osiemgwiazdek.pl

sobota, 23 lutego 2013

Foteliki i kurtki nie idą w parze. Sprawdź dlaczego

Pasy bezpieczeństwa powinny przylegać jak najbardziej do twojego dziecka. Zobacz co się dzieje, jeśli zapinasz swoje dziecko w kurtce:


Za dużo luzu, prawda? Nie wiadomo czy pas trzyma dziecko, czy kurteczkę. I banalny sposób, żeby sobie z tym poradzić:


Proste.

piątek, 22 lutego 2013

Romer Kid - którą wersję wybrać?



Jeden z najlepszych 15-36 na rynku i często zadawane pytanie: który z nich wybrać? Czym one właściwie się różnią i czy warto dopłacać? Sam fotel, niezależnie od wersji ma to samo siedzisko, oparcie i zagłówek. Reszta już w zależności. Mamy opcje sict, plus i fix pomotane w różnych konfiguracjach. 




Na początek SICT, czyli te duże, szare plastiki po bokach. Romer przedstawia to tak:



A co mówią nam testy? Zwykła wersja bez isofixa przypadku zderzenia bocznego wypada na 3*, wersja sict dostała 5*. Znaczy działa. Z tym, że nie mam pojęcia czemu tylko trzy gwiazdki, skoro test wygląda tak (co prawda jest to plus, ale on akurat nie wpływa na boczne zderzenie):



Testu z bocznego zderzenia sicta nie udało mi się znaleźć, jest szansa, że na dniach go dostanę to wrzucę. Przy użyciu isofixa różnica już nie jest tak znacząca. Zarówno z sictem i bez, oba fotele osiągają wysoki wynik przy bocznym zderzeniu. Z drugiej strony, przy tej cenie obu modeli dopłata do poduszek nie jest zbyt wielka, więc do indywidualnego rozpatrzenia. Minusem tej wersji jest to, że jest o 10 cm szersza od zwykłego fotela. Jeśli macie potrzebę użytkowania trzech miejsc na tylnej kanapie, będzie przeszkadzać. 

Wersja plus, to nic innego jak regulowane podłokietniki. Można je przesuwać w trzech pozycjach, z czego najszersza odpowiada ustawieniu podłokietników w wersji bez plusa. Co to daje? Poprawia przebieg pasa biodrowego istotny przy zderzeniu czołowym. Czy warto? Tak, ale tylko w przypadku drobnych dzieci. Przy większych i tak trzeba będzie je rozszerzyć, więc po prostu mierząc dziecko do fotelika sprawdźcie czy jest wam i waszemu dziecku to potrzebne. Może się okazać, że wydajecie pieniążki na coś, czego nie będziecie używać. Wersja plus nie występuje z isofixem.



Wersja fix to po prostu fotel z łączem isofix. Co on daje? Dużo większą stabilność w samochodzie i poprawę bezpieczeństwa przy bocznym zderzeniu. Przy uderzeniu czołowym w przypadku foteli 15-36 isofix nie odgrywa większej roli. Ten fotelik można również montować w aucie nie wyposażonym w isofix. Czy warto? Wychodzę z założenia, że jeśli auto jest wyposażone w takie cudo, a dla kupującego dopłata rzędu 150 zł nie stanowi różnicy to warto.




środa, 20 lutego 2013

Które miejsce dla fotelika


Autorem poniższego tekstu jest Jacek Chmurzyński, mówiący o sobie samym (co oczywiście potwierdzam): nie jestem sprzedawcą, jestem rodzicem interesującym się bezpieczeństwem dzieci, który postanowił działać lokalnie na rzecz poprawy bezpieczeństwa dzieci w samochodach. 

Teraz trochę na temat bezpiecznego miejsca w samochodzie. Generalnie dzieci podróżują z tyłu. Wiem z doświadczenia że nawet jadąc samemu z dzieckiem można sobie poradzić, ja obywałem się bez lusterka. Gdy dziecię miało awarię lub płakało, po prostu przerywałem podróż. Jestem przeciwny używania sformułowania "najbezpieczniejsze miejsce dla dziecka", no chyba że myślimy całościowo o tylnej kanapie. Dlaczego? Wzbudza ono skrajne emocje i niepotrzebnie stresuje rodziców. Jak ma się czuć rodzić który ma dwójkę dzieci i jedno sadza za pasażerem a jedno za kierowcą (to tylko przykład)? Najkorzystniejsze jest miejsce pośrodku ze względu na odległość od strefy uderzenia (zderzenie boczne). Oczywiście montaż fotelika jest możliwy na środku tylko wtedy gdy mamy jeden fotelik w aucie, środkowe siedzenie wyposażone jest w ISOFIX lub 3 punktowe pasy a fotelik da się zamocować stabilnie. Zawsze wybieramy to miejsce na którym da się najstabilniej zamocować fotelik. 
Mit siedzenia za kierowcą. Funkcjonuje takie przekonanie że za kierowcą jest bezpieczniej bo będzie on unikał uderzenia ze swojej strony. rzeczywiście istnieje coś takiego i nazywa się odruch ratunkowy kierowcy. Prowadzone są nawet badania na ten temat... W laboratorium. W realnym życiu to nie działa. Były prowadzone badania statystyczne i wiecie co się okazało? Różnica w częstości uderzenia w pojazd z prawej lub lewej strony wynosiła niespełna 2%, czyli mieściła się w granicy błędu metody. Ale badacze zwrócili uwagę na coś jeszcze. Chodzi o sytuacje gdy zatrzymujemy się równolegle do osi jezdni i operujemy przy dziecku stojąc na jezdni. Zagrożenie jakie stwarzamy dla siebie i dziecka a także dla innych użytkowników drogi jest bardzo wysokie. Dlatego jeśli mamy wybór sadzajmy dziecko za pasażerem aby w razie awaryjnego postoju na poboczu mieć do niego swobodny i bezpieczny dostęp. Jeśli mamy dwoje dzieci, to zasada jest taka że lepiej posadzić dziecko mniej "obsługowe" za kierowcą. W razie czego nawet dwulatek, po odpięciu go przez nas z pasów, z małą pomocą będzie w stanie przemieścić się wewnątrz auta i wysiąść na chodnik a nie na jezdnię. Co do cyferek i statystyk. Nie wydaje mi się aby nam zwykłym rodzicom były one do czegoś potrzebne. Tym niech się zajmują eksperci, badacze, naukowcy Na koniec opowiem co niedawno powiedział Paweł Kurpiewski z fotelik info. Zapytał się nas czy wiemy na jakim miejscu wozi swoje dziecko. Pytanie padło podczas konferencji "Foteliki pod lupą", przy okazji omawiania mitu kierowcy i tematu bezpiecznego miejsca dla dziecka w samochodzie. Okazało się że fotelik ma zamontowany za pasażerem. Dlaczego? Bo w jego aucie na środku nie ma ISOFIX i dodatkowo na podłodze biegnie tunel a on używa fotela RWF z ISOFIX i z nogą podpierającą. Tak więc spokojnie, nie emocjonujmy się tylko zastanówmy jak optymalnie wykorzystać przestrzeń w naszym aucie tak aby zapewnić dziecku/dzieciom maksimum bezpieczeństwa w razie wypadku. Dla wyjaśnienia ja mam jedno dziecko lat 3,5. Córka jeździ na środkowym miejscu tylnej kanapy w foteliku montowanym pasami przodem do kierunku jazdy. Wcześniej jeździła w 0-13 za pasażerem, na środku fotelik był niestabilny. Od urodzenia zawsze podróżuje sama na tylnej kanapie 

To jeszcze nie koniec tyrady A co z miejscem pasażera? 
To szczególnie ulubione miejsce przez mamy. Dlaczego? Najczęstszym powodem montażu fotelika jest fakt że w ich mniemaniu będą miały kontrolę nad dzieckiem (tak jakby można było kontrolować tykającą bombę ), podadzą smoczek, butelkę itp Być może się powtórzę, ale miejsce dziecka jest na tylnej kanapie. Dziecko chce smoczek, zatrzymaj się w bezpiecznym miejscu i go podaj. Jest głodne, zrób sobie przerwę na parkingu. Płacze? Zaraz przestanie, a nawet jeśli nie to może czas na przerwę? 
Dlaczego ja ani moja żona nigdy nie woziliśmy córki na przednim fotelu? Od razu stwierdziliśmy ze najbezpieczniej z tyłu, a dla mamy najwygodniej z przodu. Ja mam 196 cm wzrostu, żona 180, auto niewielkie Ford Focus 3 drzwi. Dla dziecka nie stanowi to żadnej różnicy na którym miejscu podróżuje i tak jak je przyzwyczaimy tak będziemy jeździć w przyszłości. Wiedząc to nie chcieliśmy aby maluch przyzwyczaił się i w konsekwencji wymagał czyjeś stałej obecności podczas jazdy tym bardziej że często albo ja albo żona jeździliśmy z dzieckiem sami. Kierując samochodem skupiam się na jeździe i nie mógłbym zajmować się dzieckiem bo takie rozdwojenie uwagi po prostu jest niebezpieczne. Drugi bardzo ważny powód to poduszka powietrzna. jak wszyscy zapewne zabrania się montażu fotelika RF (tyłem do kierunku jazdy) na miejscu z poduszką powietrzna. W razie wypadku jej wybuch spowoduje wstrząs mózgu u maleństwa i w konsekwencji nastąpi śmierć dziecka. Powie ktoś poduszkę można wyłączyć. Pewnie ale można o tym zapomnieć, albo można zapomnieć ją włączyć gdy miejsce zajmie dorosła osoba. W razie wypadku... W USA wyłączniki poduszek nie istnieją, są zabronione właśnie z tego względu. Ja całe szczęście dylematu nie miałem, brak wyłącznika poduszki A starsze dziecko? Też z tyłu! W fotelikach 9-18 przodem do kierunku jazdy istnieje znaczne ryzyko skomplikowanych urazów nóg, starsze dzieci w fotelikach 15-36kg nie mają tego problemu i w ostateczności mogą z tego miejsca korzystać, ale pod kilkoma warunkami. Fotel na którym montujemy fotelik 15-36kg powinien być odsunięty od poduszki powietrznej maksymalnie do tyłu. Ale uwaga! Łatwo tutaj o błąd. Jeśli odsuniemy fotel za daleko to może tak się zdarzyć że punkt mocowania pasa bezpieczeństwa na słupku będzie znajdował się przed oparciem fotela całkowicie zmieniając przebieg pasa i uniemożliwiając prawidłowe jego zadziałanie podczas wypadku. Więc aby uniknąć przyzwyczajania dziecka, błędów i ich konsekwencji najlepiej posadzić dziecię z tyłu 
I jeszcze film jako ilustracja w temacie fotelik i poduszka powietrzna Niestety tylko w języku niemieckim od 1:52 I jeszcze jeden obrazujący odruch kierowcy w praktyce. Najbardziej oczytani w temacie zapewne zauważyli że zmieniłem zdanie, wynika to z tego ze się rozwijam . Dotąd twierdziłem że nie ma czegoś takiego jak odruch kierowcy. Odruch kierowcy istnieje, ale tak jak pisałem wyżej jego skuteczność jest mitem i to się nie zmienia. 
ADAC 2009 
Zderzenie czołowe 

wtorek, 19 lutego 2013

Jak się bawić to się bawić

Dzisiaj nie o fotelikach. Miało być o romerze kidzie, ale myślę że to może chwilę poczekać. Tak więc, jadę sobie autkiem po ślicznie odśnieżonej drodze i słucham radyjka. Gdzieś między matką Madzi a Pistoriusem leci wiadomość, że jest plan zamknięcia bibliotek szkolnych. W związku z tym poczułem się do napisania przesłania dla rządzących. Oto i ono:
Nasz kraj potrzebuje reform. I to zdecydowanych. Żadnych półśrodków, srania po krzakach i gadania pierdoletów. Bez zbędnego oglądania się na ekologów, mniejszości narodowe i związki zawodowe kasjerek z biedronki. Jeśli mamy iść do przodu to po trupach, bez myślenia o wczoraj, z surowym dzisiaj i pięknym jutro. Tylko w ten sposób pozostaniemy najzieleńszą wyspą Starego Kontynentu i jako tygrys bloku postkomunistycznego rzucimy rękawicę największym tego świata. Yes, we can Polsko. Dlatego potrzeba nam twardej ręki rządzących o tak jasnych umysłach, że bilbordy z waszymi zdjęciami zastąpią nam uliczne latarnie. Nie wiem co na to związek zawodowy kobiet lekkiego obyczaju ale nie powinno was to martwić. Nie przejmujcie się tym. Nie przejmujcie się nikim. Wyszliście ze wspaniałą inicjatywą zamknięcia bibliotek szkolnych. Całkiem dobrze się to wpisuje w wizję świata, którą przedstawiłem. Jednak dostrzegam w tym zbyt zachowawczy radykalizm. Pójdźcie o krok dalej i zamknijcie szkoły. Po co one? Jak się bawić to się bawić. Skończy się problem przemocy w ośrodkach edukacji, ubędzie niezadowolonych nauczycieli, a z ramówki teleekspresu zniknie zajawka o kolejkach po książki na pierwszego września. W to miejsce wkleicie reportaż z otwarcia fafsetnego kauflandu. Będzie dobrze, uwierzcie. Problem samych książek też zniknie, skoro udało wam się przekonać wszystkich, że nie trzeba ich czytać to może by je spalić? Na początku XX wieku nasi zachodni sąsiedzi zrobili z tego całkiem niezłą rozrywkę dla mas i zobaczcie sami jaka potęga nam wyrosła pod bokiem. Uczcie się od najlepszych. Olać książki, karmcie obywateli papką z telewizji i prasą, która w ogromnej większości nadaje się do kibelka. Ale bynajmniej nie do czytania. Ludzie to kupią. Już kupują, do pełnego sukcesu wystarczy zabrać im alternatywę w postaci literatury. Uczcie najmłodsze pokolenia od samego początku, że wszystko co wartościowe można znaleźć na MTV i youtubie. Wpajajcie im, że czytanie to relikt złych czasów, że książka już nie jest trendy. Wychowujcie pokolenia niezdolne do własnych myśli. Zróbcie, ze społeczeństwa bandę analfabetów bo możecie być pewni, że skoro najmłodsi nie zainteresują się słowem pisanym, w momencie kiedy dorosną też ich to nie będzie obchodzić. Jeśli się uda, bądźcie pewni, że przyszłość wam to wybaczy. Mało tego, to wy będziecie tworzyć przyszłość dla tępej masy, dla której - jaka by ta przyszłość nie była - to nie zająknie się głosem sprzeciwu. Nawet nie będzie świadoma tego co się dzieje we własnym kraju. Marzenie każdego władcy, prawda? W końcu będziecie mogli ogłosić wszem i wobec spełnienie obietnic wyborczych polegającej na ograniczeniu bezrobocia wśród wykształconej młodzieży. Jakby nie patrzył odsetek będzie wynosił zero procent. Piękna perspektywa. Sam odsetek wykształconej młodzieży też będzie równy zero, ale to raczej lepiej, przecież takim społeczeństwem o wiele łatwiej sterować. Obetnijcie z budżetu resztki, które jeszcze przeznaczacie na edukację. Strata pieniędzy, kupcie sobie jakiś samolot, kilka jachtów, dżinsy, trampki czy inny magnetofon a to co zostanie przeznaczcie na premie dla waszych żon i kochanek. I przyzwyczajcie się, że taki obrazek to będzie norma:



czwartek, 14 lutego 2013

Jesteśmy na FB

Uparty w tej materii byłem od zawsze. W naszej klasie nie uczestniczyłem nigdy, trochę z powodu ideałów, trochę z powodu, że w technikum krawieckim bliżej mi było do maszyny szyjącej niż komputerowej. Na fejsie ja jako ja też nie uczestniczę. Don't like it.  Natomiast moje alter ego stwierdziło, że taki zabieg pomoże trafić do większej ilości nieświadomych rodziców i zalogowało się. Tak więc od dzisiaj  zapraszam również na facebooka.


Wszelkie komentarze mile widziane, krytyka konstruktywna ewentualnie do przyjęcia. Jeśli macie ochotę pochwalić się, że ostatnio wyszedł wam dobry schabowy albo że Piotruś lubi swój fotelik, również nie ma problemu. Na wszelkie pytania, sugestie i zaczepki oczywiście będę starał się odpowiedzieć. Enjoy!

środa, 13 lutego 2013

Dajcie mi 6 milionów a świat będzie piękny

Badania naukowców dzielę na trzy grupy: pierwsza z serii znalezienie lekarstwa na raka, druga to sprawdzanie wpływu ruchu riksz w północnej Mandżurii na populację surykatek w Afryce a trzecia to badania kończące się stwierdzeniem że picie alkoholu powoduje nietrzeźwość. Tym pierwszym kibicuję bezgranicznie, jeśli zakończą się sukcesem pobiją na głowę wynalezienie koła i viagry. Dumą napełnia mnie fakt, że rodzaj ludzki - mimo wszystko - dąży do poradzenia sobie z każdym problemem. Być może jest to bicie głową w mur, być może naukowcy poszukują rzeczy, która nie istnieje. Być może. Ale jest szansa, że coś takiego wynajdą, czego ja i cała ludzkość z całego serca życzy. I na takie badania nie szkoda ani eurocenta. Dwie kolejne grupy to już czyste żarty z nauki. Jak dla mnie to tylko chęć uczestniczenia w jakimkolwiek projekcie badawczym budującym ego niespełnionego wynalazcy, bez znaczenia jak durny i niedorzeczny jest dany projekt. Załóżmy, że riksze wpływają na surykatki. Wydano kwadryzyliard dolarów na wojaże między Azją a Afryką, pomiary średnicy rikszowatego koła i średnią prędkość Chińczyka, ciągnącego tę rikszę. Następnie zbadano jakość życia surykatek, ogólne samopoczucie i fakt czy często cierpią na niestrawność. Okazało się, że im szybciej Pan Zou Zeng biegnie z rikszą tym surykatki mają gorzej.  I co? I nic. Powiedzcie Panu Zou Zengowi, żeby biegał wolniej bo jakieś myszy w Afryce boli głowa. Stawiam wszystkie moje długi na to, że gość nie ma zielonego pojęcia o tym, co to jest Afryka i serdecznie nie obchodzą go żadne myszy w momencie kiedy lokalny watażka pracuje nad poprawą wydolności jego pracy z bambusem w ręce. Badanie, na które wydano worek pieniędzy okazało się bezsensowne. Zresztą, gdyby ten projekt został poprzedzony chociażby kapuśniaczkiem (bo cała burza to za dużo) mózgów, to worek pieniędzy zamiast na zaglądanie surykatkom pod ogon przeznaczono by na elegancki raut i bez naukowych definicji można byłoby odkryć fakt, że alkohol powoduje nietrzeźwość. Dwa w jednym, wszyscy szczęśliwi.
Poczytałem ostatnio o projekcie Casper. W założeniu ekstra. Grupa badaczy, naukowców i producentów fotelików z całej Europy debatuje nad tym jak bezpiecznie przewozić dzieci. Budżet projektu to calutkie 6 milionów euro. Będą badać sto różnych rzeczy, od wielkości wątroby noworodka po możliwe obrażenia  będące wynikiem upadku dziecka z roweru. Pojawiają się projekty nowych manekinów, rewolucyjnych czujników i cholera wie jeszcze czego. Będą badane różnice kulturowe między Atenami a Warszawą, niewątpliwie wpływające na przewożenie dzieci. Drodzy naukowcy! Badacie, rzeczy które już dawno zostały zbadane. Szukacie rozwiązania problemów, które są już rozwiązane. Alkohol powoduje nietrzeźwość, a wypadki powodują urazy.  Dajcie mi te sześć milionów, a gwarantuję wam, że świat będzie lepszy. Pięć baniek z miejsca idzie na biedne dzieci. Następnie wykupuję wycieczkę na ryby pod Sztokholmem i pytam Pana Svenssona jak bezpiecznie przewozić dziecko. Po powrocie do kraju urządzam pikietę na Wiejskiej, która wymusi stworzenie komórki uczącej każdego sprzedawcę fotelików w tym kraju, fachu którym się zajmuje. To będzie gratis, myślę że skoro dostaliśmy od unii sto tryliardów euro, znajdą się fundusze na działalność takiej organizacji. Za resztę, która zostanie jestem w stanie zaprojektować fotel który dostanie pół gwiazdki w ADAC, do tego będzie brzydki jak noc listopadowa ale będzie kosztował dwieście złotych i pobije na głowę kolorowe bezpieczeństwo z ulotki reklamowej. Drodzy naukowcy, koło bardziej okrągłe już nie będzie, jest wzorzec skandynawski i z niego korzystajmy. Po co tworzycie nowe? Dawno temu w Ameryce powstał system latch, taki ich isofix. Europa oczywiście musiała po swojemu, dziesięć lat zajęło stworzenie swojej wersji, a następne dziesięć przekonanie się o tym, że wersja amerykańska jest lepsza. Ile kasy wydaliście na to, żeby to odkryć? Bo mi wystarczyło osiem minut z wujkiem googlem, żeby mieć czarno na białym. Mówi się o rewolucji w postaci I-size. Jaka to rewolucja? Obowiązek przewożenia dziecka do 15. miesiąca w foteliku tyłem do kierunku jazdy to żadna rewolucja. Macie tu wiadomość gratis ode mnie: minimum do 2,5 roku TRZEBA wozić dziecko tyłem do kierunku jazdy. Ile jeszcze milionów pieniążków i lat świetlnych potrzeba żebyście otworzyli oczy? Mówicie, że różnice kulturowe wpływają na przewożenie dzieci. Różnice kulturowe co najwyżej wpływają na ilość stosunków habibi na wczasach w Hurgadzie i sytuację na Bliskim Wschodzie. Skoro są one tak ważne, to dlaczego przepisy dotyczące oddychania są jednakowe niezależnie szerokości geograficznej? Czemu leniwy Grek i pracowity Niemiec - pomimo różnic kulturowych - rozumieją, że nie wypada jeździć 200km/h po terenie zabudowanym? Dlaczego, skoro różne nacje pojmują podstawowe rzeczy na w ten sam sposób, inaczej miałyby widzieć foteliki? Zostawcie te historie antropologom a zajmijcie się poważną robotą. Synonimem słowa unia jest słowo jedność. Skopiujcie szwedzkie rozporządzenia, przetłumaczcie je na języki od portugalskiego po estoński i najzwyklej w świecie wprowadźcie je w życie. Proste, oszczędzicie i czas, i pieniądze. No chyba, że akurat na tym wam nie zależy.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Wiedza tajemna o fotelikach

Ciekawe czasy mamy. Natłok informacji, który do nas dociera robi niektórym takie kiełbie we łbie że mózg zaczyna przypominać kaszankę. Kaszanką nie da się myśleć. Jeśli kaszanka przejmie kontrolę nad twoim umysłem staniesz się bezmyślną i bezwolną istotą, karmioną kaszankowatymi informacjami, które jeszcze bardziej zatrują twoje ciało i które z każdym dniem będą zmniejszać szanse, że mózg odzyska swoją pierwotną funkcję jaką jest tworzenie pięknej rzeczy, powszechnie zwanej myślą. Informacje bombardują nas z każdej strony, poruszając tematy - nie przymierzając - dotyczące każdej sfery naszego życia. Siedząc przed komputerem możemy dowiedzieć się jak i w którym miejscu należy pocałować kobietę żeby było w sam raz, jednocześnie instruując się która odmiana czosnku jest najlepsza przeciw wampirom. Dysponując kaszankowatym umysłem lecimy do tesco po cały sznurek hiszpańskiego czosnku morado, po czym aplikujemy tej jedynej siarczystego cmoka tu i tam, zapominając że mówiła sto razy, że tam akurat to ona nie lubi. A przecież w internecie pisali, że lubi! I na cholerę nam ten czosnek, skoro ostatniego groźnego wampira zabito gdzieś na początku XIX wieku, a te żyjące obecnie są tak zasymilowane ze społeczeństwem, że do powstrzymania apetytu wystarczają im codziennie serwowane ustawki z grycankami w roli głównej robiącymi zakupy w żabce. Gdyby nie kaszanka, życie seksualne niejednego z nas mogłoby wyglądać zdecydowanie lepiej, a i budżet domowy prezentowałby się nieco okazalej. Gdybyśmy tylko czasem użyli cudownego wynalazku ewolucji jakim jest rozum.
Wychodzę z założenia, że jeśli stopień skomplikowania danego problemu wymaga użycia tzw. fachowych narzędzi i posiadania fachowej wiedzy, to taki problem należy zostawić fachowcom i mieć nadzieję że oprócz posiadania specjalnego młotka majster będzie wiedział do czego on służy i jak się go używa. Z tej przyczyny wymianę rozrządu w aucie zostawiam tym co to robią zawodowo, natomiast do wymiany żarówek w światłach mijania wołam szwagra i przy kracie browarów łącząc przyjemne z pożytecznym żarówki wymieniam. A jak jest z fotelikami? Oczywiście, zawierają one również i wiedzę tajemną niedostępną dla szarych zjadaczy chleba. Jednak każdy jeden fotelik jest zaopatrzony w podstawowy zasób wiadomości, który znacznie może ułatwić wam życie. Dzięki niemu nie będziecie musieli szukać informacji typu: jak przełożyć pasy bezpieczeństwa, do kiedy używać wkładki dla najmniejszych i po co są te czerwone plastiki. Dzięki niemu nie będziecie zmuszeni pytać koleżanek, czytać horoskopów, oglądać telewizji śniadaniowej czy słuchać Pani Gadżet, która myli fotelik ze snopowiązałką. Panie i Panowie! Przedstawiam instrukcję. Tak, to ta fajna książeczka, którą otrzymaliście wraz z gwarancją i paragonem. I - wierzcie, bądź nie - ona jest dla was. Ale nie po to żeby była, nie po to żeby mieć fajną podkładkę pod kubek i nie po to żeby ją schować i wyciągnąć w momencie dalszej sprzedaży fotelika. Jest po to żebyście ją przeczytali i stosowali się do informacji w niej zawartych. Szczerze, kto będzie wiedział lepiej jak używać fotelika, niż producent który go zaprojektował? I producent dzieli się z wami tą wiedzą, ona jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko to zrobić. Proste.