiorami. Lepiej się nie wychylać.

Stawiam na Szwedów. Co prawda potop im nie wyszedł, ale w ogólnym rozrachunku wypadałoby im pozazdrościć. Każdy facet lubi blondynki, więc kwestie estetyczne są na odpowiednim poziomie. Na zabawie też się znają, wypuścili Abbę, Roxette, Europe, Tityo, czy Sabaton. W piłkę grają całkiem dobrze, Henka Larsson w swoim czasie oczarował Camp Nou, a Zlatan pomimo poważnego niezrównoważenia psychicznego jest jednym z najlepszych napastników świata. O kryzysie słyszeli w BBC i obchodził on ich tyle co wybory w Peru. Frazesy przyrodniczo - ekologiczne pomijam, ale też trzeba mieć łeb na karku żeby w XXI wieku zachować czyste jeziora, a lasów nie zamienić na papier toaletowy.

Jeśli chodzi o szeroko pojęte bezpieczeństwo na drodze to gdyby nie Szwecja dalej jeździlibyśmy autami zabijającymi nas skuteczniej niż rak płuc, które miałyby drewniane kierownice, ławy zamiast foteli i światła napędzane naftą. Dzięki volvo jest dużo lepiej. "To ludzie jeżdżą pojazdami. Dlatego bezpieczeństwo jest i musi być fundamentalną zasadą wszelkich prac konstrukcyjnych" To ich motto. Kiedyś mieli takiego świra, że jeździli do każdego wypadku w promieniu 150 kilometrów od ich siedziby, żeby sprawdzić co i dlaczego zabiło kierowcę. Wprowadzili pasy bezpieczeństwa, pochyłe kanapy, elektryczne wycieraczki szyb, system informujący o obecności pojazdu w martwym polu, a ostatnio myślą nad poduszką powietrzną dla pieszego potrąconego przez auto. Starają się chłopaki, nie ma co. Co w tym czasie zrobili Niemcy? Mercedes taksówki, volkswagen passata 1.9 TDi, a opel nie zrobił nic, poza karoseriami z rdzy.

Zdecydowanie ludzie w Szwecji robią wszystko, żeby żyło się lepiej. Całkiem niedawno spotkałem się z gośćmi spod Goteborga robiącymi foteliki. Pogadaliśmy sobie, oni stwierdzili, że robię kawał dobrej roboty i miły ze mnie facet, ja stwierdziłem, że ich filozofia tworzenia bezpieczeństwa jest bardzo bliska mojemu sercu, przebiliśmy sobie piątkę, podpisaliśmy to i owo, w efekcie czego zostałem Generalnym Dystrybutorem marki Axkid na Polskę. Tadam. Ich motto też jest odpowiednie do zaistniałej sytuacji: "Bezpieczeństwo powinno być proste." Nic dodać, nic ująć, to było przeznaczenie.


Bez wczuwania się w szczegóły to widać, że panowie są wierni temu co postanowili. Firmę cztery lata temu założyło dwóch poważnych Panów, którzy połowę życia współpracowali z britaxem, acta graco i brio. O tym co stworzyli rozpiszę się w kolejnych postach, ale w styczniu na rynku pojawią się trzy modele foteli montowanych tyłem, każdy z nich robi robotę, rozwiązuje problemy które mają dostępne RWF-y i będzie ciekawą alternatywą dla obecnego wyboru. W telegraficznym skrócie: jeden zerwał się z isofixa w teście ADAC (spokojnie, wszystko wyjaśnię), drugi się nie zerwał bo jest montowany na pasy, a trzeci ma Test Plus i da się zamontować wszędzie.

Co znaczy cała ta historia dla mnie? Fajnie, lubię jak coś się dzieje. A dla Was? W końcu zacznę odpisywać na maile o treści: "niech mi Pan jakiś sklep poleci". Jeśli zobaczycie na półce sklepowej foteliki z tą metką, to możecie mieć pewność, że osoba Was obsługująca będzie wiedziała dlaczego powinno się dzieci wozić tyłem do kierunku jazdy, jak prawidłowo zamontować fotelik w samochodzie i nie będzie wam wciskać kitu o tym, że tak przecież niewygodnie. Często słyszałem od Was: szkoda, że Pan tak daleko. Teraz postaram się być nieco bliżej.

Na dzisiaj tyle, opisy foteli wraz ze zdjęciami na dniach. Pozdrawiam!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Pierwsze urodziny.

Roczek mnie strzelił właśnie. Znaczy nie w dowodzie, ale ośmiu gwiazdeczkom moim kochanym w postaci tego oto bloga. Co prawda dokładnie to dwa dni temu było, ale jak poszedłem w ten dzień po choinkę to dopiero wróciłem, stąd fakap pojawił się lekki. Tak czy siak jest dobrze. Liczbie wyświetleń nieco brakuje do oneta, ale myślę, że Gościa Niedzielnego on-line przebiłem, co niechybnie oznacza, że mądrości moje pod strzechy trafiają lepiej niż ogłoszenia parafialne i komunikaty o zbiórce pieniędzy na nowy witraż czy wycieczkę misyjną na Dominikanę.

Założenia były takie, żeby w sposób zrozumiały i jednocześnie dający się czytać wytłumaczyć rodzicom czym jest fotelik samochodowy i jak nie dać się nabrać na marketingowe triki. Doszedłem do bardzo prostego wniosku, że tam gdzie idzie o bezpieczeństwo dzieci nie powinno być miejsca na ściemę często i gęsto serwowaną przez sprzedawców, dystrybutorów, czy producentów. Sądząc po ilości maili, telefonów i wizyt stwierdzam, że to co piszę trafia do Was i najzwyklej w świecie jesteście mi wdzięczny. W porządku. Lubię co robię, jeśli komuś ma to przynieść jakąkolwiek korzyść to proszę ja serdecznie i nie ma za co.

(Oczywiście istnieją też na tym padole osoby średnio zakochane w mojej twórczości. Tylko, że akurat mnie to nie obchodzi. Ha ha.)

Sam też sporo skorzystałem. Całkiem elegancko się poczułem jak pewnego dnia zadzwonił do mnie sam Philippe Lessire ogarniający cały Projekt Casper i wiedzący o fotelach dużo więcej niż wszystko. Pogadaliśmy sobie o starych karabinach, fotelikach z półką i pogodzie nad Loarą. Stwierdził, że jestem bardzo miłym gościem i ma wobec mnie delikatny dług wdzięczności (a jak!), więc kulturalnie zostawił namiar na siebie żebym bez zbędnej krępacji konsultował wszelakie moje wątpliwości dotyczące foteli. Takiego mam ziomala i czasami sobie z nim gaworzę. Jest git!

Ogólnie to międzynarodowo się zrobiło. Dyskutuję z ludźmi z Francji, Danii, Szwecji, Norwegii i z Litwy nawet. Chociaż dyskutuję to za dużo powiedziane. Czerpię wszelakie informację pełnymi garściami. Czemu? Bo u nas to z wiedzą bieda straszeczna. Na myśl przychodzą mi tutaj wyczyny polskich piłkarzy. Na własnym podwórku jest ładnie i kolorowo, ale w momencie, kiedy startujemy w zawodach bardziej international to wstyd i obciach, że płakać się chce. Jest w naszym kraju twór zwany Polską Myślą Szkoleniową. Siedzą sobie dziadki, które sto lat temu skończyły AWF czy inne studia nie mające większego związku z umiejętnym kopaniem piłki i twierdzą, że o jeśli futbol to tylko oni bo przecież w '73 zremisowaliśmy na Wembley. Polska Myśl Szkoleniowa opiera się na rodzimym potencjale trenerskim, szczelnie zamkniętym na wiadomości i trendy ze świata, a efekt tego jest taki, że bije nas Gabon i mistrz Estonii, która ma mniej mieszkańców niż my zawodowych piłkarzy. Panowie uparcie nie chcą zauważyć, że świat poszedł do przodu i już nawet nie ma tamtego Wembley. Anglicy zburzyli je bo było stare i śmierdziało. Z fotelami jest podobnie, w polskich internetach nie jestem w stanie znaleźć niczego, czego nie wiedziałbym dziesięć lat temu, a o szkoleniach nawet nie chce mi się pisać. Załamalibyście się. Pif paf, ra tatata. Kula w łeb. Może i stąd powodzenie Ośmiu Gwiazdek?

Naturalnie byłbym idiotą gdybym tylko narzekał. W następnym poście o tym dlaczego mój rozum ma się dobrze i jaką niespodziankę na święta dla Was przygotowałem. Pozdrawiam!

wtorek, 3 grudnia 2013

Test Plus prawdę Ci powie.

Od kilku miesięcy cały fotelikowy świat zelektryzowany jest nadejściem I-size. Co więksi producenci wychwalają pod niebiosa założenia mające na celu wyeliminowanie niekompatybilności na linii auto-fotelik, wydłużony obowiązek przewożenia dziecka tyłem, konwersję kilogramów na centymetry i genialną procedurę testową szczelną jak granica Izraela ze Strefą Gazy i nie pozwalającą na przemycenie do sprzedaży chińskiego badziewia. Fajnie. Cała impreza reklamowana jest w ten sposób, że od dzisiaj foteliki zapewnią najmłodszym bezpieczne dzieciństwo, świetlaną przyszłość, pewne wejście na każde studia i prawdopodobny etat króla Jordanii. Nic dziwnego, że synonimem słowa I-size stała się Rewolucja. Bardzo się cieszę!

Czyżby? Jasne, że nie. Porządna rewolucja musi wyglądać jak pancernik Potiomkin i mieć podobną siłę rażenia. Założenia serwowane przez I-size są takim samym przeskokiem jak zamiana szarego papieru na ten kolorowy z kilkoma warstwami. Niby lepiej, ale nie wydaje mi się, żeby moje życie diametralnie zyskało na jakości podczas tej ewolucji. Z I-sizem jest podobnie. Obowiązek przewożenia dziecka w foteliku tyłem do piętnastego miesiąca życia jest niesmacznym żartem. Nie chce mi się już wytykać palcami uczestników tej akcji bo znowu będzie, że kogoś nie lubię ale każdy kto brał udział w tworzeniu I-size powinien mieć świadomość, że jest to lekko o rok za krótko i wprowadzany jest w życie przepis, nie mający większego sensu. A już na pewno nie będący rewolucją. To jakby rządzący powiedzieli: "Mamy świadomość, że w tym roku na przejściach dla pieszych zginęło zbyt wiele dzieciaków. Od przyszłego roku dopuszczalną prędkość pod szkołami zmniejszymy ze 180 na 140 km/h i gwarantujemy wam, że będzie lepiej." Po co więc ta cała szopka? 

Zamiast słowa "miś" wklejcie "ajsajz". Dobra zabawa i jednocześnie będziecie wiedzieli o co z grubsza chodziło.


video

Zapomnijcie o I-size. Kolejny marketingowy potworek, na którego pewnie poszło kupę forsy i który póki co nie ma absolutnie nic do zaoferowania oprócz ładnego opakowania. Przykro mi.

Niewielu rodziców ma świadomość ale w Szwecji istnieje instytut VTI, który blisko od 40 lat jest żywotnie zainteresowany w czym przewozi się przyszłość Skandynawii. W roku 1973 (czyli osiem lat przed powstaniem europejskiej homologacji ECE) powstał Test T-Standard, który już wtedy badał obciążenia działające na głowę i szyję dziecka podczas wypadku. Żeby było śmieszniej, te siły będące największym zagrożeniem dla dziecka w dalszym ciągu nie są badane podczas testu homologacyjnego. Każdy fotelik fotelik wprowadzany na szwedzki rynek musiał wziąć udział w tym teście i... żaden fotel montowany przodem do tej pory nie zdał egzaminu. W 2008 roku Unia stwierdziła, że T-Standard jest niezgodny z czymś tam i nakazała jego zmianę.

Szwedzi delikatnie przemajstrowali dotychczasowe procedury i powstał Test Plus, często nazywany Złotym Standardem i ta nazwa jest jak najbardziej adekwatna do jego założeń. Robiony jest w dwóch kategoriach: do 18 i do 25 kg a warunkiem jego zaliczenia jest nieprzekroczenie nacisku na szyję grożącego jej złamaniem, dla 3 latka ta siła wynosi 122kg, dla 6 latka 164 kg. Kryteria zostały jasno określone dzięki współpracy z kolejnymi fanami bezpieczeństwa z volvo i jednocześnie okazały się genialne w swojej prostocie. Testujących nie obchodzi jakość tapicerki, komfort, ergonomia czy możliwość prania w czterdziestu stopniach. Po prostu wiedzą, że fotelik ma chronić życie dziecka, a nie być modnym dodatkiem do auta. Mało tego, Test Plus jest dobrowolny i każdy producent fotelika może się do niego zgłosić ze swoim. To teraz się pytam, gdzie ci wszyscy producenci twierdzący, że maja dobre fotele tylko nie ma testów które to mogą potwierdzić. Do tej pory wyjątkową naklejką 


może się pochwalić dziesięć fotelików, a ich listę znajdziecie tutaj: 


Wniosek? Żaden fotel montowany przodem nie zabezpiecza w pełni przed urazami kręgosłupa. Pewnie nigdy nie słyszeliście o czymś takim jak humor szwedzki ale możecie mi wierzyć, że u tych gości poczucie humoru jest na całkiem zacnym poziomie. Kiedyś tak dla żartu przetestowali fotelik z osłoną tułowia, znany, lubiany i głośno wychwalany, bo chcieli się troszkę pośmiać z adacowskich gwiazdek, które oczywiście fotelik uzyskał w dobrej liczbie. Wsadzili 3 letniego manekina, zapięli jak należy i sprawdzili na ile magiczna poduszka robi robotę przy zderzeniu na poziomie 56 km/h.


Nie robi wcale. Już podczas pierwszego zderzenia szyja manekina była rozciągana z siłą 194 kg czyli prawie o 50% większą niż zalecane. Taki obrót sprawy spowodował, że kierownik testów tego dnia zakończył robotę  i poszedł na ryby, bo głupotami to on się zajmować nie będzie. Pewnie zrobiłbym to samo. Wyniki oczywiście podano do publicznej wiadomości, a sprawę uznano za zamkniętą. W taki oto piękny sposób zakończyła się kariera poduszkowców w Skandynawii.

Dzięki uprzejmości Leny Soerensen duńskiej specjalistki od fotelików mogę wam pokazać jak wygląda Test Plus od środka. Lena jest na tyle miłą babką, że VTI najzwyklej w świecie zaprosiło ją do siebie i pokazało jak należy testować foteliki, a do tego pozwoliła mi korzystać bez ograniczeń z jej relacji.

Zanim o samych testach, warto zwrócić uwagę na to jak dużą rolę podczas projektowania bezpieczeństwa stanowi świadomość różnicy między budową dorosłej osoby, a dziecka. Ten wiszący z sufitu klosz to nie lampa tylko "hełm" mający na pokazać dorosłemu jak czuje się dziecko noszące główkę stanowiącą znaczny procent masy ciała.



Jak zmienia się stosunek masy głowy do reszty ciała? Proszę bardzo:

Noworodek
Masa ciała: 3,4 kg. 
Waga głowy: 0,7 kg
Stosunek w %:  20,6 % 
9 miesięcy
Masa ciała: 9,0 kg
Waga głowy: 2,2 kg
Stosunek w %: 24,4 %
18 miesięcy
Masa ciała: 11,0 kg
Waga głowy: 2,7 kg
Stosunek w %: 24,5 %
3 lata
Masa ciała: 15,0 kg
Waga głowy:  2,7 kg
Stosunek w %: 18,0 %
6 lat
Masa ciała: 22,0 kg
Waga głowy: 3,5 kg
Stosunek w %: 15,9 %
10 lat
Masa ciała: 32,0 kg
Waga głowy: 3,6 kg
Stosunek w %: 11,2 %
Dorosły
Masa ciała: 75,0 kg
Waga głowy: 4,5 kg
Stosunek w %: 6,0 %


Jeśli 75-kilowa osoba chce poczuć się ja roczne dziecko, zakłada na głowę dodatkowe 14 kilo. Zaczynacie już rozumieć, dlaczego każde szarpnięcie głowy jest zagrożeniem dla szyi dziecka? To dobrze.

Po co właściwie Szwedzi badają obciążenia szyi? Podczas wypadku wszystko i wszyscy znajdujący się w aucie poruszają się dokładnie z tą samą prędkością co auto w momencie uderzenia. Zapięcie dziecka w foteliku przodem do kierunku jazdy powoduje, że korpus jest trzymany pasami natomiast głowa bezwładnie leci do przodu i jedyne co ją trzyma to właśnie szyja dziecka. Co prawda jest ona dosyć elastyczna ale gwałtowne rozciągnięcie szyi więcej niż centymetr grozi zerwaniem kręgów i uszkodzeniem nerwów obsługujących całe ciało. Jeżeli siła będzie zbyt duża w najlepszym wypadku dziecko całe życie przejeździ na wózku. Kiepska perspektywa. Żeby było  bardziej dramatycznie to jeszcze w ostatniej części wypadku mózg uderza o ściany czaszki. Przy fotelu zamontowanym tyłem do kierunku jazdy, w momencie uderzenia głowa opiera się o skorupę fotela i w zasadzie nic się nie dzieje. Banalne, a niewiele osób to rozumie.

Następną częścią zabawy był test izi comforta na isofixie. Wykonano go przy prędkości 56kh/h. Przy okazji fajne porównanie: wypadek, przy tej prędkości odpowiada upadkowi z trzeciego piętra. Mimo to wielu rodziców nie bardzo się przejmuje tym, jak zabezpieczone jest ich dziecko w samochodzie. Jednak daję sobie rękę uciąć, że nikt z nich nie zgodziłby się na to, żeby ich dziecko wyskoczyło z trzeciego piętra. Widzicie w tym logikę? Bo ja nie.

BeSafe Comfort po teście wyglądał tak:



Pomimo, że przed testem manekin był zapięty odpowiednio po zderzeniu okazało się, że pasy w wyniku uderzenia są porządnie poluzowane.



Następnie przyjrzano się samemu fotelikowi i w wielu miejscach plastik był wyraźnie nadwyrężony.


 

W tym miejscu Lena prosiła mnie, żeby koniecznie zaznaczył, że powstałe uszkodzenia nie świadczą wcale o słabej jakości fotelika. Co oczywiście czynię, bo jest to tylko idealny dowód na to, że jaka by klasa fotelika nie była, po zderzeniu nie nadaje się on już do niczego!


Dla porównania do testu wzięto izi kida, czyli fotel z tą samą skorupą, ale montowany tyłem do kierunku jazdy.




 Pasy w dalszym ciągu pozostały całkiem napięte...


.... a sam fotelik wyglądał dużo lepiej niż jego brat montowany przodem do kierunku jazdy.


Jakie wnioski z tej całej historii? Po pierwsze: jeśli jeszcze raz usłyszę o rewolucji w postaci I-size to biorę kamienie, kilku związkowców i zaczynamy rzucać. Obiecuję. Z prostej przyczyny: już widzę te metki mówiące o tym, że "fotelik został zaprojektowany z najnowszymi trendami w mega technologii,". Tyle, że trendy w dalszym ciągu są 50 lat za reniferami, ale o tym metki już nie będą wspominać. Drugi wniosek: prawdziwą rewolucją byłoby wprowadzenie szwedzkich standardów. Marzenia. Po trzecie: w dalszym ciągu świadomość rodziców w kwestii przewożenia dzieci jest znikoma, bo w najlepszym wypadku liczą się magiczne gwiazdki. Szwedzi dobitnie pokazali ile są one warte.


PS pozdrowienia od Rudolfa. Lubi colę i banany.


piątek, 22 listopada 2013

Xtensafix w ADAC, czyli nie negocjuj z terrorystą.

Dla wszystkich, którzy chcą mnie spalić na stosie tylko dlatego, że parę miesięcy temu nie czekając na majstrów z adaca napisałem o xtensafixie, że wyprzedził konkurencję o kilka lat świetlnych mam delikatną sugestię. Zgaście pochodnie, schowajcie zapalniczki, odłóżcie krzesiwa, a benzynę wlejcie do baków swoich dyliżansów, bo tania nie jest i szkoda by było.

Sytuacja według ADAC wygląda następująco: po pierwsze, romer xtensafix przy pomocy samochodowych pasów bezpieczeństwa powinien całkiem skutecznie pozbawić głowy wasze dziecko. Po drugie, jeśli uważacie, że głowa jest ważną częścią waszej pociechy i zdecydujecie się na zakup maxfixa powinniście się liczyć z tym, że za dwa tygodnie umrze ono na raka. W najlepszym wypadku przez miesiąc będzie świecić, co może być nawet zabawne, ale też skończy się prędzej czy później śmiercią. Super. Do tego wszystkiego sprawę w kraju nad Wisłą nagłośnił nijaki pro-test, sprzedający wyniki testów foteli dziecięcych przeprowadzonych nie przez siebie, które z resztą są ogólnie dostępne w sieci i całkiem za darmo. Temat podchwyciło kilku dziennikarzy nie widzących różnicy między fotelikiem, a koniem co z kolei spowodowało, że w świat poszła informacja o zaplanowanym zamachu na naszych najmłodszych, a że zamach przygotowali po pierwsze bogaci, po drugie Niemcy to i oburzenie społeczeństwa uchwyciło zacny pułap. I tak to na pierwszy rzut oka wygląda.

A na drugi rzut? Troszkę inaczej. Największą zaletą xtensafixa była możliwość przewożenia dziecka w pięciopunktowych pasach do 25 kg. I tutaj wszystko się zgadza, fotelik spełnia swoją funkcję, majstry nie przyczepili się zbytnio.


Fotelik poległ w momencie testowania manekina zapiętego pasami samochodowymi. ADAC uznał, że dekapitacja pewna, bo pas zdecydowanie trafia w szyje dziecka. Brzmi groźnie. Samego filmu z testu w takiej konfiguracji Niemcy nie udostępnili, ale można znaleźć i domyśleć się jak ta próba wyglądała.


Przyjrzyjmy się:


Tak wygląda manekin przed zderzeniem, a sposób w jaki został przeprowadzony pas bezpieczeństwa nakazuje poważnie zastanowić się nad sensem samego testu. Pytanie: czego spodziewał się ADAC układając go na szyi manekina? Nie mam bladego pojęcia, ale na miejscu romera wpadłbym do tego laboratorium z kilkoma AK-47 na plecach i kulturalnie, acz stanowczo wytłumaczyłbym, że pas piersiowy powinien przebiegać przez ramię, a nie szyję. ADAC tłumaczy, że podczas zderzenia pas wyśliznął się z prowadnicy przy biodrach i stało się co się stało. Nie bardzo mnie to przekonuje, bo pas był tam gdzie go nie powinno być jeszcze przed zderzeniem.




Jaki byłby wynik testu, gdyby ułożenie pasa piersiowego byłoby prawidłowe? Możemy gdybać. Albo wyciągnąć wnioski z odpowiedzi romera. Napisałem, że romer to jedna z firm, której wierzę bezgranicznie. Ale nie jest to wiara oparta na przeczuciach. Romer ma swoje laboratorium i zanim wypuści fotel na rynek testuje go z każdej możliwej strony, rzuca nim z szóstego piętra i okłada bejzbolem, więc jeszcze przed wprowadzeniem swojego produktu na rynek doskonale wie jaką oceną poczęstują go niezależni eksperci. ADAC zrobił więc romerowi psikusa, na którego nie byli przygotowani, bo nikt o zdrowych zmysłach nie mógł założyć, że można wystawić ocenę fotelowi popełniając podstawowe błędy przy montażu. Wewnętrzne procedury testowe romera wykraczają daleko poza normy ECE, stąd ogromne zaskoczenie, że ich fotel według gości w polówkach okazał się być niebezpiecznym dla życia. 

Reakcja romera na zaistniałą sytuację kwalifikuje go jednak do finału konkursu w kategorii "Najmniej subtelne rozwiązanie problemów 2013. roku" gdzie o pierwsze miejsce będzie konkurował z al-Assadem, który rebeliantów postanowił przegonić za pomocą chemii oraz z polskimi patriotami zwalczającymi ogniem i tęczą własne urojenia. Twórcy xtensafixa najzwyklej w świecie wstrzymali jego produkcję, a każdemu kto już się skusił oddaje pieniążki. Szeroki gest, szczerze pierwszy raz słyszę o takiej akcji w fotelikowym świecie. Nie jest to typowy recall, jest to po prostu usunięcie z rynku fotelika okraszonego jedną gwiazdką. Tłumaczą to w ten sposób, że dbają o bezpieczeństwo, jakość, zadowolenie klientów, pandy w Chinach i dzieci w Sudanie. Bardzo fajnie.

A jednak nie. Absolutnie wszyscy stali się zakładnikami gwiazdek, bardzo dobry fotelik zostaje zesłany na banicję tylko dlatego, że jakiś koleś znowu nie potrafił go używać. Ziutki z ADAC kształtują sposób przewożenia dzieci wedle własnego widzimisię, fotele montowane tyłem skreślają na wejściu ze względu na kierunek jazdy, a poduszkowce, do których jest sto tysięcy zastrzeżeń co chwila wygrywają główne nagrody. Dziwię się romerowi, że nie wykorzystali okazji do dyskusji na temat bezpieczeństwa dzieci w aucie. ADAC przypomina terrorystę, któremu nikt nie chce podskakiwać bo jednym guzikiem są w stanie zmieść z powierzchni ziemi nawet najciekawszy projekt. Doszło do sytuacji, że nie ma znaczenia czy fotel jest bezpieczny, tylko to ile ma gwiazdek. Niestety, bezpieczeństwo i gwiazdki od dłuższego czasu nie zawsze idą ze sobą w parze. Proste. I smutne.

Oświadczenie romera dotyczące xtensafixa można znaleźć tutaj:
http://www.britax-roemer.pl/dzial-obslugi-klienta/britax-roemer-xtensafix
A tutaj jak zwrócić fotelik:
http://www.britax.eu/xtensafix#pl