osiemgwiazdek.pl

wtorek, 15 stycznia 2013

Foteliki z poduszką? Bambuko, sorry bardzo.

Zebrałem się. Fotele z poduchami przeżywają swoje 5 minut a nikt nie pyta: gdzie sprawiedliwość, gdzie milicja?! Źle to wygląda, ślepa wiara w gwiazdki po raz kolejny zrobiła przykrego psikusa rodzicom. Kolorowe prospekty kiddy guardian pro i cybex pallas nie mówią prawdy. Mówią pół prawdy, a pół prawdy to już całe kłamstwo. Oba fotele cudownie wypadają w testach. O to co mówią reklamówki:




A o to jak fotel faktycznie się zachowuje podczas zderzenia:




W technikum krawieckim miałem semestr fizyki, więc wiem czemu jabłko spada z drzewa i bardzo się dziwiłem jakim cudem te fotele otrzymują osiem gwiazdek w testach. Poszukałem, poczytałem, nawet słownik odkurzyłem bo w naszym pięknym kraju ni słowa na ten temat. Na początek skąd te fantastyczne wyniki.

Z prostego zabiegu. W teście ADAC badane jest przeciążenie działające na szyję. Obie firmy chwalą się znacznie obniżonymi siłami działającymi na szyję dziecka i tak w rzeczywistości jest (co prawda według mojej wiedzy są to dalej siły na granicy złamania kręgosłupa). I brawo, mamy fantastyczny wynik za zderzenie czołowe. Ale pytanie: gdzie się podziała reszta sił? Pytacie jaka reszta sił? Tych których nie ma na szyi dziecka. Fizyka jest prosta, siły nie znikają tak sobie. W przypadku ADAC i poduszkowców część sił nie jest po prostu mierzona. A szkoda bo tutaj leży rozwiązanie zagadki cudownej poduszki. Dziecko z ogromną siłą uderza brzuchem w poduszkę, której to siły ADAC nie bierze pod uwagę bo w fotelikach z pasami pięciopunktowymi pod uwagę brać nie musiał i tak już zostało. Szkoda, świat się zmienia i te wyniki to kolejna niezdarność ADACa. Z jednej strony plecy dziecka są wciskane w poduszkę, z drugiej poduszka jest trzymana przez pasy bezpieczeństwa. A po między tymi dwiema siłami jest wątroba, śledziona i żołądek waszego dziecka. Przykro pisać. Przy filmie z testu zderzeniowego zwróćcie uwagę na to, jak z jaką siłą przesuwają się plecy fotelika i wgniatają brzuch dziecka w poduszkę. Jaka szkoda, że u rodzaju ludzkiego żebra nie idą aż do miednicy, może wtedy poduszka miałaby sens. Albo i też nie, bo złamane żebro przy takim nacisku również może zdobić niezły bałagan z narządami wewnętrznymi. Obrazowo i brutalnie? No cóż, czasami inaczej się nie da.

Mało? To lecimy dalej, zderzeniem bocznym tera. Nie chce mi się sprawdzać dokładnie, ale z tego co pamiętam to juno fix za to zderzenie otarł się o ideał. Coś w granicy 0,7 punktu. Jak dla mnie rewelacja. Czyżby? Jednak nie. Badanie zderzenia polega na usadowieniu manekina w idealnej pozycji i sprawdzeniu co się z nim stanie jak w boczne drzwi zastuka inne autko. W takim razie posadźcie dziecko w tej pozycji idealnej i pojedźcie z Rzeszowa do Mielna. Dziecko zasnęło? No to trzymajcie kciuki żeby głowę trzymało na zagłówku, bo jeśli walnie się na poduszkę - co przy niczym nie trzymanych ramionach jest bardzo możliwe - to już jest "out of position" czyli w strefie nie chronionej.Wtedy 0,7 punktu  pozostaje cudownym wynikiem osiągalnym jedynie w sterylnym laboratorium z nieruchomymi manekinami a nie z żywymi dziećmi które w aucie robią wszystko.

Otwórzcie oczy drodzy rodzice, zacznijcie myśleć. Gwiazdki? Dobrze, że są. Ale litości, gwiazdki to nie wszystko. Jest jeszcze logika. Przy okazji stąd też nazwa tego bloga: osiem gwiazdek, w zasadzie prześmiewająca ślepą wiarę w ten wynalazek naszych czasów.


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Moje poglądy a rzeczywistość

Ostatnio przeprowadziłem ciekawą dyskusję (biliście kiedyś głową w mur przez godzinę? naprawdę ciekawe, polecam) na temat mających wejść w tym roku zmienionych norm ECE odpowiadających za to co jest fotelikiem samochodowym (już wiadomo, że w tym roku raczej nie wejdą ale może w przyszłym). Obecna norma sprzyja zalewowi chińskiego badziewia noszącego szumne nazwy "fotelików samochodowych". Obecnie homologacyjne testy zderzeniowe surowością przypominają warunki na parkingu pod tesco, a sama homologacja wygląda jakby jej twórcy byli święcie przekonani, że w dzisiejszych czasach podróż z punktu A do punktu B odbywa się leśnym duktem dzięki uprzejmości koni pociągowych, natomiast fotelik samochodowy jest trzymany łańcuchami w środku dorożki ciągniętej przez wyżej wymienione patatajki. Nowa norma, roboczo zwana i-size, ma szansę to zmienić. Z ważniejszych założeń: podczas testów zderzeniowych ma być przeprowadzany test bocznego uderzenia (tak, w tej chwili to nie jest brane pod uwagę. Widocznie Siwek i Kasztanka zawsze ustępują pierwszeństwa.), natomiast na rodziców całej Europy nałożony zostanie obowiązek przewożenia dziecka tyłem do kierunku jazdy do 15. miesiąca życia. Gdy tylko dowiedziałem się o takiej nowinie, przekazałem ją dalej pełen radości i wiary w lepsze jutro. I co? I pstro, jakby mnie ktoś obuchem jebnął. Gość, który się na fotelach dobrze zna się pierwsza klasa zaczyna mi tłumaczyć, że mam ograniczony sposób patrzenia na świat, że 15 miesięcy to niewykonalne, że na Litwie ludzie mają inne zmartwienia, a po za tym to reprezentatywnej grupy polskich rodziców na foteliki nie stać. Nie pozostało mi więc nic innego, jak przekazać mój punkt widzenia na świat, który przedstawiam również i wam cobyście się mnie nie czepiali, że na przewożenie dziecka w aucie mam swoje (jedyne i słuszne) zdanie i kompromisów w tej kwestii nie uznaję:

Jestem szczęśliwym posiadaczem klapek na oczy pozwalającym widzieć mi wielkie nic. Wiedzę o świecie czerpię z forum hodowców ślimaków i polskich seriali obyczajowych. Czasami czytuję fakty i mity, ale tylko ze względu na śmieszne obrazki, których z resztą i tak nie rozumiem. Wakacje spędzam rzucając kamienie do wody, a jakiekolwiek kontakty socjalne ograniczam do przeglądania naszej klasy z fałszywego profilu. Nie obchodzi mnie los ludu pracującego wsi polskiej, nie do końca jestem przekonany co znaczy próba reprezentatywna i sam nie wiem co mam myśleć o pozostałych polskich rodzicach. Kimkolwiek oni są. 

Za to święcie wierzę, ze każdy kto ma samochód starszy niż pięcioletni kupił go sobie dla żartu bo w garażu na pewno stoją trzy nowe beemwu. Nie potrafię wyobrazić sobie, ze na świecie istnieją ludzie którzy mogliby zarabiać mniej niż 10 tys pln tygodniowo. Mieszkam w wielkim zamku, strzeżonym przez dwa trzygłowe smoki, które zjadają każdego kto próbuje pomyśleć nie po mojemu. Wedle mojej najlepszej wiedzy, w krainach typu Litwa, ciąża trwa 8 lat a dzieci - pod warunkiem że wcześniej nie zostaną zjedzone przez rodziców - przewożone są na wozach drabiniastych ciągniętych przez jednorożce. Tam foteliki nie są potrzebne. Raczej złote podkowy. 

Raz do roku, w noc przesilenia letniego opuszczam moje włości i lecę prywatną rakietą kosmiczną na wielką górę do mojego sklepu. Przed wejściem selekcję prowadzi cerber, ściągnięty specjalnie na moje zamówienie z fabryki na Tajwanie. Warunkiem przekroczenia progu jest udowodnienie, że potencjalny klient jest osobą bardziej niż bardzo majętną. Może być wyciąg z konta, mogą być dwa roleksy na obu rękach, minimum cztery złote zęby, korona na głowie lub akt własności Madagaskaru. Na półkach stoją tylko i wyłącznie foteliki z 10* bardzo zaawansowanego instytutu krasztestowego, których cena oscyluje w granicach ceny jednej z krain typu Litwa i na które moich klientów walących bramami i witrażami oczywiście stać, bo przecież w takim świecie żyję. 

Ogólnodostępne opinie o stanie gospodarki światowej nie pokrywają z moimi wiadomościami o ślimakach i szczerze nie mam ochoty opuszczać mojego zamku, bo nie daj boże spotkam ludzi dla których jakakolwiek zmiana łączy się kryzysem porównywalnym z przypadkiem który spotkał dinozaury, tylko dlatego ze obowiązek przewożenia dzieci tyłem do kierunku jazdy mógłby wydłużyć się o pół roku. Więc jeśli ktokolwiek i kiedykolwiek zasugeruje mi, że nie wiem w jakim świecie żyję i że dla bezpiecznego przewożenia dzieci nie ma warunków to z miejsca odpowiadam:  proszę więc wyjść na ulicę, spalić parę opon traktorowych i kukłę króla, a jakimkolwiek zmianom powiedzieć zdecydowane nie, bo zdrowie i życie dzieci to zbytnia ekstrawagancja na którą nas nie stać, ponieważ reprezentatywna grupa polskich rodziców zamiast nosić buty obwiązuje nogi szmatami. 

Buckle crunch - ważne, przeczytaj

Dzisiaj nie będzie na wesoło. Po przeczytaniu tego posta wielu rodziców będzie miało zepsuty humor. Przykro, takie życie, nie zawsze świeci słońce i nie co dzień coco jumbo.   

Buckle crunch, buckle crunch. Nawet nie wiem jak to nazwać po polsku, więc oszczędzę swojego przekładu i będę trzymał się nazewnictwa obcojęzycznego bo w naszym słowniku to zjawisko nie istnieje. Buckle crunch za to istnieje całkiem realnie w samochodach jeżdżących po polskich drogach z małymi pasażerami na pokładzie. Z tym przykrym zdarzeniem mamy do czynienia w momencie kiedy po zamontowaniu fotelika w aucie, zamek (czarny plastik z pomarańczowym guzikiem) wchodzi w ramę fotelika. 




Co niesie za sobą takie ułożenie pasa? Duże ryzyko, że podczas wypadku zamek puści klamrę lub fotelik wyłamie zamek (stąd właśnie buckle crunch). Takie zamontowanie fotelika - nawet jeśli jest on bardzo stabilny - jest po prostu niebezpieczne i dotyczy każdej grupy wagowej. Teraz małe zastrzeżenie: mędrcy z mroźnej północy o buckle crunch mówią w momencie kiedy klamra z zamkiem "wchodzi" do fotelika tak, jak na pierwszym zdjęciu. Kontakt klamry z obudową fotela jest dozwolony.

Jakich aut dotyczy buckle crunch? Wszystkich, w których zamki są zaczepione do karoserii auta za pomocą paska (im dłuższy, tym gorzej). Zdarza się to również w autach które zamki mają na linkach (jeden lub dwa czarne druty) i które to zamki wystają ponad kanapę. Najczęściej japończyków, starszych opli, fordów, volkswagenów itd itp. Wszędzie zdarzyć się może.

Jak sobie z tym poradzić? Po pierwsze nie kupować w internecie fotelika bez przymiarki. Proste. Jeśli już ktoś z czytających popełnił takie "kup teraz" pomóc może skręcenie paska trzymającego  zamek. Podejrzewam, że w komentarzu znajdzie się ktoś kto powie, że tak nie można. A według mnie czasem trzeba. Druga opcja, spróbować podłączyć klamrę do zamka od środkowego siedzenia, zdarza się że jest ona trochę dalej. Trzecia opcja - wizyta w ASO i wymiana paska na krótką linkę. Czy każde ASO oferuje taką usługę, nie wiem. Dzwonić, pytać. Czwarta opcja to montaż fotela na przednim siedzeniu. W sumie z deszczu pod rynnę ale wybieramy mniejsze zło.

Tym o to kubełkiem zimnej wody zaczęliśmy prelekcje pod tytułem: nie każdy fotelik pasuje do każdego auta.

Prośba do czytających: mam nadzieję, że sprawdzicie swoje fotele. Jeśli to zrobicie zostawcie w komentarzu wpis pt: mam dobrze / mam źle. Zobaczymy jak to wygląda na naszym podwórku. Oby tych pierwszych było więcej ale za często widziałem tak zamontowane fotele żeby liczyć na 100% pozytwów.


niedziela, 13 stycznia 2013

9-36 kg - oszczędność czy bambuko?

W poprzednim poście o dziwnych grupach wagowych 9-36 pominąłem celowo. Nie jest to całkiem nietrafiony projekt choć trzeba przyznać że rozpiętość wagowa i wiekowa robi wrażenie. Fotel jednocześnie  dobry dla 9 miesięcznego bąbelka i równocześnie dla 12-sto latka? Wygląda zachęcająco, szczególnie w obliczu cięcia kosztów w domowych budżetach. Czy ma to sens? Na pierwszy rzut oka: tak. Zdarza się, że klientka z rocznym dzieciem pod pachą na dzień dobry częstuje mnie klasykiem: chcemy kupić jeden fotelik i mieć święty spokój na wieki wieków amen. Gdybym nie wiedział co sprzedaję bo wiedzę czerpałbym z ulotek reklamowych, albo miałbym duże ciśnienie na kasę   to prawdopodobnie odpowiedziałbym: "proszę wybrać kolor, a ja wypiszę gwarancję". Tyle, że tak  nie potrafię, chociaż ciśnienie i zaległości w przelewach mam permanentne (pozdrawiam moich dostawców stop pamiętam o was stop zwiększcie rabat stop przestańcie wysyłać polecone bo nie lubię gapić się w sufit do czwartej nad ranem stop). Także jak mnie klientka podaje hasło z serii "fotelik do końca świata i o jeden dzień dłużej" to kulturalnie przekierowuję dyskusje na tory sercu memu bliższe i odwdzięczam się hasłem "co ty wiesz o RWF?". Jeśli u miłej pani (której przez 20 minut tłumaczę czemu tyłem jest ciekawiej)  natrafiam na mur zrozumienia objawiający się spojrzeniem pełnym matczynego politowania i podkreślony radosną pointą: "tak, tak, wiem, rozumiem, ale wszystkie koleżanki wożą przodem, nie narzekają więc ja też bym tak wolała" wywieszam białą flagę i zaczynam rozprawkę pt: "dlaczego mama Jasia powinna jednak kupić fotelik 9-18".

Po pierwsze założenie zakupu fotelika na najbliższe jedenaście lat jest już na samym wstępie błędne. Data ważności fotela (tak, coś takiego istnieje) wynosi średnio około siedmiu lat. Kiedy Jasio będzie miał latek osiem, zostanie bez fotelika a w fotelik powinien być jeszcze wyposażony przez lat cztery. Tak czy inaczej zakup trzeciego fotelika będzie konieczny. Jeśli data ważności nie jest wystarczającym argumentem, warto zerknąć bardziej praktycznie na sprawę. Proszę wyobrazić sobie fotelik samochodowy po 10 latach użytkowania. No pasaran, przykro mi bardzo. Równie dobrze można sobie kupić buty na 10 lat i w nich chodzić (tyle że jeśli nie prowadzimy życia na krawędzi  nasze być albo nie być zależeć od butów nie będzie).

I dalej, jak mawia moja babcia: jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Wybierając dobry (czyt. bezpieczny) 9- 36 aż tak źle nie jest ale nie ma możliwości żeby taki fotel dobrze dopasować dla małego dziecka. Z sensownych fotelików w tej grupie mamy nieśmiertelnego recaro young sporta i całą resztę poduszkowców ze stajni cybexa, kiddiego, a ostatnio nawet recaro i concorda. 



Young sport nie do końca się sprawdza zarówno jako 9-18 jak i 15-36. Skokowa regulacja pasów bezpieczeństwa nie daje możliwości dokładnego ustawienia pasów  bezpieczeństwa, a pozycja spoczynkowa pozwala na zmianę położenia fotela w niewielkim zakresie. Jako 15-36 plecy są na sztywno połączone z siedziskiem, w przeciwieństwie do typowych 15 - 36 (wyjątek concordy, ale to inna bajka bo u nich każdy fotel ma isofix) więc ze stabilnością fotela może być różnie. Pytanie: czy jest na sali ktoś, kto kupił younga i przed zakupem sprawdził jak on się trzyma w wersji 15-36? No właśnie. Na plus 3* w adacu.

Poduszkowce (w tym przypadku cybex pallas ) to temat z którym na razie nie mam odwagi się zmierzyć. Do samego zamysłu mam mieszane uczucia. Przepis na taki fotelik jest całkiem prosty (patrzymy od prawej) :


mając fotelik 15-36 (czyli dla czterolatka) dokładamy poduchę na przód i tadam! mamy fotel 9-36 dla 9-cio miesięcznego dziecka. Robiąc niewiele kolejne firmy dodają do swojej oferty fotele przeznaczone dla rozszerzonej grupy wagowej. Księgowy musi być szczęśliwy. A co z dzieckiem? Poducha na wysokości twarzy dziecka, z rękoma nie bardzo wiadomo co zrobić, w lecie obawiam się, że klimatyzacja nie wyrobi a regulacja do spania niewielka. Bezpieczeństwo takiego rozwiązania - dobre, przynajmniej według testów. O wątpliwościach mądrzejszych ode mnie w tej kwestii będzie innym razem. Na plus: po zdjęciu półki otrzymujemy regularne 15-36 ( w przypadku pallasa dostajemy solutiona).

Po co więc 9-36? Te fotele mają jak rację bytu w przypadku kiedy mamy drobną czterolatkę lub grubiutkiego dwulatka. Dla takiego dziecka zakup fotela 9-18 wydaje się być ekstrawagancją, bo faktycznie może okazać się zakupem na chwilę, natomiast na posadzenie go w 15-36  jest jeszcze za małe / za młode. Który 9 - 36? Jeśli pasuje do auta - a z tym fotelem bywają problemy - to mnie mimo wszystko na obecną chwilę najbardziej przekonuje recaro, poduszkowcom muszę jeszcze się przyjrzeć i poczytać co (a raczej dlaczego tak, a nie inaczej) mówią mądrzy ludzie z północy i dzikiego zachodu.

sobota, 12 stycznia 2013

Leksykon dziwnych grup wagowych.

Temat rzeka. Najogólniej rzecz biorąc foteliki dzielimy na trzy grupy wagowe: 0-13 (lub 18) kg, 9-18kg i 15-36kg. W tych grupach da się kupić fotele bezpieczne, sprawdzone, z ośmioma gwiazdkami nawet. Na rynku można również znaleźć tonę fotelików różnorakiej konfiguracji wagowej, od zera do kwadryzyliarda kilogramów, pomotanych i pomieszanych w ten sposób, że według niektórych amatorów internetowego szaleństwa da się trafić tron równocześnie dobry dla noworodka jak i siedmiolatka. Oczywiście w dobrej cenie i kredkami gratis. Może po kolei i od zera:



0-10 kg. Idealnie nadaje się do przenoszenia ziemniaków, rzucania w awanturującego się sąsiada, czy  też na awangardowy koszyk wielkanocny. Ewentualna funkcja zadaszenia może sprawić, że twój kot będzie miał najbardziej wypasioną kuwetę   na osiedlu.  Najczęściej dodawany jako gratis do wózka polskich producentów, przedstawia wartość podobną do dolara nambijskiego. Bezpieczeństwo nieudowodnione w jakikolwiek naukowy sposób, omijać szerokim łukiem. Nie zanotowano ani jednego przypadku pozytywnej konstrukcji w tej grupie wagowej.




0-25 kg (uwaga: nie dotyczy fotelików RWF).  Tutaj plan jest prosty: kupić dziecku fotelik w dniu narodzin i wozić go w nim do pierwszej komunii. To mogło się zrodzić tylko w głowie szalonego inżyniera, operacja się udała, jedynie pacjent nie przeżył. W zależności od homologacji dziecko wozimy tyłem do 10 lub 13kg, później do 18 w pasach własnych fotelika a na koniec zapinamy młodego pasażera pasami bezpieczeństwa z auta. Pomysł przedni ale za te pieniądze niewykonalny. Cena takiego cuda waha się od 100 do 400 zł.  I znowu: do tej pory nie zanotowano ani jednego sukcesu na tym polu, nie szukając daleko znalazłem jeden dowód totalnej porażki w postaci nani trio. Na all całkiem dobrze idzie za sto parę peelenów. W razie wypadku dziecko powinno wyjść cało ale tylko pod warunkiem, że będzie się znajdować jakieś 3 lata świetlne od miejsca zdarzenia.




9-25 kg (uwaga ta sama, co wcześniej: nie dotyczy foteli RWF). Tutaj polot inżyniera nieco obniżył pułap i już nie proponuje nam  magicznego rozwiązania od zera do "tata, kup rowera". Idea jednak podobna co w przypadku 0-25. Mając fotel 9-18 dolepiamy prowadnice dla pasów bezpieczeństwa tak aby po przekroczeniu 18 kg można było pohasać jeszcze parę latek. Rozwiązanie to nadaje się do trybunału w Hadze czy innej Norymbergi. W przeważającej liczbie przypadków prowadnice te są przykręcone na stałe do bocznej ścianki fotelika, nie dając żadnej możliwości regulacji góra - dół, co za tym idzie nie mamy żadnego wpływu na przebieg pasa bezpieczeństwa trzymającego dziecko. Niestety, brak jakichkolwiek walorów gwarantujących ochronę nie został potwierdzony żadną piękną katastrofą w postaci crash testu. Na rynku brak ani jednego modelu wartego uwagi. 



Poddupnik, czyli 15-36 kg bez wysokiego oparcia. Nie wiem co autor tego rozwiązania miał na myśli, ale jeśli to celowa robota to można śmiało ogłosić narodziny antychrysta i przyznać grupową nagrodę Darwina dla wszystkich którzy taki wynalazek popełnili w swoich dyliżansach. A dla tych co to sprzedają: one way ticket na Księżyc.


Pozostawiam bez komentarza. 

piątek, 11 stycznia 2013

Panie! A ten fotelik to ile ma gwiazdek?

Częste pytanie. Cieszę się, że często ono pada. Jakkolwiek męczy mnie, gdy klient nie rozumie o co pyta. A nie rozumie  prawie tak samo często jak pyta. Na pierwszy rzut oka sprawa z gwiazdkami jest gładka jak z dziewczynami na imprezie - lepiej jak jest więcej.

---Sytuacja czysto hipotetyczna, wszelkie podobieństwa z klientami rzeczywistymi są przypadkowe i nie zamierzone---
(ta, jasne)

Załóżmy, że klient jest ogarnięty w temacie, poprzedni wieczór spędził na  porównywaniu różnego rodzaju tabelek fotelikowych i popijaniu kompotu z gruszek. Do sklepu przychodzi uzbrojony w dwie kartki A4 zadrukowane od nagłówka po stopkę czcionką Arial 06 co by więcej danych zmieścić, tudzież innym tabletem. Taka lux alternatywa dla kartek, a przy okazji informacja dla sprzedającego: "ziomek, to ja tu jestem zawodowcem, mam tableta,  i w ogóle co ty wiesz o zabijaniu ? W bambuko mnie nie zrobisz, bo wiem lepiej". Zaczyna się klasycznie, ciepła gadka szmatka jak na wieczorku zapoznawczym w Ciechocinku:
- Dobry.
- Dobry.
- Fotela szukam.
- Dla jakiego dziecka i do jakiego auta (przy okazji: jeśli na powitanie sprzedający nie zada tego pytania to sugeruję kulturalną rejteradę ze sklepu. Sprzedawca nie sprzeda wam tego co wy i wasze dziecko potrzebujecie, tylko to czego akurat chciałby się pozbyć. Słaba perspektywa.)
- A to ma jakieś znaczenie do jakiego auta?
- (Nie, k****, żadnego. Tak tylko pytam, bo nie wiedziałem jak zagaić) Oczywiście, że ma proszę pana.
- Ta? A jakie?
- Ano takie, takie i jeszcze takie (10 min tłumaczenia, wam też wytłumaczę. Ale innym razem).
- Aha, no to focus 2008.
- W porządku. W takim razie możemy wziąć pod uwagę ten, ten i ten.
- A ile ten ma gwiazdek?
- Cztery
- Czekaj pan, zara sprawdze.
I ciach, lecimy z tabletem. Trochę niefart bo u mnie zasięg słaby i jak t mobila w tablecie nie ma to nie sprawdzimy więc A4 byłyby bardziej na miejscu. He he he.
- No jest cztery. A jakiś inny może, bo te kolory to do auta mojego i żony torebki ewidentnie nie teges.
- Oczywiście, nasz klient nasz pan. W takim razie możemy spróbować z tym.
- A ten to ile ma gwiazdek?
- Trzy proszę pana.
- Trzy? W tej cenie? W życiu. Z trzema gwiazdkami to ja za te pieniądze mogę dwa takie kupić. Alfa, bravo, tablet zgłoś się, odbiór! Proszzz.
I już mi macha jakimś ceneo przed maską.

Lepiej jak jest więcej? Pewnie, że tak. Ale gwiazdki to połowa sukcesu. Przy założeniu, że dziecko pasuje do wszystkich proponowanych foteli, a fotele do auta warto wiedzieć co gwiazdki przedstawiają. Sprawdźmy zatem: fotel z czterema gwiazdkami to  maxi cosi rodi xp 2

Fotelik nr.2 to besafe izi up x3

A ten, który wyskoczył z tableta w dobrej cenie to nania r-way sp


Piętro niżej mamy rozpiskę wartości, które wpłynęły na ocenę końcową każdego z fotelików. Tytułem wstępu: w ocenie ogólnej fotelika połowa oceny to bezpieczeństwo, natomiast druga połowa to.. no cóż, to subiektywne odczucia testujących typu: zrozumiała instrukcja, wygoda dziecka czy inna konserwacja.  Na temat subiektywnych ocen akurat swoje dwa grosze mogę wtrącić. Kończąc technikum krawieckie byłem zmuszony do napisania pracy na temat pomiaru bólu. Jednym z wniosków tej pracy, było stwierdzenie że jeśli pomiar nie jest instrumentalny (czyli że za pomocą maszyny, która ma parę kabelków, wskazówkę, skalę albo inny ekranik z cyferkami) , ale jest robiony na tzw. odczucie to jest on możliwy jednak potrzebuje trochę czasu. Mniej więcej 3 tygodnie. Test fotela tyle nie trwa i subiektywne odczucia powinny zostać jedynie odczuciami a nie składowymi jego oceny. Tyle tytułem wstępu, a w teście foteli to co się wydaje Herr Helmutowi jest wiążące.

Wróćmy do testu: bezpieczeństwo rodiego jest ocenione na poziomie 2,3, czyli jak najbardziej 4* (chociaż zderzenie czołowe to mocne 3*). Subiektywne odczucia również poziomie czwórki, więc wyliczając  skomplikowany wzór taka ocena należy się fotelowi. 



Teraz izi up z trzema gwiazdkami i wzburzeniem pana z tabletem. Wielkości przeciążeń na identycznym poziomie co w rodim, przebieg pasa delikatnie gorszy, natomiast stabilność w aucie dużo lepsza ( z doświadczenia wiem, że dużo dużo lepsza). Efekt: bezpieczeństwo ocenione minimalnie wyżej. Na obniżenie całej oceny wpływa ergonomia. Znaczy ktoś stwierdził, że dziecku będzie niewygodnie. Czy zadziałało prawo o dzieciach, rybach i prawie do głosu? Nie wiem, nie mnie oceniać.


Na koniec nania. W skali gwiazdkowej równa izi upowi, który jak się okazało jest bezpieczniejszy od czterogwiazdkowego rodiego. Tutaj wszystko jak leci jest na poziomie 3*, nie ma wątpliwości. Matematyka nie kłamie. Przyzwoity fotel za rozsądną cenę.

Dygresja: w przypadku nani ze stabilnością różnie bywa, więc i tak niewysokiego wyniku za tą pozycję nie traktowałbym wiążąco. Moje subiektywne odczucia co  do komfortu w tym fotelu też są zgoła inne. 


Jak widać trzy gwiazdki trzem gwiazdkom nie równe, a czasami trzy jest większe od czterech. Jeśli czytacie testy to czytajcie je do końca i ze zrozumieniem. Ale i tak fajnie, że je czytacie. Pozdrawiam, dobranoc.

Ps. pan z tabletem to nie takie zło, tak tylko go sobie przedstawiłem żeby coś się działo na wstępie. Bez urazy!

czwartek, 10 stycznia 2013

Przewoź dziecko tyłem do kierunku jazdy!

Gdybym mieszkał w Szwecji i pisał ten post 50 lat temu miałby on sens jak tłumaczenie tubylcom, że zimą pada śnieg. Tam każdy o tym wie. Gdybym mieszkał za wielką wodą w dzikiej Ameryce, gdzie ludzie z nadwagą strzelają do siebie przy każdej możliwej okazji (a czasem nawet bez okazji) ten post też byłby spóźniony o dobre parę lat. Mieszkam jednak w Europie, w pięknym kraju nad Wisłą i obawiam się, że wywoła niemałe zdziwienie, zaskoczenie, poruszenie, błogą obojętność. Niepotrzebne skreślić wedle własnych odczuć.

Z tematem fotelików RWF (fachowe określenie: rear way facing, czyli po polskiemu tyłem do kierunku jazdy) mierzę się kilka razy dziennie od 6 czy nawet 7 lat. Rzadko zdarza się, by klient przychodząc po fotelik w grupie 9-18 kg wiedział, że coś takiego istnieje. Jeszcze rzadziej zdarza się żeby wiedzę o takich fotelach nabył podczas wizyty u konkurencji. Szkoda. Takie fotele istnieją, takie fotele są najbezpieczniejsze. 






Żeby pisać o filozofii wożenia dzieci tyłem w "drugim" foteliku dobrze byłoby, żeby rodzice mieli świadomość skąd wzięła się grupa wagowa "pierwszego" fotelika, czyli 0-13 kg. Osobie, która wymyślała grupy homologacyjne winni jesteśmy co najmniej piwo. "Pierwsze" fotele, zawsze montowane tyłem do kierunku jazdy, w założeniu miały służyć własnie do 13 kg, czyli do wieku dziecka ok 2 - 2,5 roku. Według lekarzy jest to minimalny wiek, żeby w miarę bezpiecznie odwrócić dziecko i wozić je w fotelu przodem do kierunku jazdy. W tym wieku pojawiają się jako takie mięśnie szyi, kręgosłup dziecka staje sztywniejszy a głowa zaczyna być proporcjonalna do reszty ciała. W tym wieku jest szansa, że podczas czołowego zderzenia ciężar głowy nie zerwie kręgów szyjnych dziecka. Tyle teorii, bo w praktyce grupa 0-13 pozostaje tylko pomarańczową naklejką na foteliku. Producenci foteli robią "pierwsze" foteliki jakie robią i nie ma fizycznej możliwości, żeby zmieścić tam dwulatka. Ponadto dochodzi błąd rodziców, którzy często wystające nóżki kwalifikują jako wyznacznik do zmiany fotelika. Tudzież inne "bo mu niewygodnie". Tak czy inaczej zmiana fotela następuje na ogół w wieku 9 - 12 miesięcy, czyli lekko rok za wcześnie.


Foteliki RWF pozwalają na przewożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy nawet do 25 kg, czyniąc je pięciokrotnie bezpieczniejszymi od fotelików montowanych przodem do kierunku jazdy. Na początek kilka suchych faktów:
  • 66% wypadków to uderzenia czołowe, 32% uderzenia boczne, 2% uderzenia w tył samochodu
  • W Niemczech procent odniesionych obrażeń podczas wypadków przez dzieci w wieku do roku życia jest niemal taki sam jak u dzieci w Skandynawii. Natomiast dzieci w Niemczech w wieku 1-4 lat odnoszą 5 ( ! ) razy więcej obrażeń niż dzieci w Skandynawii w tym samym wieku przy równej liczbie wypadków
  • Dzieci pod względem fizjonomii nie są kopią dorosłych. Główka Twojego maleństwa jest nieproporcjonalnie duża do reszty ciała, natomiast mięśnie szyi u maluchów będące w stanie utrzymać głowę przy przeciążeniach oddziałujących przy uderzeniu z prędkością 50 km/h rozwiną się dopiero w wieku ok 2,5 lat
  • Siły działające na szyję dziecka podczas zderzenia czołowego w fotelu montowanym przodem do kierunku jazdy są pięciokrotnie wyższe niż przy użyciu fotela RWF. 
  • W fotelu FWF (forward way facing) przy zderzeniu czołowym z prędkością 50 km/h nacisk na szyję może wynieść nawet 200 kg.
Podczas uderzenia czołowego rozkład sił działających na dziecko jest całkowicie inny w zależności od użytego fotelika. Przy użyciu fotelika mocowanego tyłem do kierunku jazdy siły powstające w wyniku uderzenia przenoszone są z pleców i główki dziecka na oparcie i zagłówek fotelika. Dziecko wbijane jest w fotel absorbujący całą energię, działają na nie siły jakie my odczuwamy przy gwałtownym przyspieszaniu. Mocując fotel przodem do kierunku jazdy podczas wypadku korpus dziecka trzymany jest przez pasy fotelika, natomiast kończyny, a przede wszystkim głowa pozostaje bezwładna. Szyi dziecka nie chroni nic. Drodzy rodzice, poduszka powietrzna która jest w standardzie waszego auta tak samo jak wycieraczki i lampy przeciwmgielne nie jest po to abyście nie nabili sobie guza o kierownice. Jest po to, żeby podczas wypadku wasza głowa nie zerwała kręgów szyjnych. Dziecko poduszki powietrznej nie ma.
W Skandynawii dzieci są przewożone tyłem do kierunku jazdy jak najdłużej jest to możliwe (w Szwecji jest obowiązek przewożenia dziecka tyłem do czwartego roku życia), jak pokazują statystyki ma to przełożenie na bezpieczeństwo przewożonych dzieci. W Polsce wielu rodziców - i bardzo słusznie - kupuje fotele sprawdzone przez różne instytuty jak np. ADAC, wierząc że znana firma i odpowiednia ilość gwiazdek jest gwarantem bezpieczeństwa. Jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę, że podczas wypadku w foteliku mocowanym przodem do kierunku jazdy inne będą konsekwencje dla dziecka rocznego, a inne dla 3 letniego.


Na koniec crash testy fotela BeSafe izi combi x3 oraz Jane Exo. Oba fotele z czterema gwiazdkami ADAC, oba teoretycznie tak samo bezpiecznie. Na początek Exo:



I combi:





Mam świadomość, że dobre fotele RWF (typu besafe izi combi, cybex sirona czy inny britax max way) sporo kosztują . Alternatywą dla takich fotelików są typowe fotele 0-18. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to , czy producent pozwala przewozić dziecko do 13 kg tyłem. W tych lepszych tak jest, w tych gorszych zdarza się że tylko do 10 kg i taką opcje odpuście, bo nie ma sensu. Po przekroczeniu wagi wyznaczonej przez producenta fotel należy odwrócić i do 18 kg wozić przodem.  Jeśli przesadzicie 9-kilowe dziecko do 0-18 z opcją tyłem do 13 kg dajecie dziecku jeszcze przynajmniej rok najbezpieczniejszego sposobu przewożenia. Z ciekawych modeli w tej grupie: britax firstclass, maxi cosi opal.