osiemgwiazdek.pl

piątek, 29 marca 2013

Tyłem z przodu? Tak!

!!!WAŻNE!!!

TO CO TUTAJ PRZECZYTACIE DOTYCZY TYLKO I WYŁĄCZNIE TYPOWYCH FOTELIKÓW RWF CZYLI MONTOWANYCH TYŁEM DO KIERUNKU JAZDY. 

Z PONIŻSZYCH PORAD KORZYSTAJCIE TYLKO I WYŁĄCZNIE W SAMOCHODACH NIEWYPOSAŻONYCH W PODUSZKĘ  POWIETRZNĄ LUB Z PODUSZKĄ WYŁĄCZONĄ.

PONIŻSZY TEKST W ŻADNYM WYPADKU NIE DOTYCZY FOTELIKÓW MONTOWANYCH PRZODEM DO KIERUNKU JAZDY. MIEJSCE TAKIEGO FOTELA JEST Z TYŁU!



Zaślepiony powtarzanym jak mantra stwierdzeniem, że "miejsce fotelika jest z tyłu" wierzyłem bezwarunkowo. Ale po raz kolejny okazało się, że niekoniecznie trzeba wierzyć we wszystko co się słyszy, nawet jeśli mówią to ludzie mądrzejsi. Okazuje się, że przy montażu fotela RWF czasami bywa bezpieczniej i praktyczniej jest na fotelu pasażera. Dziwne? Też się zdziwiłem, ale już tłumaczę.



Po pierwsze. Zawsze słyszałem,  że jeśli fotelik jest montowany na tylnym siedzeniu to jest dalej od potencjalnego zderzenia, więc jest bezpieczniejszy. Prawda to, jednak.. oparcie fotelika tyłem do kierunku  o deskę rozdzielczą, która jest jednym z najmocniejszych elementów auta poprawia jego bezpieczeństwo. Okazuje się, że podczas zderzenia fotel mając tak solidny punkt podparcia zachowuje się znacznie lepiej.

Po drugie. Częstym wyznacznikiem do zmiany kierunku jazdy dziecka jest brak miejsca na nogi. Po raz kolejny powtórzę, że jest to problem rodzica a nie dziecka. Natomiast, dla lepszego samopoczucia matki można odchylić oparcie fotela, tak aby miejsca było więcej. Jest miejsce na nogi, więc dłużej jeździmy tyłem. Proste. I bezpieczniejsze.

Po trzecie. Mama prowadząca auto nie musi przeprowadzać gimnastyki, żeby podać dziecku smoczek siedzącemu tyłem na tylnej kanapie. Podczas jazdy taka gimnastyka jest niewskazana, więc mając dziecko blisko siebie można skupić się lepiej na drodze.

Po czwarte. Czasami na tylnym miejscu nie da się zamontować fotelika RWF, ze względu na brak miejsca dla pasażera i rodzic pomimo szczerych chęci decyduje się na fotel przodem. W takim wypadku montaż fotela z przodu może załatwić sprawę. A pasażer niech się pogodzi z kanapą.

Co na ten temat mówią prawdziwi fachowcy?

Britax
Na podstawie testów zderzeniowych i analiz aut powypadkowych uważamy, że miejsce fotelika RWF na przednim siedzeniu jest bezpieczne.

Folksam (firma ubezpieczeniowa)
Najważniejsze to przewozić dziecko tyłem. A na którym miejscu to już nie ma większego znaczenia.

VTI (jeden z najbardziej cenionych instytutów przeprowadzający testy zderzeniowe od 1960 roku)
Oparcie fotelika o deskę rozdzielczą obniża ryzyko obrażeń w porównaniu do fotelika opartego o fotel pasażera.

BeSafe
Bezpieczeństwo między przednim a tylnym miejscem jest takie samo, jednak na przednim fotelu można przewozić dziecko dłużej tyłem.

Volvo
W Volvo każde miejsce jest bezpieczne. ( nie ma to jak wiara we własny produkt ;) )



wtorek, 26 marca 2013

Przegląd foteli RWF część 2: Maxi Cosi Mobi

Foteli Maxi Cosi nie lubię. Przyznaję to uczciwie. Według mnie z całej ich oferty są tylko dwa foteliki godne jakiejkolwiek większej uwagi. PR tej marki jest na najwyższym poziomie, jednak chwalenie się czterema gwiazdkami otrzymanymi w czasie kiedy Kaczyński przybijał piątkę z Lepperem śmiało można nominować do Bambuka Roku. To tak, jakbym się chwalił, że dostałem rower na komunię. Lekko niepoważne i mocno przeterminowane. Nad tymi testami poznęcam się innym razem. Tymczasem słów kilka o jednym z foteli, któremu mimo swojej metki warto poświęcić pięć minut, czyli Maxi Cosi Mobi.

Jednak zanim o mobim, na początek szybki test na spostrzegawczość. Znajdź trzy różnice:


Maxi Cosi Priori
Maxi Cosi Mobi

Dobrze widzicie, oprócz tego czarnego druta między fotelami różnic brak. Co to znaczy? Że mobi to nic innego jak odwrócony priori. A czym jest priori? Fotelem sprzed 12 (słownie: dwunastu) lat. Zamiast wydawać furę pieniędzy na PR i marketing, mogliby stworzyć nową skorupę. Chyba, że ta obecna jest tak dobra, że nie ma potrzeby tworzenia niczego innego..

Największym problemem tego fotela jest to, że jest cholernie niedopracowany. Jak muszę zamontować go w aucie u klienta biorę ze sobą kanapki, termos, kompas i namiot bo nigdy nie mam pewności czy montując ten fotel nie wykorzystam całego urlopu na parkingu pod sklepem. Każdy fotel RWF montowany pasami i dostępny na naszym rynku ma blokadę pasa bezpieczeństwa, którym montuje się fotelik. W mobim oczywiście blokady brak. Klamra od dodatkowych pasów to porażka. Do ich naciągnięcia w wyposażeniu fotela powinni dodawać marynarza Popeye'a i dwie puszki szpinaku. Gratis. I dożywotnio. Jedyna opcja, żeby je solidnie naciągnąć to położyć się na fotelu, przechylić go w stronę pasa i kazać Popeye'owi robić swoje. Inaczej po prostu nie da rady. Regulacja nogi - tragedia. Działa w miarę sprawnie do momentu, w którym działać nie musi. Gdy jest faktyczna potrzeba ustawienia jej w żądanej wysokości, robi wszystko żeby ustawić się po swojemu. Niestety, Popeye'a w zestawie brak, więc montaż spoczywa na barkach zwykłych ludzi. Czym skutkują te wszystkie niedogodności? Ano tym, że na jakimkolwiek sprawdzeniu foteli nie spotkałem się z całkowicie stabilnie zamontowanym mobim. Nigdy. W każdym jednym fotelu część bliższą oparciu kanapy można było przesunąć w lewo-prawo o pięć, dziesięć centymetrów. Niedopuszczalne.



Jeśli w poprzednim poście narzekałem na ciężki montaż Belogica, to te narzekania potraktujcie jako zbytnie przyzwyczajenie do wygody z mojej strony. Montaż mobiego bywa drogą krzyżową. Pozostaje mi pogratulować wszystkim, którzy kupili ten fotel przez neta i nie mając żadnego doświadczenia zamontowali go przy pomocy instrukcji i filmów z youtuba. W przypadku mobiego rzadko te dwie instytucje wystarczają do poprawnego montażu. Ostatni mankament to tapicerki. Niestety, do najlepszych nie należą, a od fotela za te pieniądze powinno się wymagać nieco więcej.

A co dobrego można powiedzieć o tym tronie? Na pewno to to, że jest. Jest jedynym fotelem RWF, który można kupić w cenie solidnych FWF czyli w granicach 800-900 zł, a to niewątpliwy argument. W przypadku foteli montowanych tyłem do kierunku jazdy cena bywa zaporą nie do przejścia. Maxi cosi mobi jest alternatywą, która pomimo swoich wielu niedociągnięć, ma sens istnienia na rynku i jest ważną pozycją w segmencie tych fotelików. Fotelik jest całkiem spory, chociaż pomimo tego co wskazuje  homologacja nigdy nie posłuży do 25kg. Ale to przypadłość wszystkich RWF. Na plus całkiem dobra pozycja do spania, miejsce w aucie oczywiście zabiera. Regulacja pasów bezpieczeństwa taka jak w każdym fotelu sprzed dziesięciu lat, czyli przekładanie przez plecy fotelika. Nie boli za bardzo, bo nie robi się tego zbyt często. Osobiście dziwię się, że na flagowy produkt tej marki windowany jest model tobi, który jest totalnie przereklamowany, natomiast bądź co bądź solidny fotelik RWF jest głęboko w jego cieniu.

Mimo wszystko fotel jest godny polecenia. Pozwala na przewożenie dziecka tyłem najniższym, możliwym kosztem. Brak szwedzkiego testu plus daje do myślenia, ale jest rekomendowany na stronach NTF, więc o jego bezpieczeństwo można być spokojnym. Pod warunkiem, że jest prawidłowo zamontowany.

 Książę Krakowski i Królewicz Ziemi Małopolskiej w jednym jako zwycięzca konkursu "Spostrzegawcza Mama" na swoim tronie

piątek, 22 marca 2013

Przegląd foteli RWF część 1: Graco Belogic

Przegląd zaczynamy od fotela nieznanego, ale jednego z bezpieczniejszych i bardzo popularnego na północy.



Graco Akta Belogic


Fotel swoje kosztuje, w zasadzie jak prawie każdy RWF, ale może też się pochwalić szwedzkim testem plus, będącym gwarancją najwyższego bezpieczeństwa. Jego cena oscyluje w granicach 1300 zł, czyli jak na trony tego typu to norma. 



Przeznaczony dzieci w grupie 9-25 kg, mocowany pasami i tylko tyłem do kierunku jazdy. Zasada montażu nie różni się zbytnio od innych fotelików RWF ale jego amerykańskie korzenie zdradza fakt, że nie ma dwóch pasów mocujących tylko jeden, który po zamontowaniu jest w kształcie odwróconego Y. Dla bezpieczeństwa raczej różnicy nie robi, dla samego montażu troszkę tak.




A przy montażu można się spocić. Szczególnie trzeba uważać na to, żeby część fotela, która opiera się o oparcie kanapy robiła to całą powierzchnią a spód fotela jednocześnie przylegał do siedziska kanapy. W autach z prostymi kanapami daje się to zrobić w miarę łatwo. Jeżeli kanapa jest profilowana, to gorzej. Czasem się uda, czasem fotel trzeba wybrać inny bo ni cholery nie pasuje. Można by się jeszcze przyczepić do blokady pasa bezpieczeństwa. Jest tylko jedna (ale przynajmniej jest) i nie działa tak jakbyśmy tego chcieli.  Dociągnięcie pasa bezpieczeństwa wymaga gimnastyki, dlatego fotel dobrze jest montować we dwie osoby. No i klamra od pasa mocującego fotel mogłaby działać troszkę lżej, gdyby były dwa pasy dociągniecie ich sprawiałoby mniej trudności. Tak czy inaczej, daje się zamontować ten fotelik bardzo stabilnie.

Samo siedzisko jest duże, ma regulację położenia, która po dobrym zamontowaniu faktycznie działa i pozwala przewozić dziecko nawet podczas snu. Miejsca na nogi jest sporo, w aucie Belogic też zajmuje trochę. Mniej od combiego, więcej od maxwaya. Tapicerki ok. Szału nie ma, są lepsze ale znam i gorsze.

Ogólnie polecam, ale raczej nie do samodzielnego montażu. Nie bardzo jest za co szczególnie pochwalić ten fotelik (oprócz testu plus), ale i pojechać bez pardonu też się po nim nie da. Jedyna rzecz do której się można przyczepić to nie do końca dopracowana prowadnica pasa i klamra od pasa mocującego. Jeżeli już fotel jest stabilnie zamontowany, to nic tylko jeździć i cieszyć się jednym z najbezpieczniejszych fotelików na rynku.

czwartek, 21 marca 2013

Czy edukacja powinna być za darmo?

Spotkałem się ostatnio z ciekawą opinią, że za wszystko powinniśmy płacić. Za lekarza, za grabarza i za szkołę. Ciężko się nie zgodzić, wszak w dzisiejszych czasach nie ma nic za darmo. Jednak za dwie pierwsze instytucje płacimy niestety podwójnie. A z tym zgodzić się nie potrafię. Na panów w białym kitlu i czarnym gajerku, co miesiąc (świadomie, bądź nie) każdy z nas płaci państwu niemałe pieniążki z tytułu różnego rodzaju świadczeń. Z racji opłacanych składek obaj panowie swoje już ode mnie dostali i co miesiąc dostają, więc w teorii nie powinni robić żadnej łaski, że się do nich zgłaszam. Albo mnie zgłaszają do nich. W teorii, bo jak potrzebuję iść do lekarza to (nie)chętnie mnie przyjmie ale za pół roku. Do tego czasu albo nie będę pamiętał, że byłem chory albo będę wąchał kwiatki od spodu. Także lepiej wybrać opcję prywatną, zapłacić 150zł za receptę na aspirynę i spokojnie leżakować w łóżeczku. Jeśli zdecydowałbym się na leżakowanie sześć stóp pod ziemią to też w teorii na koszt państwa. Normalnie zus wypłaca zasiłek pogrzebowy. Fajnie, jednak zasiłek ma się nijak do samej imprezy związanej z przysypaniem mnie czarnoziemem czy inną gliną, bo nie pokrywa nawet połowy kosztów całego pogrzebu. Według zusu nagrobek i stypa to już zbędny wydatek. Jak to zbędny?! Przecież cokolwiek na czym można by mi zapalić świeczkę na początku listopada to chyba nie jest zbędny wydatek. O stypie nie wspomnę. Równie dobrze można powiedzieć, że wesele po ślubie to zbędny wydatek. A gdzie poprawiny? Oczywiście, że grabarz powinien być gratis. Nie po to płacę ogromne pieniądze zusowi, żeby w momencie gdy pójdę mieszkać na chmurce wypiął się na mnie i postawiał moją rodzinę w niezręcznej sytuacji pod tytułem: wspominamy pana proste bardzo miło, ale kończymy znajomość z momentem jego odejścia, więc imprezę pożegnalną organizujcie na swój koszt. Niefajnie. Średnia wieku w Polsce każe mieć pewność, że zejście z tego świata odbywa się tydzień po przejściu na emeryturę. W naszym kraju mieszka osiem osób, które wyjęło z zusu więcej niż włożyło, więc dlaczego, do cholery, oszczędzają na godnym skreśleniu mnie z listy zainteresowanych emeryturą? Na lekarza i grabarza płacę co miesiąc, więc cokolwiek od nich chcę to mam to dostać. Może kiedyś wyjdę na ulicę i się o to upomnę, póki co marnuję czas na zarabianiu pieniążków potrzebnych do budowy kolejnego pałacu króla Zusa.
A co ze szkołą? Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowane. Nic dodać, nic ująć. Edukacja musi być darmowa. Od niej zależy jakość społeczeństwa i wyzwolenie jego potencjału. Jest to mądrość uniwersalna, dotyczy wszystkich szerokości geograficznych. Każdy gość z brodą i nazwiskiem Al-Salaam potrafi zrobić bombę z czajnika i garści kamieni. Każdy skośnooki Lei Wang wie jak uszyć dżinsy i jak zrobić ajfona mając dostępne tylko jego zdjęcie z internetu. Każdy amerykański policjant potrafi zjeść trzydzieści pączków w minutę i prawidłowo zamontować fotelik samochodowy. I tak o to dochodzę do sedna. Każdy rząd, w zależności od potrzeb społeczeństwa czy ilości wrogich wojsk okupujących kraj, powinien zapewnić minimum edukacji niezbędnej do życia codziennego. Na szczęście w Polsce nie ma już potrzeby  konstruowania bomb z butelek, jest za to obowiązek przewożenia dzieci w fotelikach. Fotelik źle zamontowany nie spełnia swojej funkcji. Skoro ktoś mądry wyliczył, że 70% fotelików jest błędnie montowanych, to znaczy że pomimo szczerych chęci nasze dzieci nie są chronione. Dbanie o najmłodszą część narodu powinno być obowiązkiem zarówno rodziców jak i rządzących. Nie podoba mi się fakt, że rząd ma w dupie foteliki. Można edukować społeczeństwo w zakresie ochrony środowiska i lasów tropikalnych (tak jakbyśmy jakikolwiek posiadali). Pojawiają się akcje mówiące o tym, że na czerwonym świetle nie wypada wjeżdżać na przejazd kolejowy (po czym twarz twarz kampanii pojawia się w kronikach policyjnych, bo po kielichu spowodowała stłuczkę). To dlaczego nie można nauczyć młodych rodziców jak poprawnie zamontować fotelik?  Ktoś zaraz krzyknie, że nie stać nas na to. Jeśli goście organizujący euro dostali po półtorej bańki premii tylko za to, że żaden rosyjski kibic nie został zabity przed meczem z Polską to oznacza, że jednak mamy gdzieś ukryte zasoby na zbędne wydatki. Może by uszczknąć z nich troszkę i wydać kilka zer na edukację, żeby rodzic wiedział jak przewozić swoje dziecko. To powinno być gratis. Lekarz i grabarz nigdy nie będą za darmo, płacimy na nich od momentu podjęcia pierwszej pracy, kiedy jesteśmy okazami zdrowia, a słowo "grabarz" kojarzy nam się z koncertami, których z racji ilości wlanego w siebie alkoholu i tak nikt nie pamięta. Natomiast świadomość rodzica bez szemrania powinna być podnoszona z budżetu państwa.

Prosty przykład z Norwegii, w przedszkolach wiszą takie plakaty:


Naklejka na plecach jak z paczki pocztowej z napisem "ostrożnie", poniżej "tyłem bezpieczniej". 

Czy to tak wiele?

środa, 20 marca 2013

Podsumowanie Bezpiecznego Fotelika na Śląsku

Na początku chciałbym serdecznie podziękować wszystkim rodzicom, którzy docenili naszą pracę i pogratulować odpowiedzialnego podejścia do przewożenia dziecka w aucie.

Cała akcja cieszyła się nad wyraz dużym powodzeniem. Do tego stopnia, że lokalne władze uznały ją za imprezę masową, przysyłając do pomocy policję 


oraz straż pożarną. 


Krążył jeszcze helikopter, ale nie mam pojęcia kto w nim siedział.


Z nieoficjalną wizytą pojawił się gość, proszący o nieujawnianie jego personaliów, jednak dzięki zdjęciu zrobionemu z ukrycia na pobliskim lotnisku, możecie się domyślać kim on był.


Co do samej akcji to zdecydowanie była potrzebna. Okazała się jednak kroplą w morzu potrzeb. Mierzyłem się zarówno z fotelikami typu recaro polaric czy graco belogic jak i coneco zenith. Świadomość rodziców jest bardzo różna, niektórym wystarczyło 10 minut rzeczowej rozmowy aby rozwiać wątpliwości, z innymi trzeba było spędzić dwie godziny tłumacząc od podstaw czym jest fotelik. 



Z prywatnych obserwacji, na duży plus dla społeczeństwa to wyraźne zainteresowanie fotelami montowanymi tyłem do kierunku jazdy. To co dla części rodziców wydaje się być ekstrawagancją, dla innych jest naturalnym sposobem przewożenia dzieci. 


Na minus to niestety wciąż zauważalne traktowanie fotelika na równi z łopatką do piaskownicy. Jest bo jest. W takich przypadkach ciężko jest nawet mówić o jakichkolwiek błędach montażowych. Zdarzały się fotele najzwyklej w świecie nie zamontowane. Postawione na kanapie z przeciągniętym byle jak pasem omijającym każdą prowadnicę. W takich przypadkach samo sprawdzenie montażu fotelika zaczynałem od pokazania naklejki przedstawiającej prawidłowy przebieg pasa.

Wielu rodziców stwierdziło, że sama instrukcja nie wystarcza do idealnego zamontowania fotela i było wdzięcznych za pokazanie prostych, a zarazem skutecznych trików poprawiających stabilność fotela w aucie. Przykre jest, że rodzice dowiadywali się rzeczy, które powinni wiedzieć jeszcze przed zakupem fotela a nie w trakcie jego użytkowania. 

Ogólnie było miło. Mam słabość do ludzi uśmiechniętych, szanujących drugiego człowieka i chętnych do nauki, a właśnie takie osoby tam spotkałem. Pomimo, że nasze zaangażowanie było całkowicie bezpłatne, nie obyło się bez miłych podarków w postaci różnego rodzaju łakoci, za co serdecznie dziękuję w imieniu wszystkich tych, którzy te łakocie pałaszowali. Na pewno powtórzymy powyższe warsztaty, o dacie i miejscu oczywiście będę informował. 

Pozdrawiam i dziękuję za przybycie!

piątek, 15 marca 2013

Pasy z poduszką powietrzną dla najmłodszych

Szperając po amerykańskich stronach fotelikowych znalazłem takie coś:



Pasy bezpieczeństwa z poduszką powietrzną dla najmłodszych ( i dla najstarszych również). Ciekawe? Jeszcze jak! To cudo jest oferowane za wielką wodą w fordzie explorerze. Na ile rzeczywiście poprawia bezpieczeństwo? Nie wiem. Czy można go używać z większością fotelików? Zdecydowanie nie. Czy ma to sens? Jeśli poprawia bezpieczeństwo to oczywiście. Jeśli nie, no cóż, pozostanie kolejnym genialnym pomysłem nie mającym żadnego przełożenia na życie codzienne.

Oświadczenie Cybexa ws. testu z dachowania


Warszawa 2013-03-14

OŚWIADCZENIE DYSTRYBUTORA MARKI CYBEX NA RYNKU POLSKIM
FIRMY BABY LAND
W SPRAWIE OPUBLIKOWANEGO TESTU

Szanowni Państwo,
Chcielibyśmy podkreślić, że produkt pokazany w filmie udostępnionym na kanale You Tube przez Britax UK nie jest fotelikiem marki Cybex.
Foteliki marki Cybex wyglądające wizualnie podobnie do testowanego fotelika, wyposażone są
w zupełnie inną konstrukcyjnie, regulowaną osłonę tułowia.
Głównym celem i istotą kultury firmy CYBEX jest wprowadzanie na rynek fotelików samochodowych wyposażonych w najnowocześniejsze technologie, które zapewniają najwyższe bezpieczeństwo i maksymalną ochronę dzieciom w każdego typu wypadku na drodze.
Ponadto celem i elementem polityki handlowej firmy Cybex jest dostarczanie wyczerpujących informacji na temat swoich produktów bez niepokojenia klientów i oczywiście bez publicznego oczerniania innych firm na rynku.
Firma Cybex szanuje wszystkich graczy na rynku, którzy także szanują jej pracę i poświęcają
swoje starania, aby poprawić bezpieczeństwo dzieci w ruchu ulicznym.

Chcielibyśmy zwrócić uwagę na następujące fakty:

Wszystkie produkty CYBEX spełniają wszystkie legislacyjne normy (ECE R-44/04 i inne).
Aby został dopuszczony do użytku, fotelik musi zostać przetestowany w następujących rodzajach wypadków:
- ZDERZENIE CZOŁOWE: uderzenie przy prędkości ok. 50 km/h
- ZDERZENIA TYLNE: przy prędkości ok. 30 km/h
- DACHOWANIE: tutaj symulowane jest dachowanie
Fotelik nie może być używany w samochodzie ani wprowadzony na rynek, jeżeli nie
przejdzie wszystkich przewidzianych przez prawo testów.
Odkąd powstał CYBEX, wszystkie jego foteliki samochodowe były poddawane niezależnym testom przeprowadzanym przez wiodące i uznane na świecie organizacje konsumenckie. CYBEX może
z dumą twierdzić, że jest jednym z niewielu producentów fotelików samochodowych, który regularnie zdobywa najwyższe oceny w zakresie bezpieczeństwa swoich produktów. Oceny te
są przyznawane przez takie organizacje jak ADAC, Stiftung Warentest, Auto Bild, Auto Motor und Sport i Auto Zeitung z Niemiec, RACE z Hiszpanii, “Which?” z Wielkiej Brytanii Quo “Que Choisir”
z Francji – aby wymienić tylko niektóre.


Na przestrzeni lat badania przeprowadzone przez prestiżowe instytucje oraz organizacje konsumenckie niezaprzeczalnie potwierdziły, że najbezpieczniejszym sposobem przewożenia niemowląt i małych dzieci jest:
1. przewożenie tyłem do kierunku jazdy, a zaraz po nim jest
2. przewożenie w fotelikach z osłoną tułowia – która jak napompowana poduszka powietrzna powoduje równomierny rozkład sił działających w czasie zderzenia na całej powierzchni osłony. A więc suma sił działających w czasie wypadku jest znacznie mniejsza niż w przypadku fotelika z szelkami bezpieczeństwa.
Foteliki z osłoną tułowia regularnie otrzymują najwyższe oceny w testach Stiftung Waretest
i ADAC i są jednymi z najwyżej ocenianych w swoich grupach. W testach Stiftung Warentest
z lat 2007-2012 trzy najwyżej oceniane foteliki w grupie I to foteliki z osłoną tułowia.
Wśród fotelików, które rosną razem z dzieckiem z grupy I/II/III wyższość fotelików z osłoną tułowia jest jeszcze bardziej wyraźna – 9 z 10 najwyżej ocenianych fotelików jest wyposażonych w to rozwiązanie i uzyskuje doskonałe rezultaty w kategorii bezpieczeństwo w czasie wypadku.
W zeszłym roku w teście 06/2012 po raz pierwszy od wielu lat Stiftung Warentest oraz ADAC przyznały fotelikowi z grupy I ocenę „BARDZO DOBRY” w kategorii bezpieczeństwo w czasie wypadku – był to zwycięzca testu 2012, fotelik CYBEX Juno-fix (grupa I), czyli FOTELIK Z OSŁONĄ TUŁOWIA!
Statystycznie nieznane są nam przypadki wypadków, w których brały udział dzieci siedzące w foteliku z osłoną tułowia i doznałyby one poważnych lub śmiertelnych obrażeń w czasie dachowania. Podkreślamy, że w całej historii firmy CYBEX nie znamy przypadku, gdy dziecko ucierpiałoby lub zginęło w foteliku CYBEX w takim wypadku, jak pokazano na filmie.

WNIOSKI

Firma Cybex, jak każdy odpowiedzialny producent fotelików, dąży do tego aby jej foteliki samochodowe w maksymalnie możliwy sposób chroniły dziecko w różnego rodzaju kolizjach drogowych.
Mamy nadzieję, że udało nam się wyjaśnić wątpliwości, które pojawiły się w związku z tą sprawą. Życzymy wszystkim bezpiecznego podróżowania, bez względu na to, jakiej marki fotelik wybrali. Oczywiście będziemy szczęśliwi, jeżeli wybierzecie foteliki CYBEX, tak jak wszyscy pracownicy firmy Cybex , którzy przewożą w nich swoje dzieci.

Zespół Baby Land

poniedziałek, 11 marca 2013

Super fotelik w dobrej cenie + gratis kredki. Warto

Dla wszystkich, którzy uważają, że można kupić tani i dobry fotel


Jak widać chętnych nie brakuje. Co dostajemy do fotela?


Przy okazji konkurs: znajdź błąd na zdjęciu. Są też i ukochane kredki!


Fajnie, że chociaż kredki są bezpieczne z tego całego zestawu. Znaczy, że trzeba pokolorować fotelik przed podróżą? Czy dziecko musi je mocno ściskać podczas jazdy? W takim razie, tego fotela, ktoś zapomniał pomalować:





I to by było na tyle..


niedziela, 10 marca 2013

Czarny PR czy nie? To nieważne.

Emocje związane z taśmami britaxa już opadły, więc może czas na chłodniejszą analizę ostatnich wydarzeń. Co jest pewne? Że oberwało się poduszkowcom. Że ADAC dał ciała. Że klienci zostali zrobieni w jajo. Że ci, którzy powinni dawno temu się wypowiedzieć nie zrobili tego. Że teraz, na fali emocji, każdy jest mądry. Poniższy tekst kieruję oczywiście do rodziców, ale również i do tych którzy twierdzą, że nie obchodzą mnie żadne analizy - sranalizy. Obchodzą mnie i to bardzo, tylko wyobraźcie sobie, że żeby dostać takie rzeczy to trzeba na głowie stanąć. Nie da się ich znaleźć w super expressie czy innym metro.

Strzał, który dostał kiddy, a rykoszetem i cybex na pewno jest bolesny. Firmy półkowe mają około 10% rynku w tym segmencie fotelików. Dużo, mało? Ciężko powiedzieć. I trochę szkoda, że ludzie od razu doszukują się czarnego PR. Przecież w fotelu z taką ilością wyróżnień, nagród i gwiazdek nie powinno się zdarzyć, że dziecko wypada z fotelika i nie ma znaczenia czy to był jeden obrót czy osiem. Po prostu nie powinno. Jest to tylko kolejny dowód na to, że te fotele były (są) robione pod testy, w których jesteśmy zakochani. Pytanie tylko kto jest temu winien? Producent, że wykorzystał zaślepienie i durną miłość do gwiazdek, czy klient który się nie zastanawia co kupuje. Dachowanie w tym fotelu to najmniejszy problem, bo jak słusznie zostało zauważone nie zdarza się często. Ale ktoś w brutalny sposób pokazał, że gwiazdki to nie wszystko i warto się zastanowić co się kupuje. Mnie bardziej boli, że nikt nie pokazał jakichkolwiek naukowych analiz. Boli mnie to, że nikt kto ma cokolwiek do powiedzenia o fotelach w tym kraju nie zająknął się nawet pół słowem. Kto miał się odezwać? Oczywiście ci, którzy o fotelach wiedzą (prawie) wszystko. A stamtąd cisza jak makiem zasiał, tylko teraz jak temat się zrobił na czasie jakieś pobąkiwania, że na szkoleniach zwracali uwagę. Tyle, że szkolenia są dla ludzi zawodowo związanych z branżą, a tym jak widać nie na rękę przekazywać dalej jakiekolwiek zastrzeżenia. Kasa jest kasa, sklep ma zarobić, a niekoniecznie wypuścić rodzica z dobrym (czytaj bezpiecznym) fotelem, co zrobić. Dlatego posypcie panowie inżynierowe głowę popiołem, przyjmijcie na spokojnie to co tu przeczytacie i wyciągnijcie wnioski na przyszłość. Nie nazywam siebie fachowcem od biowszystkiego. Jestem tylko sprzedawcą fotelików. Ale myślę, że po skończeniu studiów na kierunku fizyki, mam troszkę większe pojęcie o tym co się dzieje z ludzkim ciałem podczas wypadku, niż sprzedawca w sieci sklepów o dużej rotacji pracowników. Nie jest też dla mnie zrozumiałe wasze tłumaczenie, że nie będziecie nic wyrokować, bo nie ma żadnych analiz naukowych na ten temat. Otóż są, mam je w ręku i pochodzą z zeszłego roku. Opierają się o badania ADAC oraz projekt CASPER, skupiający największe fotelikowe głowy na świecie i mający dane z dużej ilości rzeczywistych wypadków z udziałem dzieci. Nie dotyczą one dachowania, dotyczą zagrożeń jakie niesie za sobą najzwyklejsze w świecie zderzenie i porównania dwóch systemów zabezpieczeń jakimi są fotele z własnymi pasami i fotele z poduszką. Część z tych dokonań inżynierów pozwolę sobie upublicznić.

Poniżej dwa wykresy. Pierwszy dotyczy procentowego podziału na rodzaj obrażeń odniesionych przez dzieci zapięte w fotel montowany przodem do kierunku jazdy z klasyczną uprzężą biorących udział w wypadkach. Badana grupa to 116 dzieci, a dane pochodzą z wywiadów dotyczących rzeczywistych zderzeń czołowych:




Wyraźnie widać, że najbardziej zagrożona jest głowa dziecka. Pozostałe części ciała, są chronione w podobny sposób.
Drugi wykres przedstawia obrażenia i ich ilość, które są wynikiem rzeczywistych wypadków i dotyczą dzieci, które były przewożone w fotelikach z barierą. Badana grupa to zaledwie 34 dzieci. Wynika to z faktu, że fotele z tym rodzajem zabezpieczeń nie są tak powszechne jak fotele z pasami 5-punkowymi.





Co nam mówi ten wykres? Po pierwsze jest czarno na białym, że użycie bariery zwiększa ryzyko urazów brzucha (abdomen) oraz klatki piersiowej (chest). Wspominałem o tym we wcześniejszych postach, teraz przedstawiam wyniki z życia wzięte. Nie do końca widać na tym wykresie, przewagę foteli z półką nad fotelami z uprzężą w kwestii ochrony górnych partii ciała dziecka (neck, head). Skąd to się bierze? Otóż stąd, że uszkodzenie kręgosłupa jest złożonym procesem, na który może mieć wpływ bardzo wiele czynników, a przedstawione w reklamowych animacjach cudowne działanie poduszki ma się nijak do rzeczywistości.

Teraz troszkę cyferek. Test wykonano na ławce, takiej jakiej używa się podczas testów homologacyjnych z manekinem Q1. Do testów wzięto fotel z uprzężą na isofixie, dwa fotele montowane pasami (z czego jeden to wersja ekonomiczna z kredkami i flamastrem gratis) i cztery różne poduszkowce. Zmierzono przemieszczenie się głowy, siła jaka działa na głowę, ryzyko obrażeń głowy, siły działające na szyję, ryzyko obrażeń szyi, siły działające na klatkę piersiową, odkształcenia klatki i ryzyko jej obrażeń.




Co nam mówi ta tabelka? Pierwszy wniosek, to taki że w fotelu z kredkami w komplecie wskaźnik obciążenia głowy HIC przekracza 1000, czyli pułap obrażeń śmiertelnych. Warto o tym pamiętać, wybierając ładny fotel w dobrej cenie. 
A co z poduszkowcami? Całkiem niski poziom przemieszczania się głowy (zapewne będący wynikiem walnięcia twarzą o poduszkę) oraz niski poziom ruchu klatki piersiowej (zapewne będący wynikiem walnięcia korpusem o poduszkę). Z drugiej strony mamy wysokie obciążenia szyi i klatki piersiowej. W porównaniu do foteli z pasami, ochrona głowy jest na podobnym poziomie natomiast ochrona szyi oraz korpusu dziecka wypada znacznie gorzej.

Następna tabela to porównanie sił działających na głowę, szyję i korpus dziecka oraz ryzyka odniesienia obrażeń w fotelach z poduszką, względem fotela z pasami 5-punktowymi.



Na szybko, kryterium HIC dotyczy obrażeń głowy i ryzyka utraty życia z nimi związanymi. NIJ mówi o obrażeniach szyji, natomiast chest VC dotyczy obrażeń klatki piersiowej. Jeśli ktoś ma ochotę wgłębić się co dokładnie znaczy dany skrót, zapraszam do lektury. Do badania wzięto dwa fotele z różnymi poduszkami i dwa manekiny Q1 i Q3 odpowiadające minimalnemu i maksymalnemu wiekowi dziecka przewożonego w foteliku z tym rodzajem zabezpieczeń. Linia na poziomie 100% odnosi się do fotela z pasami. To co jest nad nią oznacza,  że dana siła, prędkość czy inne opóźnienie jest na wyższym poziomie niż w fotelu z pasami o tyle procent ile wskazuje wykres. Analogicznie to co jest poniżej 100% oznacza, że dana siła, opóźnienie czy ryzyko są niższe. To teraz się pytam: gdzie ta rewolucja? Nie widzę żadnych przesłanek mówiących o tym, że poduszka lepiej chroni dziecko. 

Nie mam wiadomości jakie fotele zostały wzięte do testów.

Wnioski, które wynikają z porównania, którego część tutaj przytaczam są następujące:  fotele z poduszką nie obniżają ryzyka urazów kręgosłupa, jak to było i jest przedstawiane. Użycie poduszki znacząco zwiększa ryzyko obrażeń klatki piersiowej i brzucha. Procedury i manekiny testowe nie są przygotowane na testowanie tego rodzaju zabezpieczeń.

Gdzieś tam wyczytałem, żeby nie szafować hasłami, że ADAC się skończył. Daleki jestem od tego, ale sam sobie w nogę strzelił. Po co były te testy? Podane wyniki wyglądają tak jakby masę zmierzyli w centymetrach. Na pewno ich wizerunek ucierpiałby dużo mniej gdyby głośno powiedzieli: nie będziemy testować tych foteli, bo na obecną chwilę nie potrafimy tego zrobić. Wystarczyłoby to. 

I na koniec: nie byłoby tej całej aferki, gdyby przewożenie dziecka w fotelach tyłem do kierunku jazdy byłoby rzeczą normalną. Ktoś gdzieś napisał, że wszystkie fotele mają jakieś wady. Zgadzam się z tym, tyle tylko, że fotele RWF mają ich najmniej.

Dane, wykresy i pełne opracowanie można znaleźć TUTAJ

sobota, 9 marca 2013

Z dedykacją dla tych co mnie nie kochają

Bo wcale mnie kochać nie musicie. Śmiać mi się chce jak słyszę zarzuty że mam jakieś układy, że robię komuś pod górkę i że zacząłem wojnę z całą branżą. Żal patrzeć, teraz Polska chciałoby się powiedzieć. Boli was, że tak ta branża wygląda? To wy ją tworzycie, popatrzcie w lustro i odpowiedzcie sobie czy gościu naprzeciwko jest fair. Jeśli wam pokiwa głową to pogratulować dobrego samopoczucia i samouwielbienia. Narcyz to przy was amator.
Nie jestem krawcem, skończyłem Politechnikę Wrocławską, z wykształcenia jestem fizykiem i rozumiem trochę więcej niż tekst kolorowej ulotki. Nie piszę tego bloga żeby dojechać konkurencję, nie piszę żeby pogrążyć firmę x, nie piszę żeby skalać własne gniazdo. Nie mam z tego złamanego grosza, nikt mnie nie podpłaca i nie wystawiam faktur za marketing. Ciężko wam to zrozumieć? W takim razie raz jeszcze gratulacje, tym razem za ciekawe podejście do życia i oczka przesłonięte pieniążkami. Pieniążki to nie wszystko. Zarzuty i oskarżenia lecą z wielu stron, od tych co wiedzą prawie wszystko, od tych co się wożą po mieście i od tych co prowadzą selekcję jak bramka w fajnej knajpie. Wszyscy albo macie problem ze sobą albo coś za uszami i ewidentnie prawda wam nie leży. Tyle, że to nie jest mój problem. Bądźcie w porządku wobec ludzi, to ludzie będą w porządku wobec was. Proste.
Piszę po to, żeby klient miał świadomość jaki fotelik kupuje i żeby jego dziecko było bezpieczne. Takie trudne? No to open your mind, jak śpiewała miła pani z Zachodu. Chciałbym żeby rodzic kupował bezpieczny fotelik a nie myślał, że kupił bezpieczny fotelik. Delikatna różnica a robi znaczenie. Mieszkamy w takim kraju, w którym nikogo nie obchodzi, że rodzice są codziennie oszukiwani i kupują chłam, który w razie wypadku nie ochroni ich dziecka. Powiecie, że sami sobie winni? Nie są sobie winni, bo edukacja w zakresie bezpieczeństwa leży i kwiczy. Zresztą nawet nie kwiczy. Nie ma jej. Wszechwładni Rzeczpospolitej mają w tyle foteliki. Prędzej wymyślą comiesięczną pensję dla matki z dzieckiem, którego nie udźwignąłby nawet budżet całej Zatoki Perskiej, niż wyłożą parę groszy na jakąkolwiek edukację. Mam kolegę, który społecznie chce tłumaczyć rodzicom zawiłości fotelikowe. Zamiast nosić gościa na rękach, urzędnicy i inni mądrale rzucają mu kłody pod nogi. Po co? Nie chcecie pomagać to przynajmniej nie przeszkadzajcie. W sieci można trafić na płatny blog fachowca od fotelików. Wszystko ładnie ubrane w krawat i koszulę z zerowym zasięgiem. Brak informacji merytorycznych i faktycznie ważnych dla rodzica, bo te są zarezerwowane na płatne szkolenia. Znowu pojawia się słowo płatne. Ilu rodziców dzięki tej opcji naciśnie czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu? Nie żebym miał z tym problem, każdy ceni swoją pracę wedle własnego uznania, normalna rzecz. Tyle, że z automatu ogranicza się ilość odbiorców, a przy stanie wiedzy rodziców nie jest to działanie prospołeczne. Inne alternatywy? Brak. W momencie kiedy ktoś próbuje to zmienić spotyka się z durnym szczekaniem. Walcie się trolle. Boli was, że ktoś mówi głośno jak jest? Tym razem nie gratulacje, tylko wyrazy szczerego współczucia. Dzięki takim jak wy, Polska wygląda jak wygląda. Równacie do dołu i  robicie z szamba perfumerię. Może być do dupy, byleby stabilnie. Taką sobie drogę wybraliście, nic mi do tego. Tylko już mi tu nie spamujcie i nie piszcie idiotycznych wpisów.
Gdzie jest wasz problem? W tym, że dzielę się wiedzą za darmo? To raczej mój problem, bo robię bokami i każdą gotówkę przyjmę chętnie. Ale w świadomości rodziców nie będę jej szukał. A może w tym, że nie wiecie co sprzedajecie? To już faktycznie wasz problem, więc dobrze by było gdyby chociaż klient wiedział co kupuje. Nie podoba wam się to, że ktoś popsuł układ? Nie jest mi przykro, bo wystarczyło wcześniej ruszyć głową i nie traktować klienta jak idioty. Szkoda tylko dzieci, których rodzice chcieli jak najlepiej ale dzięki ignorancji czy też cynizmowi sprzedawców wyszło średnio.
Właśnie po to piszę. Żeby dać rodzicom odrobinę wiedzy, żeby nie dawali się robić w bambuko. Nie chodzi tutaj o waszą czy moją kasę, ja nikomu nie zabraniam sprzedawać foteli. Róbcie to, tylko róbcie to z głową i ze świadomością tego co robicie, bo zbytnia zachłanność czy po prostu niewiedza może kosztować czyjeś życie. A wrzucanie kretyńskich komentarzy tylko utwierdza mnie, że robię to co właściwe. Proste.

PS Miało być z dedykacją, tak więc jest kawałek z dedykacją. Dla wszystkich trolli i dla tych którzy mają ból zębów w związku z tym, co tutaj czytają. Pasuje do sytuacji jak ulał, szczególnie część druga. Pozdrawiam!


piątek, 8 marca 2013

Proste na Bezpiecznym Śląsku 16-17 marca

Z racji dużej ilości zapytań w związku z Bezpiecznym Marcem dotyczącej mojej ewentualnej wizytacji na Śląsku, uprzejmie donoszę, że w dniach 16-17 marca zagoszczę i tutaj. Oczywiście w programie bezpłatne sprawdzenie montażu fotelika w waszych autach plus porady dotyczące bezpiecznego i odpowiedzialnego przewożenia dziecka. Tak jak i podczas trwania Bezpiecznego Marca, nie interesuje mnie kompletnie gdzie kupiliście fotelik ani jakiej jest marki.


16 marca będę w Rybniku, w sklepie Markusia, przy ulicy Obwiednia Południowa od godziny 10 do 18.




17 marca zawitam również do Markusi, tym razem w Wodzisławiu Śląskim przy ulicy Rybnickiej 2D w godzinach 10 - 17. 




Serdecznie zapraszam i do zobaczenia!

PS Z tego co mi wiadomo, oba sklepy szykują promocje na swój asortyment, także zapraszam podwójnie ;)

PS2 Z uwagi na duże zainteresowanie proszę osoby, które chcą się spotkać o maila dotyczącego daty i godziny spotkania.  Kontakt: sklep@juniornet.pl

środa, 6 marca 2013

Lubisz krówki? Mam coś dla ciebie!

Jako, że nie pobieram i nigdy pobierać nie będę żadnych opłat za moją wiedzę pozwolę sobie na drobną reklamę. Mam nadzieję, że nikogo to nie urazi.


Z okazji pierwszych oznak wiosny do naszego sklepu zawędrowało pokaźne stadko krówkowych fotelików. Fotele pochodzą z zeszłorocznej kolekcji Romera Highline, jest to słynna krówka, w zasadzie już nie dostępna na naszym rynku. U nas fotele są dostępne od ręki, pochodzą od polskiego dystrybutora, każdy z hologramem. Sam fotel niczym nie różni się od tegorocznego modelu.



Wszystkie są w grupie 15-36. Dostępna jest wersja Kid, Kidfix oraz Kidfix SICT.



 Pełna oferta poniżej:






wtorek, 5 marca 2013

BeSafe iZi Plus

Tak się składa, że pierwszy na świecie (chyba) publikuję zdjęcia nowego fotela BeSafe iZi Plus. Fotel będzie  przeznaczony dla dzieci od 5 miesiąca życia do 25 kg. Montowany pasami tyłem do kierunku jazdy, od kida będzie różnił się większym pochyleniem, nowym zagłówkiem, nową nogą i mniej skomplikowanym montażem. W sprzedaży dopiero w czwartym kwartale roku, cena nieznana.







Przy okazji, limitowana edycja iZi Go z torbą w komplecie... 


... oraz iZi Sleep po tunningu. Nowy daszek i magnesy w ochraniaczach pasów.


poniedziałek, 4 marca 2013

Całkiem nieźle jak na fotel za kupę kasy.



Ładne? Aż kupić się chce. Osiem gwiazdek normalnie.

Wyróżnień tyle, że chyba sam Michael Jordan nie zdobył nawet połowy tego przez całą swoją karierę. Super hiper kolorowo. Sehr turbo gut. Jednak za poniższy film Oscara nie będzie, raczej Złota Malina.


video




Do tej pory jeszcze łudziłem się, że może jest w tych fotelach coś czego nie dostrzegam. Czar prysł.  Dziękuję, dobranoc, proste.

niedziela, 3 marca 2013

Brak prowadnic w 15-36

W światku fotelikowym była mała burza na ten temat. Rozbiegło się o fotel BeSafe iZi Up, a dotyczy również fotela Maxi Cosi Rodi Fix i brak prowadnic pasa biodrowego, czyli podłokietników. 

(Przy okazji wrzuta: drogie Maxi Cosi, tego zagłówka w oparciu kanapy być nie powinno. He he he)



Teza, że pas biodrowy w foteliku 15-36 musi układać się płasko na udach i tylko dołożenie prowadnic w postaci podłokietników temu służy jest mocno forsowana przez, wydawałoby się, mądrzejszych ode mnie. No cóż, nie byłbym sobą gdybym nie zapytał u źródła. Wersja, którą przedstawię poniżej dotyczy stanowiska firmy BeSafe. Firma Maxi Cosi obchodzi mnie jakby dużo mniej i najzwyklej w świecie nie chce mi się z nimi gadać. Ale jeśli będą chcieli skorzystać z tego co jest tu napisane, to proszę ja ich bardzo. Nie będę też się dzisiaj rozwodził na temat zmniejszenia liczby możliwych błędów przy użyciu fotela bez podłokietników względem tych z podłokietnikami. Okazuje się, że nie jest to jedyny powód dla którego BeSafe z nich zrezygnował. 

Pasy bezpieczeństwa zostały zaprojektowane w ten sposób aby część biodrowa opierała się na miednicy. Podłokietniki w fotelikach 15-36 zostały zaprojektowane po to, aby odciążyć niewykształconą jeszcze miednicę u dzieci i poprawić przebieg części pasa piersiowego. Tyle, że ułożenie pasa płasko na udach powoduje odsunięcie go miejsca, w którym według projektanta pasów bezpieczeństwa powinien być, czyli od miednicy. I mamy teraz dwie opcje: albo ułożyć pas tam gdzie go być nie powinno, albo ułożyć go tam gdzie być powinien ryzykując, że miednica nie wytrzyma lub pas przesunie się na brzuch o czym nie raz czytałem. 

Jakie ryzyko niesie za sobą pierwsza opcja? Ano takie, że podczas wypadku, zanim pas złapie dziecko, to  rozpędzi się ono nieco i uderzy w pas biodrowy. Jeśli uderzy miednicą to ok. Gorzej, że jest ryzyko wsunięcia się pod pas i uderzenie w niego brzuchem. Okazuje się, że w skrajnym przypadku zjawisko nurkowania jest możliwe przy takim ułożeniu. Dotyczy to zbyt luźnego pasa lub źle przeprowadzonego ale jest możliwe. Jeszcze raz: pas leży płasko na udach, a nie opiera się całą powierzchnią o miednicę. Pas bezpieczeństwa działa właściwie, w momencie kiedy przylega jak największą powierzchnią do ciała. Ułożenie pasa w płaszczyźnie całkowicie odmiennej (prostopadle, a nie równolegle) od założenia i w sposób, w którym zacznie on działać "po chwili" naraża dziecko na nieprzyjemne obrażenia. Chwila w czasie wypadku, podczas którego wszystko dzieje się gwałtownie, to bardzo długo, a przebieg taki przebieg pasa nie jest idealnym rozwiązaniem.

Co z rozwiązaniem zaproponowanym przez BeSafe i odgapionym przez Maxi Cosi? Głównym argumentem za prowadnicami pasa biodrowego jest fakt, że miednica dziecka nie ma rozwiniętych wyrostków, na których u dorosłej osoby opiera się pas. Podłokietniki mają pełnić ich funkcję. I ma to sens. Tyle, że jak się okazuje miednica dziecka jest bardziej miękka od tej u dorosłego, w związku z czym jest w stanie zaabsorbować dużo większą część energii i wyrostki czy raczej ich brak nie stanowi tak wielkiego problemu, jak jest to przedstawiane. Ścisłe przyleganie pasa biodrowego do tej części ludzkiego ciała do której jest przypisany dodatkowo znacznie mniejsza siłę jaka zadziała biodra dziecka. Przy prawidłowym przebiegu tego pasa nie ma również ryzyka, że pas przesunie się na brzuch lub dziecko osunie się na pas. Przyczyna jest prosta: pas działa od razu i do minimum ogranicza jakikolwiek ruch tej partii ciała dziecka. 

Żeby nie było, w przypadku foteli 15-36 żadne rozwiązanie nie jest idealne. W obu możemy dopatrzeć się jakiegoś ryzyka. Przedstawiciel BeSafe Jan Brunes przedstawia to w sposób taki, że ta firma wybrała mniejsze zło. Ułożenie pasa biodrowego w fotelu bez podłokietników zmniejsza ryzyko odniesienia obrażeń i tego się trzyma. Dlatego też, na co zwraca uwagę, ważne jest aby przewozić dziecko w fotelach z uprzężą  jak najdłużej, nawet do czwartego roku życia, a nie jak jest to popularne, zmieniać fotelik w momencie kiedy dziecko osiągnie trzy lata. Fotelik ma służyć minimalizowaniu ryzyka odniesienia obrażeń podczas wypadku  i pomimo jego zastosowania takie mogą nastąpić, jednak będą one dużo mniejsze gdy wybierzemy optymalne pod względem bezpieczeństwa rozwiązanie. Konieczna do tego jest przymiarka dziecka w foteliku i w samochodzie oraz sprawdzenie przebiegu pasa. Może się okazać, że przy jednym dziecku przebieg pasa jest bardziej dopasowany przy pierwszym wariancie, przy innym dziecku lepiej się sprawdzi drugie rozwiązanie.

Jestem w gazecie.

Z okazji targów w Kielcach ja, czyli Proste, zadebiutowałem w gazecie. Tak jest, coś napisałem, a ktoś to wydrukował. Dokładniej Branża Dziecięca. Mało tego, obstawiałem, że wyląduję gdzieś na marginesie a tu bonus w postaci cała strona moja. Jak wszystko dobrze pójdzie, to nie będzie to jednorazowy wybryk, a raczej prosta droga do Pulitzera. Tak więc, chwalę się: